Nadajniki sieci komórkowych na latarniach. W Turcji to norma, w Polsce nie do pomyślenia

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Czy wyobrażacie sobie, żeby w Polsce nadajniki sieci komórkowych były montowane na lataniach? I nie mówimy tutaj o małych antenach, a takich samych, jakie można spotkać na dużych stacjach bazowych. W Turcji jest to normalny widok, ale jak to możliwe, że działa to w ten sposób?

Latarnia obwieszona nadajnikami jak choinka. Nawet dla mnie był to szok

Żyjąc w kraju, w którym na sam widok stacji bazowej sieci komórkowej koty przestają znosić jajka, a kury dawać mleko, zagraniczne rozwiązania nawet mnie potrafią konkretnie zdziwić. I nawet nie wiecie, jak wielkie było moje zdziwienie widząc… to:

Albo też to:

W Stambule na takie konstrukcje można trafić bardzo często. To zwykła uliczna latarnia, tyle tylko, że obwieszona antenami niczym choinka. Brakuje kolorowych lampek. Zdjęcie zamieszczone na Twitterze bardzo szybko podchwyciły polskie środowiska antykomórkowe, robiąc z tego swoją tradycyjną propagandę.

Ale zostawmy już świat milionów mikrowatów i folii aluminiowej w spokoju. Zobaczmy lepiej, w jaki sposób takie konstrukcje są możliwe do wykonania. Czy Turcja nie ma żadnych limitów dotyczących emisji pól elektromagnetycznych?

To 5G. Turcja na pewno ma 5G i dlatego to tak wygląda

A przynajmniej tak twierdzili moi współtowarzysze wycieczki. No i… nie. W Turcji mamy trzech głównych operatorów – Türk Telekom, Turkcell oraz Vodafone. W 2016 roku tamtejszy regulator rynku zapoczątkował projekt 4.5G. Miał on na celu ułatwienie rozbudowy sieci komórkowych.

Przede wszystkim połączono zobowiązania pokryciowe dla sieci 3G oraz 4G. Dzięki czemu operatorzy nie musieli inwestować w starsze technologie, a pokrycie sieci 3G mogli zastąpić siecią 4G. Rozsądne podejście. Inną ważną zmianą było wzajemne udostępnianie infrastruktury. W miejscach takich jak autostrady, tunele, linie kolejowe oraz miejscowościach do 10 tys. mieszkańców, trójka operatorów może świadczyć swoje usługi na jednej stacji bazowej. Trzecią ważną zmianą było wprowadzenie możliwości budowy sieci 5G bez żądnych zezwoleń.

Pierwsze testy sieci 5G operatorzy rozpoczęli w 2019 roku. W 2020 roku zapowiedziano, że sieć 5G ruszy w roku 2021. Oczywiście łatwiej jest powiedzieć, trudniej zrobić. W maju 2021 roku Turcja oficjalnie potwierdziła, że sieć 5G będzie działać w kraju w 2023 roku. Skąd taka zmiana? Wiceminister Transportu i Infrastruktury Ömer Fatih Sayan oświadczył, że Turcja nie jest gotowa na sieć 5G. Wynika to z tego, że większość smartfonów używanych w kraju nie jest kompatybilna z siecią piątej generacji, więc aktualnie nie jest to właściwy czas na technologię 5G. Choć plany były ambitne, Turcja chciała być jednym z pierwszych krajów z 5G na świecie, rzeczywistość szybko je zweryfikowała. Dopiero w 2022 roku rozdysponowane zostaną częstotliwości niezbędne do działania sieci nowej generacji.

W Turcji działają jednak prywatne sieci 5G oraz sieci testowe, ale ogólnie rzecz biorąc, komercyjnych sieci 5G w Turcji nie ma. Więc nasze choinki na latarniach to nie są nadajniki sieci 5G.

Czy Turcja ma w ogóle limity PEM?

Prawdę mówiąc, dotarcie do tych informacji nie było proste. Już w 2016 roku w Turcji było ponad 100 tys. stacji bazowych. W końcu to duży, bardzo gęsto zaludniony kraj.

Limity PEM w Turcji ustala Urząd ds. Technologii Informacyjnych i Komunikacyjnych Turcji (ICTA) i są one oparte na uznawanych przez WHO wytycznych ICNIRP (Międzynarodową Komisję ds. Niejonizujących Ochrona przed promieniowaniem). Na nich bazują również normy obowiązujące w Polsce.

I tu może być małe zaskoczenie, bo Turcja ma bardziej restrykcyjne normy niż te, które rekomenduje ICNIRP, i które mamy w Polsce. Dla częstotliwości z zakresu 2 – 60 GHz jest to 45,75 V/m, podczas gdy ICNIRP rekomenduje 61 V/m. Dla poszczególnych zakresów wygląda to następująco:

Czy przy takich limitach stacje bazowe niemal na poziomie ulicy mają sens? Z jaką mocą mogą pracować i czy przechodzenie obok nich jest w ogóle bezpieczne? Z tym pytaniem zwróciliśmy się do ekspertów.

Czy działanie nadajników sieci komórkowych na latarniach ma sens? Czy to w ogóle działa? Czy jest bezpieczne?

W wyjaśnieniu tej kwestii pomoże nam mgr inż. Rafał Pawlak z Instytutu Łączności, któremu oddajemy w tej chwili klawiaturę.

Z fizyki wiadomo, że fale elektromagnetyczne propagujące w pewnym środowisku, przenoszące energię, oddziałują na to środowisko. Aby przebywanie w takim środowisku było bezpieczne dla wszystkich, a w dodatku bez względu na czas i miejsce, konieczne jest ustalenie pewnych parametrów charakteryzujących pole elektromagnetyczne, uznawanych za dopuszczalne. Ochrona przed polami elektromagnetycznymi w Polsce w środowisku ogólnym obejmuje wszystkich obywateli, którzy mogą znajdować się w tzw. miejscach dostępnych dla ludności. Ochrona ta wynika wprost z regulacji prawnych, a precyzyjnie z zapisów Ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. Prawo ochrony środowiska (Dz.U. 2001 nr 62 poz. 627). Zagadnieniom ochrony przed polami elektromagnetycznymi został poświęcony cały Dział VI ustawy Prawo ochrony środowiska. Na szczególną uwagę zasługuje art. 121, w myśl którego ochrona przed polami elektromagnetycznymi polega na zapewnieniu jak najlepszego stanu środowiska. Natomiast do zapewnienia jak najlepszego stanu środowiska ma przyczynić się utrzymanie pól elektromagnetycznych w środowisku na takich poziomach, aby nie przewyższały one poziomów dopuszczalnych. Jeśli z jakichkolwiek względów okazałoby się, że poziomy dopuszczalne są jednak przekroczone, wówczas poziomy pól elektromagnetycznych w środowisku muszą zostać zmniejszone w taki sposób, aby jednak nie przewyższały poziomów dopuszczalnych.

Przypominając, dopuszczalne poziomy pól elektromagnetycznych są zdefiniowane w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 17 grudnia 2019 r. w sprawie dopuszczalnych poziomów pól elektromagnetycznych w środowisku (Dz.U. 2019 poz. 2448), które weszło w życie z dniem 1 stycznia 2020 r. W zakresie częstotliwości powyżej 1 kHz aż do 300 GHz poziomy dopuszczalne zdefiniowane we wspomnianym rozporządzeniu Ministra Zdrowia zostały zharmonizowane z odpowiadającymi im poziomami odniesienia określonymi w Zaleceniu Rady Europejskiej 1999/519/EC z dnia 12 lipca 1999 r. w sprawie ograniczania ekspozycji ludności w polu elektromagnetycznym o częstotliwościach od 0 Hz do 300 GHz. Harmonizacja podejścia ochrony przed polami elektromagnetycznymi oznacza, że wartości poziomów dopuszczalnych są identyczne z rekomendowanymi przez Radę Unii Europejskiej poziomami odniesienia powszechnie uznawanymi za bezpieczne (zapewniającymi ochronę przed polami elektromagnetycznymi z 50-krotnym marginesem bezpieczeństwa).

Podsumowując – z prawnego punktu widzenia nie jest dozwolone, aby dopuszczalne poziomy póle elektromagnetycznych w środowisku były przekroczone. Albo inaczej ujmując: dopuszczalne poziomy póle elektromagnetycznych w środowisku muszą być dotrzymane zawsze i bez wyjątku. W przypadku stacji bazowych telefonii komórkowej – bez względu na to ile i jakie systemy w danej lokalizacji są obsługiwane (czy tylko 2G, 3G i 4G, może także 5G, a w przyszłości 6G), czy też gdzie (np. na wieży, czy na dachu) i w jakim otoczeniu (np. w gęstej zabudowie miejskiej, nieopodal parku, czy w pobliżu szkoły) stacja bazowa jest zlokalizowana.

Prowadzący instalację taką, jak właśnie wspomniana stacja bazowa telefonii komórkowej, w celu zagwarantowania dotrzymania poziomów dopuszczalnych ma do dyspozycji kilka parametrów konfiguracyjnych. Może chociażby np. zmienić moc dostarczaną do anten, czy też ich pochylenie i azymut. Wydaje się, że nic zatem nie stoi na przeszkodzie, aby do zlokalizowania stacji bazowych telefonii komórkowej wykorzystać istniejącą infrastrukturę, np. słupy oświetlenia ulicznego. Wówczas anteny byłyby umieszczone kilka-, czy też kilkanaście metrów nad poziomem chodnika. Tego typu rozwiązania są spotykane już w komercyjnym zastosowaniu. Oczywiście należy mieć na uwadze, że w przypadku stacji bazowych znajdujących się np. na wspomnianych latarniach, uzyskiwane zasięgi nie mogą być duże. Raz ze względu na ograniczenia maksymalnej mocy (odpowiednio niskiej w celu dotrzymania dopuszczalnych poziomów pól elektromagnetycznych), a dwa – z uwagi na niewielką wysokość zawieszenia anten.

Czy lokalizowanie stacji bazowych np. na słupach oświetleniowych byłoby bezpieczne dla otoczenia? Oczywiście, że tak – musi być. Właśnie z przyczyn opisanych wyżej, czyli z obowiązku dotrzymania poziomów dopuszczalnych. W tym miejscu przekornie można byłoby jeszcze stwierdzić, że nie tyle stacja mogłaby być niebezpieczna dla otoczenia, co raczej nieprzychylne otoczenie dla stacji bazowej. Bo jak zagwarantować, aby niektóre elementy wyposażenia infrastruktury znajdujące się praktycznie na wyciągnięcie ręki, były zabezpieczone przed aktami wandalizmu?

Nadajniki na latarniach nie zagrażają ludziom. Ale odwrotnie… może być różnie

Jak widzimy, dzięki możliwości odpowiedniej konfiguracji sprzętu sieciowego możliwe jest utrzymanie wyznaczonych przez przepisy norm emisji pola elektromagnetycznego. Wbrew pozorom takie ich umieszczenie nie jest zagrożeniem, a wręcz może być przyczyną… mniejszego narażenie na emisję PEM.

Najbardziej na emisję pola elektromagnetycznego narażają nas nasze urządzenia. Jak np. smartfon, bo jest to sprzęt, który zawsze jest najbliżej nas. Im lepszy mamy zasięg sieci komórkowej, tym mniejsza jest moc pracy anten smartfonu. Dlatego też znajdują się w siatce stosunkowo blisko umieszczonych nadajników, ryzyko wzrostu mocy anteny jest niższe.

Reklama

Turecki model budowy stacji bazowych na latarniach może być za to niebezpieczny dla samych nadajników. Ale częściowo również ludzi. W ubiegłym roku przez Europę przeszła fala podpaleń stacji bazowych, która dotarła również do Polski. Kilka dni temu, po dłuższej przerwie, pojawiły się kolejne podpalenia. Tym razem w Wielkiej Brytanii. Warto też pamiętać o próbach podżegania złomiarzy do rozbierania stacji bazowych. Według antykomórkowców jest to idealny sposób na zarobek. Choć jak wiemy, nie jest to prawdą.

Mając stacje bazowe na wyciągnięcie ręki nie trudno o tragedię. W końcu skoro mamy podpalenia punktów szczepień, to w przypadku takiej konstrukcji wydaje się to jeszcze prostsze. Oprócz tego, że sam wandal może zrobić sobie krzywdę, nie wspominając o odpowiedzialności karnej, bardzo łatwo może zagrozić swoim działaniem osobom postronnym. I właśnie z tego i wyłącznie tego powodu uważam, że w Polsce nie powinniśmy naśladować Turcji jeśli chodzi o montowanie stacji bazowych na latarniach.