2022-ae1

Asteroida 2022 AE1 spowodowała największy stopień zagrożenia od 2009 r.

Astronomowie z Europejskie Agencji Kosmicznej przeżyli kilka stresujących dni na początku 2022 r. Stres ten wywołała asteroida 2022 AE1, która miała podobny rozmiar do obiektu odpowiedzialnego za katastrofę Tunguską. Na szczęście jej dalsze obserwacje wykazały, że nie stanowi ona żadnego zagrożenia dla naszej planety.

Cała sytuacja jest za to dobrym pretekstem do tego, żeby przyjrzeć się procedurom odpowiedzialnym za identyfikowanie potencjalnych zagrożeń naszej planety. Ich wykrywaniem zajmuje się automatyczny system określania orbity planetoid (AstOD), który jest częścią Centrum Koordynacji Obiektów Bliskiego Ziemi (NEOCC) należącym do ESA.

System ten oznacza wszystkie, wykryte przez astronomów obiekty a następnie klasyfikuje je na skali Palermo pod kątem ich trajektorii, co przekłada się na prawdopodobieństwo zderzenia z naszą planetą oraz wydajności kinetycznej danego obiektu, czyli wskaźnikiem szkód, który mógłby wyrządzić dany obiekt w oparciu o jego rozmiar i prędkość.

Dodatnie wyniki pojawiają się bardzo rzadko. Najbardziej znanym przykładem jest planetoida Apophis, która jest aktualnym rekordzistą jeśli chodzi o najwyższy w historii wynik w skali Palermo, czyli 1,1. Na szczęście najnowsze obserwacje wykluczają jakiekolwiek zagrożenie z jej strony w ciągu najbliższych stu lat.

2022 AE1 początkowo otrzymała -1,5

Obiekty, których ocena w skali Palermo jest niższa niż -2, można bezpiecznie zignorować, ponieważ mają albo bardzo małe szanse na uderzenie w Ziemię, albo są zbyt małe, aby wyrządzić jakiekolwiek szkody, gdyby do uderzenia doszło. Jednak te pomiędzy punktami -2 i 0 na skali wymagają starannego monitorowania. AE1 osiągnęła wynik -1,5.

— Na początku byłem zaskoczony, gdy usłyszałem o asteroidzie z oceną -1,5, ponieważ bardzo rzadko obiekty osiągają tak wysoki wynik. Jednak nie byłem zbyt zaniepokojony, podobne powiadomienia, chociaż na niższym poziomie otrzymujemy kilka razy w ciągu roku. 2022 AE1 wymagała dokładniejszych obserwacji z wykorzystaniem naszej globalnej sieci teleskopów. Obserwacje te wykazały, że asteroida nie przypomina żadnej innej, którą obserwowaliśmy do tej pory – mówi Luca Conversi, kierownik NEOCC

Dalsze obserwacje wykazały zwiększone ryzyko zderzenia. Do 11 stycznia asteroida stopniowo osiągała coraz większy wynik na skali Palermo, w szczytowym momencie osiągając wartość -0,66, co uczyło ją najgroźniejszą asteroidą od 2009 r. Stresu do całej sytuacji dołożył też fakt, że przez kilka następnych dni AE1 schowała się za Księżycem, uniemożliwiając jej dalsze obserwacje.

Czytaj również: Ziemia stała się trochę bardziej bezpieczna. NASA uruchomiła swój nowy system monitoringu asteroid

To właśnie był ten najbardziej stresujący moment dla astronomów, którzy ustalili wcześniej, że istnieją niezerowe szanse na to, że AE1 zderzy się z naszą planetą w lipcu 2023 r. Wydaje się być to odległym terminem, ale biorąc pod uwagę czas przygotowania całej akcji, dzięki której moglibyśmy próbować zmienić jej trajektorię lotu, na jakiekolwiek działania byłoby już za późno.

Na szczęście 20 stycznia, astronomom udało się ponownie ją zlokalizować i przeprowadzić dokładniejsze obserwacje, na podstawie których ustalono, że 2022 AE1 rzeczywiście przeleci obok Ziemi na początku lipca 2023, ale od naszej planety dzielić ją będzie ok. 10 mln km, czyli prawie 20 razy tyle ile wynosi odległość pomiędzy Ziemią i Księżycem.

Także tym razem nam się udało. Aktualnie jednak możemy pochwalić się tylko bardzo dobrze działającym systemem obserwacji potencjalnych zagrożeń kosmicznych. O wiele gorzej wypadają tu systemy umożliwiające nam jakąkolwiek interwencję. Przynajmniej na razie.