Sądzili, że rozbłysk gamma pochodzi z odległości miliardów lat świetlnych. Winowajca znajdował się tuż obok nas

Określanie odległości w kosmosie nie należy do łatwych zadań. Najnowszym tego dowodem jest domniemany rozbłysk gamma oddalony o 13,4 mld lat świetlnym. Sęk w tym, że źródło tego „sygnału” prawdopodobnie znajdowało się w istocie na orbicie naszej planety.

Wróćmy jednak do genezy problemu. GN-z11-flash to sygnał odebrany 7 kwietnia 2017 roku przez zespół pod zarządem Linhua Jianga z Kavli Institute for Astronomy and Astrophysics. Wtedy też naukowcy uznali, że sprawcą całego zamieszania był rozbłysk gamma, którego źródło znajdowało się 13,4 mld lat świetlnych od Ziemi. Prawda okazała się jednak zgoła odmienna.

Czytaj też: Czekają nas kosmiczne fajerwerki. Te gwiazdy prawdopodobnie eksplodują w ciągu kilkudziesięciu lat

Na tropie zagadki znaleźli się między innymi polscy astronomowie. Zespół kierowany przez Michała Michałowskiego z Uniwersytetu Adama Mickiewicza doszedł bowiem do wniosku, iż rzeczony sygnał powstał na skutek niefortunnego odbicia światła słonecznego od fragmentów górnego stopnia rakiety nośnej Proton. Z kolei Charles Steinhardt i jego współpracownicy z Uniwersytetu Kopenhaskiego sądzą, że sygnał powstał gdzieś na terenie Układu Słonecznego. Dokładne ustalenia polskich astronomów ukazały się na łamach Nature Astronomy.

Zdaniem chińskich astronomów za sygnałem GN-z11-flash miał stać rozbłysk gamma

Obiekt o określonej jasności może być słabym obiektem znajdującym się w pobliżu bądź jasno świecącym i odległym obiektem. W obu przypadkach będą one dla nas tak samo jasne. Obiekt objęty badaniami okazał się być pobliskim fragmentem kosmicznego śmiecia, ale jego jasność była zgodna z potężną eksplozją gwiazdy znajdującej się na skraju obserwowalnego Wszechświata.

Reklama
Michał Michałowski, Uniwersytet Adama Mickiewicza

I choć pierwotni autorzy badania poświęconego GN-z11-flash podważali możliwość „zakłóceń” w odebranym sygnale, to Michałowski i inni astronomowie byli bardziej dociekliwi. Przeanalizowali bazę danych obejmujących kosmiczne śmieci i znaleźli górny stopień rakiety Proton wystrzelonej w 2015 roku. Była ona oddalona o 13 758 kilometrów od Ziemi i znajdowała się w polu widzenia instrumentu MOSFIRE w czasie „rozbłysku”.

Czytaj też: Perowskit wrażliwy na neutrony jako czujnik promieniowania jądrowego

Jako że wspomniany fragment nie znajdował się wtedy w cieniu Ziemi, to możliwe było odbicie od niego promieni słonecznych. Z drugiej strony, Jiang nie jest przekonany co do wytłumaczenia zaproponowanego przez Polaków. Jego zdaniem nie można wykluczyć, że fragment rakiety zakłócił wykonane pomiary, lecz przeprowadzone w tej sprawie obliczenia potwierdzają słuszność pierwotnych przypuszczeń.