Czym jest NFT,Niewymienialne tokeny, NTF, co to NFT, NFT

Czym jest NFT? Niewymienialne tokeny mają swoje dobre i złe strony… zupełnie jak kryptowaluty

Ostatnio mogą coraz częściej docierać do Was informacje na temat NFT. To skrót od Non-Fungible Token (z angielskiego „niewymienialny token”), którego sens i działanie jest dla wielu czarną magią. Nic w tym dziwnego, bo to jedna z niszy technologicznych, która zaczęła stosunkowo niedawno zyskiwać na popularności. Dla wielu jest niezrozumiała z oczywistej przyczyny – NFT jest bezpośrednio powiązane z kryptowalutami, a dokładniej mówiąc, mechanizmem, który za tym stoi (blockchainem). Dlatego jeśli ktoś przespał kryptowalutowy szał i nie uzupełnił swojej wiedzy, może uznać NFT za coś już totalnie nie z tej ziemi. Dlatego też dziś postaramy się wyjaśnić Wam, czym jest NFT i spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy warto poświęcać mu uwagę. Zaznaczamy jednocześnie, że nie należy traktować tego materiału w formie inwestycyjnego poradnika.

Odpowiedź na pytanie, czym jest NFT jest prosta do napisania, a zarazem trudna do zrozumienia. Musicie wiedzieć, że NFT to unikatowy cyfrowy certyfikat, potwierdzający, że coś w świecie cyfrowym należy do Was. Macie do tego czegoś (grafiki, filmu, muzyki) prawo własności, ale nie prawo autorskie, a to ogromna różnica. Tak też kupując cyfrowe dzieło sztuki, dostęp do niego mają tak naprawdę wszyscy, podczas gdy kupienie go w rzeczywistości, gwarantuje Wam fizyczny oryginał. Jest jednak opcja, żeby przy kupnie NFT, jego autor przeniósł na Was należne mu prawa autorskie

Czytaj też: Intel wycina siłą instrukcje AVX-512 z platform Alder Lake. Czy jest czego żałować?

Dziś NFT jest praktycznie wszędzie tam, gdzie jest rozrywka, technologia, a nawet influencerzy. Innymi słowy w miejscach, gdzie można zarobić na czymś, co nie ma żadnej wartości w świecie rzeczywistym i czemu tylko my (ludzie) nadajemy jakąś wartość. Nie jest to jednak coś zupełnie nowego w dziejach naszego gatunku. Od dawna (zniesienie wymienialności dolara na złoto w 1971 roku) umawiamy się przecież, że cyferki na naszych kontach bankowych i papierki w portfelach mają jakąś wartość. To dzięki temu unikamy teraz handlu wymiennego, który tak upodobali sobie nasi przodkowie. 

Kryptowaluty i NFT działają na tej samej zasadzie – to ludzie nadają im wartość, ale unikalność zapewniają im korzenie w blockchainie, czyli łańcuchu blokowym. Ta swoista rozproszona baza danych gwarantuje niezmienność transakcji i możliwość podejrzenia historii, co w przypadku NFT ma szczególną wartość. Każda przeprowadzana transakcja/wymiana jest w nim zapisywana anonimowo, choć jawnie i bez głównego pośrednika przez rozproszony charakter.

Historia NFT sięga już 2012 roku i gry CryptoKitties, ale dopiero w 2021 roku NFT przedostało się do mainstreamu. Tutaj pozwolę sobie na małą prywatę, bo kiedy po raz pierwszy wpadłem na termin NFT około 2017 roku przy pierwszym „kryptowalutowym boomie” i problemach z dostępnością kart graficznych wywołanych przez górników, narracja wokół niego sprowadzała się głównie do ochrony praw autorskich twórców udostępniających swoje dzieła w sieci. 

NFT nie jest żadną nowością. Szkoda tylko, że coraz częściej słyszy się o tej technologii w negatywnym świetle przez związane z nią kontrowersyjne projekty, głównie mające na celu zarobienie pieniędzy niskim kosztem

Dziś z kolei ten kryptograficzny token stracił już nieco dawnej wyniosłej funkcji, bo kiedy słyszymy o NFT, to od razu przychodzi nam na myśl spekulanctwo i kontrowersyjny sposób influencerów na zarobek „na niczym”. Zupełnie jakby ci ludzie, którzy nie załapali się na kryptowalutowy pociąg „od zera do milionera”, próbowali sami stworzyć sobie kolejny, tylko że na NFT i odpowiednio go rozpędzić (czyt. napompować balon, który może pęknąć).

Widać to zwłaszcza po zyskujących na popularności awatarach misiów czy małpek, których promocją zajmują się celebryci. Ci w snobistyczny sposób generują sztuczny popyt na coś, czego wartość jest praktycznie równa zeru, próbując jednocześnie przekonać swoich odbiorców do równie snobistycznych zakupów. To na dodatek w wielu przypadkach szkodzi nam wszystkim przez naturę NFT i powiązanie z blockchainem. To bowiem w nim NFT są przechowywane, jako jednostki danych, poświadczające unikalność danego certyfikatu własności. 

Czytaj też: Wydajność zużytego SSD. Wykończyliśmy dysk, żebyście Wy nie musieli

Generowanie NFT są obecnie opierane często na sieciach kryptowalut bazujących na mechanizmie Proof of Work, czyli takich, których działanie podtrzymują realne, energożerne sprzęty rozsiane po całym świecie. Mowa tutaj o sieciach pokroju Ethereum, pożerających ogromne ilości energii tylko po to, aby wygenerować NFT, a następnie transferować je z jednego cyfrowego portfela do drugiego.

Energia elektryczna nie bierze się znikąd i tak też „zabawa w NFT” w większości przypadków pozostawia po sobie ślad węglowy. Są jednak od tego wyjątki, bo NFT można opierać na bardziej energooszczędnych sieciach krypto, wykorzystujących metodę Proof of Space czy Proof of Stake. Trzeba więc wiedzieć, że tak jak „Internet” nie jest magicznym czymś, a ogromną infrastrukturą, tak kryptowaluty i NFT mają oparcie na rzeczywistym sprzęcie, bo tak naprawdę ich sieć budują rozsiane po całym świecie w ogromnych ilościach komputery. 

Nie chcę jednak wyjść na krytyka kryptowalut i NFT, bo w stojącej za tym technologii oraz pierwotnych założeniach jest coś, co może zmienić świat (i już to robi) na lepsze. Jako ludzkość coraz bardziej wiążemy swoje życie ze światem cyfrowym, więc tak jak kryptowaluty potencjalnie pozwalają nam wnieść systemy płatnicze na wyższy poziom, tak NFT są idealnym rozwiązaniem dla twórców sprzedających swoje prace w sieci i tych, którzy chcą bawić się wirtualnymi dobrami. 

Jedyne, do czego można nawoływać, to do porzucenia algorytmów Proof of Work na inne, które w mniejszym stopniu będą wpływać na środowisko. Wtedy NFT pozbyłoby się nawet rosnących głosów krytyki co do wykorzystywania ich w kontrowersyjnych projektach o snobistycznym charakterze i praktycznie zerowej wartości artystycznej. Warto bowiem uważać na tego typu projekty, bo inwestowanie w nie może skończyć się utratą kapitału, o czym może w świetnym stopniu świadczyć m.in. zjawisko tulipanomanii sprzed wielu wieków

Granie i zarabianie, czyli potencjał NFT w grach

W ubiegłych miesiącach coraz częściej słyszy się o wykorzystaniu NFT w grach, co z jednej strony martwi graczy, obawiających się jeszcze bardziej destrukcyjnych w działaniu mechanizmów mikropłatności, a z drugiej rozbudza wyobraźnię. „Grać i zarabiać” chciałby zapewne każdy gracz, a że nie wszyscy mogą pochwalić się umiejętnościami, które umożliwiają im debiut na e-sportowym rynku. Wprowadzenie NFT do gier wieloosobowych może umożliwić np. sprzedawanie wygrindowanych przedmiotów. Nie jest to wcale nowe zjawisko, o czym wiedzą zapewne wszyscy zapaleni gracze MMORPG czy stali bywalcy rynku Steam.

Czytaj też: Powerpaste, czyli wodór zaklęty w pastę. Opowiadamy o wyjątkowej formie potencjalnego paliwa przyszłości

Reklama

Valve (firma posiadająca platformę Steam) nie bez powodu zresztą ma zamiar blokować wszystkie gry z NFT na swojej platformie. Zwyczajnie chroni swoje interesy z rynkiem Steam i pobieraną tam prowizją od sprzedaży, bo możecie nie wiedzieć, ale „zarabianie na graniu” trwa już od dawna. Z NFT wejdzie z kolei na zupełnie nowy poziom zwłaszcza w produkcjach typu Play-To-Earn i nie będzie już wymagać np. zabawy z nielegalnym sprzedawaniem przedmiotów czy kont i specjalnych narzędzi pokroju rynku Steam. Strach jednak pomyśleć, co firmy słynące z mikropłatności zrobią swoim grom, aby wycisnąć z NFT możliwie najwięcej zysku.

To jednak zapewne tylko kwestia czasu, aż giganci pokroju Ubisoftu stworzą własną kryptowalutę i będą ją implementować jako walutę premium do każdej ze swoich nowych gier multiplayer.