Galaktyki aktywne ukrywają się przed ludzkim wzrokiem, więc astronomowie obserwują tysiące galaktyk jednocześnie

Czarne dziury świetnie radzą sobie z pochłanianiem materii, a ich przyciąganie grawitacyjne jest tak silne, że po przekroczeniu pewnej granicy nie może przed nim uciec nic, włącznie ze światłem.

Ale nie oznacza to, że owe obiekty mogą pochłaniać wszystko co je otacza. Część materii krąży bowiem wokół nich, formując tzw. dyski akrecyjne. Powstające w nich tarcie może prowadzić do generowania niezwykle wysokich temperatur. W efekcie zdarza się, iż taki dysk świeci jaśniej niż wszystkie gwiazdy w danej galaktyce razem wzięte.

Czytaj też: NGC 3568 to galaktyka z burzliwą przeszłością. Dotarło do nas światło pochodzące z jej supernowej

Problem w tym, że nie zawsze dostrzeżenie czarnych dziur w ten sposób jest łatwe. Tzw. aktywne jądra galaktyk, w których dochodzi do pochłaniania ogromnych ilości materii, wchodzą w skład galaktyk aktywnych. O ile emitują one promieniowanie rentgenowskie, bądź cechują się wysoką jasnością w falach radiowych, to wykrycie obecności tamtejszych czarnych dziur nie powinno sprawiać większych trudności. Niestety, takie obserwacje wymagają skierowania teleskopów w dane miejsce na dłuższy czas.

Szczególnie problematyczna okazuje się sytuacja, w której astronomowie chcą zidentyfikować galaktyki aktywne (bądź ich jądra) wykorzystując w tym celu zebrane już dane. Aby to zmienić, naukowcy zmodyfikowali wykorzystywany wcześniej program zwany ProSpect. Używano go do identyfikacji galaktyk na podstawie koloru, a dzięki modyfikacjom pojawiła się możliwość modelowania światła związanego z aktywnymi jądrami galaktyk. Te są bowiem często otoczone przez grube dyski akrecyjne, które mogą ulegać podświetlaniu.

Galaktyki aktywne posiadają tzw. aktywne jądra galaktyk

ProSpect wyposażono też w dane zebrane w ramach dwóch różnych programów: DEVILS (Deep Extragalactic VIsible Legacy Survey) oraz GAMA (Galaxy and Mass Assembly Survey). W ramach pierwszego przedsięwzięcia astronomowie obserwowali niemal 50 tysięcy galaktyk, natomiast w czasie drugiego – aż 294 tysiące. Analizując te obserwacje, członkowie zespołu badawczego wyłonili około 77 000 galaktyk, które miały cechy odpowiadające aktywnym jądrom galaktyk. Chcąc przekonać się, na ile skuteczne jest zastosowane oprogramowanie, porównali jego wyniki z rezultatami wcześniej wykorzystywanych, konwencjonalnych metod. W ten sposób wykazali, że ProSpect ma około 91-procentową skuteczność.

Reklama

Czytaj też: Coś utworzyło w gromadzie RBS 797 cztery bąble. Czarna dziura wśród podejrzanych

Dzięki takiemu podejściu astronomowie są więc w stanie prowadzić obserwacje setek tysięcy galaktyk jednocześnie – a dokładniej rzecz biorąc – analizować wcześniej zebrane informacje. W ten sposób stosunkowo szybko i skutecznie mogą identyfikować aktywne jądra galaktyk otoczone grubymi dyskami akrecyjnymi, a nawet te, które wydawały się zbyt odległe, by dało się je zauważyć. Co więcej, ProSpect daje niewiele fałszywie pozytywnych detekcji, dzięki czemu istnieje wysoka pewność, że jeśli już wskaże na obecność takiego jądra, to będzie to niemal pewna identyfikacja.