Rosyjska samobieżna armatohaubica 2S3 Akacja, 2S3 Akacja, armatohaubcia, armatohaubica 2S3 Akacja

Rosyjska samobieżna armatohaubica 2S3 Akacja jako działo szturmowe. Sens to ma, ale bardzo „rosyjski”

Podczas walk w ukraińskim mieście Mariupol zauważono, jak rosyjskie oddziały zaczęły wykorzystywać samobieżne armatohaubice 2S3 Akacja w nietypowej roli, bo nie tej głównej, a tej dawno zapomnianej i pamiętającej czasy II wojny światowej. W walce brały bowiem udział nie w roli artylerii, której funkcję pełnią, a… dział szturmowych, czyli zapomnianego już rodzaju dział samobieżnych produkowanych przez nazistowskie Niemcy i były Związek Radziecki.

Czym jest rosyjska 2S3 Akacja?

Zacznijmy może od tego, że 2S3 Akacja to, czynnie wykorzystywana w służbie Rosji w nieokreślonej liczbie, samobieżna armatohaubica, której korzenie sięgają aż 1949 roku. Powstała bowiem na bazie prototypowego działa samobieżnego SU-100P i zaczęła wchodzić na służbę od 1973 roku, trafiając też z czasem w ręce Wietnamu, Syrii, Iraku, Białorusi, Kazachstanu czy Ukrainy. Do tej pory powstało kilka wersji 2S3 Akacja, bo: 2S3M, 2S3M1, 2S3M2, 2S3M2-155.

Czytaj też: Rosyjski myśliwiec Su-57 na ukraińskim niebie potwierdza kolejną nieudolność agresora

Ten ważący 28 ton w konfiguracji bojowej sprzęt bojowy angażuje do działania nawet 6-osobową załogę, która zajmuje się wykorzystaniem haubicoarmaty D-20 kalibru 152,4 mm. Ta została umieszczona na podwoziu wspomnianego prototypowego działa, które napędza wysokoprężny silnik V12 o mocy 520 koni mechanicznych, rozpędzający 2S3 Akacja za sprawą dwóch gąsienic do prędkości 63 km/h. Jednorazowe zatankowanie zbiornika wystarcza ponoć na przejechanie 500 km, a jeśli idzie o jej wielkość, to przypomina wymiarami mniejszy czołg.

Różni się jednak od niego znacznie, choć kompletnie nieobeznani ze sprzętem wojskowym mogą uznać obecność wielkiego działa na podwoziu z gąsienicami za jedyny warunek do tego, aby nazwać dany sprzęt mianem czołgu. Wchodząc w szczegóły, projekt 2S3 Akacja obejmuje przedział kierowcy i przedział silnikowo-przekładniowy w przedniej części kadłuba, a przedział bojowy z wieżyczką obrotową w środkowej i tylnej części kadłuba. Wewnątrz może znaleźć się nawet 6 osób, choć kluczową rolę odgrywa główna czwórka (dowódca, kierowca, strzelec i ładowniczy), bo dwóch dodatkowych zajmuje pozycje strzeleckie z tyłu pojazdu i zajmuje się podawaniem pocisków przez łącznie dwa włazy.

Czytaj też: Ze schronu do Iła, czyli ostatni ratunek Putina. Opowiadamy o samolocie Ił-80

Za wystrzeliwanie tych pocisków odpowiada 152,4 mm haubica D-22, która może być podnoszona pod kątem od -4° do +60°, przy czym wieżyczka może być obracana o pełne 360°. Jej szybkostrzelność wynosi od 2,6 do 3,5 pocisków na minutę w zależności od warunków strzelania pociskami wszelkiego typu dla 152,4 mm haubic holowanych. Wśród nich znajdują się pociski OF-540 i OF-25 HE-Frag o masie 43,56 kg, które mogą być posyłane na maksymalny zasięg 18,5 km lub 24 km, kiedy w grę wejdą pociski z dodatkowym napędem rakietowym. Uzbrojenie dodatkowe stanowi zdalnie sterowany czołgowy karabin maszynowy PKT kalibru 7,62 mm na kopule dowódcy, który służy do obrony przeciwlotniczej i samoobrony na bliskim dystansie.

Za precyzję odpowiada celownik peryskopowy do ustawiania haubicy oraz celownik teleskopowy do rażenia celów ogniem bezpośrednim i tutaj właśnie się zatrzymamy w opisie tego sprzętu. Jego wyposażenie właśnie w celownik teleskopowy jasno wskazuje, że projektanci przewidzieli wykorzystanie 2S3 Akacja również w roli działa szturmowego, ale w praktyce sięgnięcie po taką strategię w mieście Mariupol, to przejaw desperacji, głupoty lub odwagi, a przede wszystkim nieodpowiedniego zarządzania zasobami wojennymi.

Czytaj też: Polska amunicja krążąca Warmate. Jeśli kojarzycie drony Switchblade, to ten materiał jest dla Was

Takie przypadki były obserwowane w przeszłości i za każdym razem podnosiły widzom brwi ze zdumienia. Nie bez powodu sprzęt wojskowy podzielono na artylerie, które mają przeprowadzać atak ogniem pośrednim, nie widząc celu, jak również na m.in. czołgi, rażące wrogów ogniem bezpośrednim, czyli w linii wzroku. Miejsce 2S3 Akacja jest więc nie na froncie, a za jego linią, gdzie robi się użytek z wysokiego zasięgu i niweluje szanse na uszkodzenie sprzętu i utratę żołnierzy, o co w atakowanym mieście jest bardzo łatwo.

Zwłaszcza że pancerz samobieżnej armatohaubicy 2S3 Akacja, to ledwie 15-30 mm walcowanej stali, z którą poradzi sobie nawet amunicja przeciwpancerna w wielkokalibrowych karabinach maszynowych. Z takim opancerzeniem granatniki przeciwpancerne pozostawią z tego sprzętu jedynie wraki, ale z drugiej strony trzeba przyznać, że wykorzystywanie samobieżnych armatohaubic w takim stylu ma sens pod kątem zniszczeń, które mogą wyrządzić. To po prostu łatwy sposób na znaczne zwiększenie siły ognia podczas natarcia, kosztem ryzyka utraty własnych zasobów.

Czytaj też: PSR-A Pilica już na służbie. To polski przeciwlotniczy system rakietowo-artyleryjski typu VSHORAD

W bezpośrednim prowadzeniu ognia ciągle strzelają bowiem amunicją o wadze ponad 40 kg, która jest w stanie z łatwością przebić pancerz czołgów. Jedyne czego wymaga taka taktyka, to bardzo, ale to bardzo solidne wsparcia ze strony innych oddziałów, ale jako że Rosjanie dali światu wiele przykładów tego, że taktyka nie jest ich mocną stroną, to na widok 2S3 Akacja w takim zastosowaniu reagujemy na wskroś negatywnie. Zwłaszcza że dla Rosji sprzęt i żołnierze to jedynie liczby, a nie coś, co traktuje się z odpowiednim szacunkiem.