Spora asteroida niezauważenie zbliżyła się do Ziemi. Naukowcy wiedzą, dlaczego tak się stało

W 2019 roku w odległości około 70 000 kilometrów od Ziemi przeleciała asteroida mająca od 57 do 130 metrów średnicy. Niestety, udało się ją wykryć zaledwie 24 godziny przed rekordowym zbliżeniem do naszej planety.

Z tego względu naukowcy postanowili opracować metodę, dzięki której taka sytuacja w przyszłości się nie powtórzy. Jak do tej pory udało im się ustalić, w jaki sposób niektóre kosmiczne skały „zakradają” się w stronę Błękitnej Planety w zasadzie niezauważenie. Okazało się, iż wynika to ze specyficznej rotacji Ziemi, która zaburza postrzeganie tych asteroid.

Czytaj też: Wkrótce rozpocznie się misja DART. NASA szuka sposobów na ochronę Ziemi

Co ciekawe, 2019 OK była pierwszym obiektem tej wielkości, który zbliżył się do naszej planety od 1908 roku. Asteroidy rzadko mijają bowiem Ziemię w odległości mniejszej niż 100 tysięcy kilometrów. Jej pierwsza detekcja miała miejsce 24 lipca 2019, podczas gdy najbliższy przelot zdarzył się dzień później, 25 lipca. Zdaniem astronomów tak późne wykrycie było następstwem faktu, iż 2019 OK poruszała się w kierunku Ziemi w taki sposób, że jej ruch po nocnym niebie był neutralizowany przez ruch obrotowy planety.

Badaniami w tej sprawie zajął się Richard Wainscoat z University of Hawaiʻi at Mānoa. Jak wynika z definicji, mianem obiektu bliskiego Ziemi (NEO) określa się każde ciało, które zbliża się na odległość 45 milionów kilometrów od orbitalnej ścieżki Ziemi wokół Słońca. Idąc dalej, każdy NEO mający ponad 140 metrów średnicy, którego orbita przecina orbitę naszej planety, jest uznawany za potencjalnie niebezpieczny obiekt (PHO).

Asteroida OK 2019 znalazła się koło 70 tysięcy kilometrów od Ziemi

Ale dlaczego w ogóle 2019 OK przez tak długi czas ukrywała się przed wzrokiem astronomów? Kluczową rolę odegrało w tym przypadku zjawisko opozycji. Ma ono miejsce, gdy asteroida na niebie ustawia się w jednej linii z linią przecinającą Słońce i Ziemię. Taka konfiguracja sprawia, że asteroida wydaje się poruszać w zwolnionym tempie lub wręcz stać w miejscu. W efekcie szanse na jej wykrycie spadają niemal do zera. Szczegóły na ten temat przedstawiono na łamach Icarus.

Czytaj też: Szalony pomysł na odbijanie asteroid. Naukowcy wiedzą, jak ochronić Ziemię

Oczywiście nie można też wykluczać scenariusza, w którym nawet wczesna detekcja nie uchroni nas przed kolizją z takim obiektem, o ile eksperci nie podejmą odpowiednich działań. Naukowcy chcą więc mieć asa w rękawie na taki wypadek. W jego załatwieniu ma pomóc misja DART, w ramach której jej pomysłodawcy chcą sprawdzić, jak celowe uderzenie sondy w kosmiczną skałę może wpłynąć na jej trajektorię. Inne pomysły są nie mniej szalone: jeden z nich zakłada pokrycie pędzącej asteroidy cienką warstwą, która wpłynie na odbijanie rzez nią światła i zmieni trajektorię lotu takiego obiektu.