uran-w-morzu-wydobycie

Rosnący poziom mórz zatopi wiele miast na całym świecie. Nad polskie morze będziemy jeździć do Malborka

Climate Central, niezależna organizacja zajmująca się zmieniającym się klimatem i jego skutkami, stworzyła interaktywną mapę o nazwie Coastal Risk Screening Tool, która pokazuje obszary zagrożone zanurzeniem. Wybierając opcję „poziom wody”, możemy sprawdzić, które obszary są zagrożone zalaniem, jeśli poziom morza podniesie się o 10 metrów.

Dla Polski scenariusz ten oznacza na przykład to, że nad morze będziemy jeździć do Malborka, a Zalew Wiślany przestanie być zalewem. Co i tak nie jest aż taką złą perspektywą w porównaniu do scenariuszy dla wielu innych rejonów położonych nad morzem. Według badań opublikowanych w The Swiftest oczekuje się, że ponad 226 milionów ludzi w 36 największych miastach położonych na wybrzeżu odczuje bardzo poważne skutki podnoszącego się poziomu mórz. Wśród nich są między innymi Nowy Jork, Bangkok, Amsterdam, Miami i oczywiście Wenecja.

Rosnący poziom mórz doprowadzi do największych migracji klimatycznych w naszej historii

Już teraz zresztą możemy zauważyć skutki podnoszącego się poziomu wody w niektórych z tych miejsc. Głównie chodzi o miasta położone najniżej względem poziomu wody. Takie Miami na przykład znajduje się na wysokości zaledwie 2,1 metra nad poziomem morza, przez co z roku na rok jego mieszkańcu odczuwają skutki coraz bardziej dotkliwych powodzi. Władze Miami oczywiście podejmują pewne kroki aby bronić się przed tym zjawiskiem (instalacja pomp, podnoszenie dróg i przywracanie terenów podmokłych, etc), jednak wygląda to trochę jak z góry przegrany wyścig z czasem.

To samo można powiedzieć zresztą o Wenecji, w której Plac Świętego Marka zalewany jest już na tyle regularnie, że media, jeśli w ogóle jeszcze o tym wspominają, czynią to w bardzo zdawkowy sposób, bo ludziom temat ten zaczyna się po prostu powoli nudzić. Coraz częście zalewany jest również Nowy Jork (15 m n.p.m), którego władze co prawda rozpoczęły bardzo ambitny projekt mający na celu ochronę swoich mieszkańców (East Side Coastal Resiliency Project) ale już Liberty Island, na której stoi znana wszystkim Statua Wolności prawdopodobnie zostanie spisana na straty.

Czytaj również: Kosztowne zmiany klimatyczne – zahamowanie globalnego ocieplenia nie będzie łatwe

Z badań Matthew’a E. Hauera z Uniwersytetu Georgii wynika zresztą, że do 2100 r. ze względu na podnoszący się poziom oceanów w samych Stanach Zjednoczonych swoje miejsce zamieszkania będzie musiało zmienić ok. 13 milionów ludzi. Zdaniem Hauera tego rodzaju migracje klimatyczne występujące na całym świecie staną się jednym z największych problemów naszej cywilizacji – na przykładzie migracji, do której zmuszeni będą mieszkańcy amerykańskich miast przybrzeżnych dowodzi on, że relokacja tak dużej liczby osób jest w bardzo łatwy sposób zdestabilizować infrastrukturę pozostałych, dużych aglomeracji, które nie będą w stanie poradzić sobie z tak dużym napływem migrującej ludności. Mowa tu zarówno o problemach ekonomicznych, mieszkaniowych, jak i społecznych.

Tego rodzaju czarne scenariusze prognozowane są przez coraz większą liczbę klimatologów, którzy wskazują, że dotychczasowe starania państw, jeśli chodzi o zahamowanie postępujących zmian klimatycznych kończy się zazwyczaj na deklaracjach lub działaniach głównie pozorowanych. Jest to spowodowane m.in. tym, że większość prognoz klimatycznych ostrzega przed poważnymi skutkami zmian klimatu, które nie wydarzą się w ciągu najbliższych kilku, bądź kilkunastu miesięcy, dzięki czemu zazwyczaj wszyscy machają na nie ręką twierdząc, że jest jeszcze trochę czasu, żeby się tym zająć.