Czarna dziura niczym statek dryfujący na morzu. Czegoś takiego astronomowie jeszcze nie widzieli

Naukowcy wiedzą coraz więcej na temat tych fascynujących obiektów, a postęp technologiczny w zakresie obserwacji kosmosu sprawia, że co jakiś czas pojawiają się kolejne przełomowe informacje. Tak właśnie jest w tym przypadku.

Oddalona o około 5000 lat świetlnych od Ziemi czarna dziura jest bowiem jedyna w swoim rodzaju. Przynajmniej wśród tych, które jak do tej pory udało się zidentyfikować. Ten dryfujący w przestrzeni kosmicznej obiekt, jak wyjaśnia El-Badry z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics, jest najprawdopodobniej jedynie wierzchołkiem góry lodowej.

Czytaj też: Jak wpływają na siebie czarne dziury? Przewidywania naukowców czeka weryfikacja

Rzeczona czarna dziura ma masę gwiazdową i jest około siedmiokrotnie masywniejsza od Słońca. Dotychczasowe teorie zakładały, że gwiazdy o masie co najmniej 20-krotnie wyższej od masy Słońca powinny pod koniec swojego istnienia zapadać się pod własnym ciężarem i tworzyć w ten sposób czarne dziury. Towarzysząca temu zjawisku eksplozja, czyli supernowa, może wygenerować tak ogromne ilości energii, że nowo narodzona czarna dziura zostanie wyrzucona w dal i rozpocznie swoją kosmiczną tułaczkę. Problem w tym, iż ciągłe poruszanie się takich obiektów i w zasadzie zerowa jasność sprawiają, że wędrujące czarne dziury są niezwykle trudne do zaobserwowania.

Poszukiwaniami tych intrygujących i jednocześnie nieuchwytnych obiektów zajmowali się między innymi polscy naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego zrzeszeni w ramach OGLE (Optical Gravitational Lensing Experiment). Drugim takim projektem był natomiast MOA (Microlensing Observations in Astrophysics). W 2011 roku członkowie obu zespołów badawczych natrafili na coś niecodziennego: gwiazda oddalona o 20 000 lat świetlnych doświadczyła silnego skoku jasności, który mógł być efektem mikrosoczewkowania za sprawą dryfującej czarnej dziury.

Potencjalna wędrująca czarna dziura ma masę około 7-krotnie większą od Słońca

Korzystając z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a, Kailash Sahu i jego współpracownicy dokładniej przyjrzeli się wspomnianej gwieździe i powtarzali te obserwacje na przestrzeni kolejnych sześciu lat. Odkryli, że światło gwiazdy zostało powiększone, za czym mógł stać niewidoczny obiekt, taki jak czarna dziura o masie gwiazdowej, 7,1 razy większej od masy Słońca. Szacowana prędkość tego obiektu to około 45 kilometrów na sekundę. W oparciu o te informację naukowcy sugerują, iż wyrzucenie czarnej dziury z miejsca jej narodzin nastąpiło około 100 milionów lat temu, choć jest to jedynie przybliżony szacunek.

Czytaj też: Oto największa mapa Wszechświata, jaką udało nam się do tej pory stworzyć

O ile doniesienia o istnieniu tego typu obiektów pojawiały się już wcześniej, tak w tym przypadku kluczowy i przełomowy był pomiar grawitacyjnego odchylenia światła gwiazdy przez soczewkujący obiekt. Jak do tej pory sugerowano istnienie kandydatów na tak nietypowe czarne dziury, ale ich detekcje były pozbawione pomiarów astrometrycznych – wyjaśnia David Bennett z Goddard Space Flight Center NASA. Naukowiec dodaje, że wykorzystana technika świetnie sprawdza się w przypadku odizolowanych czarnych dziur o masie gwiazdowej. Szczegółowe ustalenia w tej sprawie znajdziecie pod tym adresem.