Zdradzanie lokalizacji Ziemi pozaziemskim cywilizacjom wzbudza kontrowersje. Naukowcy i tak zamierzają to robić

Szansa na istnienie gdzieś we wszechświecie rozwiniętych form życia wydaje się spora, jeśli weźmiemy pod uwagę jego skalę i liczbę tworzących go gwiazd. Chcąc skontaktować się z potencjalnymi pozaziemskimi cywilizacjami naukowcy wysyłają w kosmos komunikaty.

Oczywiście jak do tej pory nie udało się, przynajmniej oficjalnie, znaleźć jakichkolwiek form życia, które występowałyby poza naszą planetą. Wysyłanie sygnałów odbywa się więc nieco na oślep, a ich twórcy zakładają, że komunikacja radiowa jest uniwersalna i może zostać odebrana przez naszych bliższych bądź dalszych sąsiadów, którzy postanowią udzielić odpowiedzi.

Czytaj też: Europa zawiera ciekłą wodę. Jeśli życie pozaziemskie istnieje to ten księżyc jest najlepszym kandydatem

W 1972 roku NASA wystrzeliła w kierunku Jowisza sondę kosmiczną Pioneer 10. Transportowała ona między innymi tabliczkę zawierającą rysunki mężczyzny i kobiety oraz symbole wskazujące, skąd pochodzi statek. W 1977 roku agencja wystrzeliła też słynną Złotą Płytę dołączoną do sondy kosmicznej Voyager 1. Obie, podobnie jak Pioneer 11 i Voyager 2, opuściły już Układ Słoneczny. Wydaje się natomiast bardzo nieprawdopodobne, by ktoś mógł na nie natrafić i zapoznać się z tym, co Ziemianie umieścili na wyposażeniu tych statków.

Nieco bardziej przystępną formą komunikacji wydają się fale radiowe. W 1974 roku astronomowie wykorzystali obserwatorium Arecibo do nadania historycznej wiadomości składającej się z serii cyfr w postaci 1 i 0, która miała na celu przekazanie podstawowych informacji na temat człowieka. Została ona skierowana w stronę gromady kulistej M13 oddalonej o około 25 000 lat świetlnych. Z tego względu na otrzymanie jakiejkolwiek odpowiedzi przyjdzie nam poczekać… cóż, w zasadzie to i tak się jej nie doczekamy w ciągu najbliższych setek lat i tysięcy lat.

Pierwszy komunikat przeznaczony dla pozaziemskich cywilizacji nadano w 1974 roku

Poza celowo nadawanymi komunikatami w przestrzeń kosmiczną trafiają również nieco przypadkowe sygnały w postaci fal związanych z radiem czy telewizją. Problem polega na tym, że są one znacznie słabsze od skupionych wiązek nadanych na przykład za pośrednictwem obserwatorium Arecibo. W efekcie tego typu sygnały niemal całkowicie zanikają wkrótce po opuszczeniu Układu Słonecznego. Niemal 50 lat po wysłaniu tej historycznej wiadomości astronomowie postanowili powtórzyć ówczesną misją. Zajęły się tym dwa osobne zespoły.

W ramach misji BITG (The Beacon in the Galaxy) naukowcy zamierzają wysłać komunikat zawierający między innymi liczby pierwsze, opisy ziemskiego życia, sylwetki ukazujące ludzi, informacje na temat położenia Ziemi oraz znaczniki czasu. Wiadomość zostanie skierowana w stronę centrum Drogi Mlecznej, około 10 000 do 20 000 lat świetlnych od naszej planety. Druga misja ma być natomiast skoncentrowana na pojedynczej, ale stosunkowo bliskiej gwieździe, co powinno zwiększyć szansę na otrzymanie szybkiej odpowiedzi.

Czytaj też: W stronę Oumuamua poleci sonda. Jedna z teorii zakłada, że to statek pozaziemskiej cywilizacji

4 października ma bowiem zostać wysłana wiadomość w stronę TRAPPIST-1, układu złożonego z siedmiu planet. Trzy z nich przypominają Ziemię i znajdują się w tzw. strefie zamieszkiwalnej swojej gwiazdy. TRAPPIST-1 jest zlokalizowana w odległości zaledwie 39 lat świetlnych od naszej planety, dlatego odebranie wiadomości przez tamtejszą cywilizację (o ile w ogóle istnieje tam życie) i nadanie przez nią odpowiedzi mogłoby zająć tylko 78 lat.

Pojawia się oczywiście szereg wątpliwości co do sensowności tego typu działań. Czy zdradzanie swojego położenia to mądra decyzja? Jednym z największych przeciwników takiego podejścia był Stephen Hawking, który widział w kontaktach z pozaziemskimi cywilizacjami zagrożenie. Mieszkańcy Ziemi byliby w tym przypadku tym, kim Indianie byli dla europejskich kolonizatorów po ich dotarciu do obu Ameryk.