Zasięg w górach, czy nad morzem? Gdzie sieci komórkowe wypadają lepiej?

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Zasięg w górach i nad morzem to dla wielu osób ważny aspekt wakacyjnego wypoczynku. Operatorzy chwalą się ciągłą rozbudową swoich sieci w miejscach letnich podróży Polaków, ale czy w praktyce wypada to tak dobrze jak w rzeczywistości? W ciągu ostatniego tygodnia miałem okazję to sprawdzić i mówiąc krótko, nie jest dobrze.

Zasięg nad morzem? Tylko w dużych miejscowościach

Zrobienie tego zdjęcia na plaży w Łebie zajęło mi 5 minut. Tyle czasu próbowałem wczytać stronę mając pełny zasięg HSPA+ na zmianę z dwoma kreskami LTE

Jadąc na weekend na polskie morze, byłem w zasadzie przekonany, że zasięg sieci komórkowej to ostatnie, o co powinienem się obawiać. Po tych wszystkich zapowiedziach modernizacji sieci, refarmingu, rozbudowie sieci 5G w wakacyjnych miejscowościach spodziewałem się, że Internet mobilny będzie śmigać w zasadzie zawsze i wędzie. Aha…

Generalnie zasięg najlepiej wypadł w… Pendolino. Stabilne 5 Mb/s po sieci Wi-Fi niemal przez całą trasą Warszawa-Gdynia oraz w drodze powrotnej Gdańsk-Warszawa jest godne pochwały. Natomiast nad samym morzem na bardzo dobry zasięg można liczyć praktycznie w największych miastach. Gdynia, Gdańsk, Sopot – jest bardzo dobrze pod kątem LTE Orange i T-Mobile oraz Plusa, który potrafi też zarzucić siecią 5G (kartę 5G mam tylko w Plusie, nie mam karty Play). Wystarczy jednak wychylić się poza duże miasto i wpadamy w dziurę. EDGE w porywach do nieśmiałego 3G to maksimum, co możemy złapać na drogach między miastami oraz np. okolicy Łeby. W Rewie oraz Pucku możemy liczyć na połowę skali zasięgu sieci LTE i działa to całkiem nieźle.

O tym jak straszny był zasięg, niech świadczy fakt, że Samsunga Galaxy Z Flip3, który normalnie wytrzymywał mi od rana do wieczora, nad morzem potrafiłem ładować trzy razy dziennie.

Czytaj też: Test Samsung Galaxy Z Flip3. To może być pierwszy popularny składany smartfon

W górach brak zasięgu mnie nie zdziwił, ale i pozytywnie zaskoczył

Na wysokości prawie 1 400m n.p.m. CHIP.PL wczytał się praktycznie od ręki

W zasadzie trzy dni od powrotu znad morza wylądowałem w Zakopanem. Tutaj sytuacja wygląda znacznie lepiej. W promieniu ok 30-40 km wokół miasta z zasięgiem LTE nie ma większych problemów. W zasadzie nie musiałem korzystać z sieci Wi-Fi, do wszystkiego, ze streamingiem filmów włącznie, wystarczała mi sieć LTE. Mówimy tutaj oczywiście o drogach i mniejszych lub większych miejscowościach.

Na popularnych górskich szlakach o zasięgu możemy zapomnieć. Maksimum, na co możemy liczyć, to EDGE, w porywach do HSPA. Telefonicznie wezwiemy pomoc w razie wypadku i to w zasadzie tyle. Choć nie ukrywam, spacer nad Czarny Staw i z powrotem to przyjemnie oczyszczające 6 godzin bez piszczących powiadomień. Polecam.

W trasie jest dramat, a 3G powinno jak najszybciej zniknąć

W takim miejscu brak zasięgu bywa oczyszczający

Czysto teoretycznie HSPA+, czyli szybki Internet w sieci 3G to nawet do 42 Mb/s pobierania danych oraz do 11 Mb/s wysyłania. W wersji Dual-Cell HSPA+ nawet można wyciągnąć dwa razy więcej. To tyle teorii, bo w praktyce HSPA np. na trasie Warszawa-Zakopane jest nieużywalne. Jedyne, co da się na tym ugrać to przerywana nawigacja Google Maps, ale o Tidalu, czy innym Spotify możecie zapomnieć. W przypadku Plusa LTE pojawia się w Warszawie oraz ok 30 km od Zakopanego i opcjonalnie w Krakowie, w zależności od trasy. W przypadku Orange/T-Mobile szczątkowe LTE znika w połowie drogi z Warszawy, z przerwą na Kraków i potem też odżywa przy Zakopanem.

Operatorzy powinni jak najszybciej pozbyć się sieci 3G i poszerzyć pasma LTE, bo obecnie jest ona nieużywalna do zastosowań innych, niż połączenia głosowe.

Zasięg jest do poprawy, ale nadziei na to nie widać

Na kolei obowiązuje jedna zasada — im starszy pociąg, tym łatwiej o zasięg w środku

Zasięg na drogach wymaga znaczącej poprawy. Bez względu na to, czy podróżujemy pociągiem, czy samochodem, nie jest dobrze. Na wielu trasach utrzymanie zasięgu sieci LTE, nie tylko tych opisywanych powyżej, jest bardzo trudne. Choć tu trzeba oddać, że bezapelacyjnie najlepiej w trasie wypada Orange oraz T-Mobile i nie wygląda na to, by miało się to szybko zmienić.

Czy można winić za to operatorów? Niekoniecznie. Na kolei sytuację może poprawić GSM-R, czyli system łączności przeznaczony do transmisji danych, wykorzystywany przez urządzenia kolejowe. Poprawi to działanie Wi-Fi w Pendolino (które nie bierze się z powietrza) oraz zasięg w pozostałych pociągach. Budując maszty pod GSM-R przy torach, pojawi się możliwość dołożenie do nich nadajników sieci komórkowej operatorów. Termin? Do 2030 roku na głównych szlakach kolejowych.

W przypadku dróg pomóc mogliby operatorzy sieci energetycznych. Tutaj, pomimo starań UKE polegających na ustaleniu cenników współpracy oraz stworzeniu umów ramowych, nic się nie zmienia. Firmy energetyczne nie chcą współpracować z operatorami sieci komórkowych, co pozwoliłoby na umieszczanie nadajników na masztach wysokiego napięcia.

A teraz najlepsze, zgodnie z unijnymi zobowiązaniami, główne szlaki transportowe w krajach członkowskich mają zostać pokryte zasięgiem sieci 5G do 2025 roku. W Polsce, kraju w którym aukcja docelowych częstotliwości sieci 5G nie skończy się przed 2022 rokiem, a LTE w trasie bywa problemem, wygląda to jak nieśmieszny żart.