Australia kupuje nowe Abramsy od Amerykanów. Wyda na to ponad 3 miliardy dolarów

Australia podpisała umowę na zakup ponad 120 czołgów i innych pojazdów opancerzonych od Stanów Zjednoczonych w ramach programu modernizacji swojej armii. Wartość zakupów od Amerykanów to 3,5 miliarda dolarów.

W ramach programu modernizacji, Australia chce kupić m.in. 75 czołgów M1A2 Abrams, które zastąpią 59 Abramsów M1A1 zakupionych w 2007 r. i wykorzystywanych jak dotąd tylko i wyłącznie w ramach ćwiczeń wojskowych, co oznacza, że australijskie M1A1 nigdy nie brały udziału w prawdziwej walce.

Abramsy zadebiutowały w 1981 roku i dzięki wprowadzanym na bieżąco ulepszeniom do ich konstrukcji używane są do dzisiaj. Najbardziej zaawansowana obecnie wariant, tj. M1A2C (z ulepszeniami SEPv3) został dostarczony armii amerykańskiej 20 lipca 2020 r.

Zdaniem amerykańskich wojskowych jest to najbardziej niezawodna wersja w historii tego modelu z mnóstwem ulepszeń na poziomie interfejsów, systemów i zarządzania. No i pomimo swoich 73,6 ton wagi, M1A2C potrafi rozpędzić się do 68 km/h na drodze i do 48 km/h w terenie.

Oprócz Abramsów, Australia wyposaży swoich żołnierzy w 29 nowych pojazdów szturmowych, 17 zmechanizowanych mostów i 6 opancerzonych pojazdów ratowniczych.

— W połączeniu z wozami piechoty, pojazdami inżynierii bojowej i samobieżnymi haubicami, nowe Abramsy zapewnią naszym żołnierzom szanse na zwycięstwo – mówi Peter Dutton, australijski minister obrony.

Pierwsze pojazdy zostaną dostarczone w 2024 r., a do służby wejdą rok później, czyli w 2025 r. Jeśli chodzi o nowe Abramsy, to Australijczycy zamówili je z dodatkowym pakietem opancerzenia, który zapewnia ochronę przed improwizowanymi urządzeniami wybuchowymi.

Reklama

Czytaj również: Bezzałogowa wieża dla M1A2 Abrams? Czołgi mogą się jej doczekać

Zakup wywołał dyskusję wśród australijskich ekspertów od kwestii obronnych. Niektórzy z nich twierdzą, że zakup nowych czołgów i pojazdów opancerzonych nie ma zbyt wiele sensu, gdyż Australia powinna przygotowywać się przede wszystkim na prowadzenie konfliktów morskich i powietrznych. Marcus Hellyer, starszy analityk w Australijskim Instytucie Polityki Strategicznej, odparował ten argument twierdząc, że rząd australijski zdecydował, że chce zachować zdolność do prowadzenia „bliskiej walki” w środowiskach miejskich w ramach operacji przeciwpartyzanckich prowadzonych wspólnie z innymi krajami sojuszniczymi.