Skrzydlaci bohaterzy filmów – Kampfgeschwader Lützow 1941 Part II

Dziś opowiemy o innym bohaterze niemieckiego propagandowego filmu „Kampfgeschwader Lützow”. Jest to samolot odgrywający rolę polskiego myśliwca PZL P.11, który ówcześnie był podstawowym myśliwcem w naszych siłach powietrznych podczas Kampanii Wrześniowej. Ów samolot odgrywał swoją rolę tak dobrze, że jeszcze kilka lat temu, w kronikach wojennych czy filmach dokumentalnych z II wojny światowej sceny z tym samolotem były opisywane jako autentyczne zdjęcia z września 1939.

Co więcej, nawet autorzy polsko-włoskiego filmu „Wielka Droga”, nakręconego przez Ośrodek Kultury i Prasy II Korpusu Polskiego z roku 1946, opowiadającego o losach polskiego żołnierza, również zamieścili w swojej produkcji kadry z „Kampfgeschwader Lützow”. To właśnie ujęcia z tym samolotem pokazano jako autentyczne zdjęcia ilustrujące walki podczas Września 1939. Tak naprawdę ten myśliwiec był dwupłatowy, a takich lotnictwo II RP już nie używało w charakterze myśliwców, gdzieś od około 1936 roku. Co więcej, ów myśliwiec był produkcji czechosłowackiej a za sterami tych maszyn siedzieli sprzymierzeni ówcześnie z III Rzeszą piloci słowaccy.

Poznajmy więc dalszy ciąg historii o „Kampfgeschwader Lützow” gdzie tym razem głównym bohaterem będzie Avia B534.

Tak, to Avia B534 w roli polskiego PZL P.11 …

Jak już wspominałem w poprzedniej części, główną osią czasową filmu jest kampania w Polsce we wrześniu 1939. W filmie duży nacisk położono na ukazanie szlachetności, nowoczesności i oddanie ojczyźnie niemieckich sił zbrojnych z Luftwaffe na czele. Jednocześnie chciano pokazać skrajnie nieprawdziwy obraz Kampanii Wrześniowej. W tym celu, na potrzeby filmu, zgromadzono w bazie lotniczej w Małaszewiczach oryginalne ocalałe polskie maszyny z niepowycinanymi znakami przynależności państwowej, które następnie widowiskowo podpalono jako efekt niemieckiego bombardowania. W rzeczywistości niewiele polskich maszyn zostało zniszczonych w wyniku niemieckich nalotów, bowiem zdecydowana większość polskich sił została przebazowana na doskonale zamaskowane lotniska polowe. W „Kampfgeschwader Lützow” chciano ukazać zacofanie techniczne i taktyczne oraz bezsilność Polaków wobec „niezwyciężonej” Luftwaffe. Po wyjątkowo bolesnej dla nas scenie płonących – i dla większego dramatyzmu poprzewracanych w nieprawdopodobnych pozach PZL.37 Łoś, PZL.23b Karaś oraz PZL P.11c – mamy pokazany w dość widowiskowy sposób, atak polskich myśliwców. Tylko, że to nie polskie maszyny…

Spalony PZL.37B „Łoś” w Małaszewicach. Zdjęcie z zasobów IPN.

I tu następuje sławetna scena, która nadal pojawia się w wielu filmach dokumentalnych o II wojnie światowej. Ukazany zostaje nieudolny atak trzech polskich dwupłatowych myśliwców z nienaturalnie wielkimi szachownicami na skrzydłach oraz z dziwnymi orłami na kadłubie w formie oznaczenia eskadry. Oczywiście, jak można było się domyślić, w filmie, dzielna załoga He-111 z pomocą BF-109D szybko i zdecydowanie rozprawia się z napastnikami i bezpiecznie wraca na swoje lotnisko. Ów dwupłatowy myśliwiec to słynny czechosłowacki myśliwiec Avia B534 IV serii oraz prawdopodobnie Avia Bk534, który w odróżnieniu od klasycznego modelu 534, był uzbrojona w działko 20 mm. Wszystkie te maszyny użyte w filmie należały do Słowackich Sił Powietrznych i były pilotowane właśnie przez słowackich pilotów. Przypomnę tylko, że Słowacja w ówczesnym czasie była wiernym sojusznikiem III Rzeszy i wraz z nią 1 września 1939 zaatakowała Polskę, a jej wojska przez jakiś czas okupowały nasze Podhale. Co ciekawe, podczas Kampanii Wrześniowej, to właśnie słowacka Avia B534, 6 września 1939 roku, zestrzeliła polski samolot rozpoznawczy Lublin R. XIIID, co notabene było jedynym zwycięstwem powietrznym Słowaków podczas Kampanii Wrześniowej.

Zniszczony PZL.37B „Łoś” w Małaszewicach. Zdjęcie z zasobów IPN.

To jednak nie jedyne związki tego ciekawego samolotu z historią naszego kraju.

Avia B534 powstawała w podobnym czasie co polskie myśliwce z rodziny „Puławszczaków” PZL P.7 i PZL P.11, czyli na początku lat 30-tych, jednak nie została hitem eksportowym tak, jak polskie płatowce. Przypomnę tylko z kronikarskiego obowiązku, że nasze „pezetelki” lub licencje na budowę, zakupiły takie kraje jak Turcja, Grecja, Rumunia czy Bułgaria. Co prawda Czechosłowacja nawet swego czasu odnotowała proponowany przez Polskę zakup 60 maszyn, ale docelowo nie miały one trafić do naszych sił powietrznych. Był to czas wojny domowej w Hiszpanii i obie strony tego konfliktu gorąco poszukiwały maszyn bojowych, ale przynajmniej w tym przypadku, Polacy woleli sprzedać wycofane z naszych sił zbrojnych stare myśliwce PWS-10 niż uczestniczyć w sprzedaży Avii. Tutaj warto przytoczyć niepotwierdzoną, aczkolwiek zaskakującą historię, bowiem ponoć istniał cień szansy, by Avia B534 latała z szachownicami w obronie polskiego nieba. Całkiem niedawno pojawiła się informacja, że w czeskich archiwach ponoć znaleziono dość ciekawą informację dotycząca naszego dzisiejszego bohatera.

Prawdopodobnie lotnisko Warszawa Okęcie, na pierwszym planie Ju-86 a w tle Avia B534. Zdjecie z zasobów IPN.

Otóż w czeskich archiwach odnalazła się oferta z 1938 roku, jaką czechosłowacki rząd, znając ustalenia Układu Monachijskiego, skierował do ówczesnych władz II RP, by przekazać Polsce sporą ilość myśliwców Avia B534 należących do czechosłowackich sił powietrznych. Władzom Czechosłowacji bardzo zależało, by te cenne maszyny nie wpadły w niemieckie ręce i nie upierały się przy wielkich kosztach zapłaty. Niestety, ponoć oferta utknęła gdzieś w biurokratycznej machinie polskiej dyplomacji i nie doszło do znaczącego wzmocnienia naszych sił. Moim prywatnym zdaniem, nawet takie myśliwce bardzo by nam się przydały we wrześniu 1939 i byłyby cennym nabytkiem, chociaż raczej by nie zmieniły wyniku końcowego Września. Oczywiście zakładając, że ta historia jest prawdziwa, bo tego sam nie mogę zagwarantować.

Zdjęcia reklamujące film z Illustrierter Film-Kurier, w głębi widać wraki PZL.37 Łoś i PZL P.11c

Wracając do filmu „Kampfgeschwader Lützow”, samoloty Avia, pilotowane przez Słowaków, zostały przemalowane na potrzeby filmu, prawdopodobnie na lotnisku Warszawa Okęcie. Maszyny zostały przemalowane w jednolity zielony kamuflaż, prawdopodobnie poprzez zamalowanie srebrnego spodu maszyny na zielony kolor RLM 71. W dalszej kolejności, dodano na skrzydłach monstrualnej wielkości szachownice, a na bokach wymalowano wielkie orły wpisane w trójkąt, które imitowały godło indywidualne naszych eskadr. Mistyfikacja była na tyle udana, że wielu uwierzyło, że są to autentyczne myśliwce z Kampanii Wrześniowej. Po latach, wielu badaczy nie weryfikowało autentyczności tych zdjęć i nawet mistrzowi od Sensacji XX wieku, znanemu redaktorowi Bogusławowi Wołoszańskiemu, zdarzyło się posłużyć tymi fotkami czy urywkami filmów do programów o Wrześniu 1939 roku. Dziś wielu modelarzy wciąż się spiera jak naprawdę wyglądały te Avie podczas kręcenia filmu, ale przypuszczam, że prawdy raczej nie dowiemy się już nigdy.

Reklama
Zdjęcie z filmu „Kampfgeschwader Lützow”. He-111 bombarduje most pod Wyszkowem

Sam film „Kampfgeschwader Lützow” jest dziś doskonałym przykładem jak propaganda potrafi na wiele lat zakłamać prawdziwą historię. Ten obraz wykreował wiele krzywdzących i nieprawdziwych mitów, które po dziś dzień pokutują w naszej historii. Jeśli jakimś zrządzeniem losu, zdarzy się wam okazja, by obejrzeć ten film, nie zapomnijcie w jakim celu powstał ten obraz. Nie bez powodu w Niemczech, po dziś dzień, nie można wyświetlać tego filmu bez wprowadzenia i dyskusji, która odkłamuje historię opowiadaną przez ten obraz.

Avia B534 jako PZL P.11c. Zdjęcie z zasobu AIPN IPN BU 3906 2

W kolejnym odcinku przybliżę historię o polskim śmigłowcu, który w październiku 1980, wraz z polskim pilotem, zagrał w filmie o dzielnym agencie 007, jak skończył filmowy Airwolf i jak to było naprawdę z Błękitnym Gromem. 😊