Toczka, zestawy Toczka, balistyczne pociski Toczka, Poradzieckie systemy Toczka, zestawy rakietowe niedawno zyskały wiele uwagi

Poradzieckie systemy Toczka. Opisujemy zestawy rakietowe, które niedawno zyskały wiele uwagi

Wszystko wskazuje na to, że rozpoczęta przez Rosję 24 lutego 2022 roku wojna z Ukrainą przywróciła do użytku przestarzałe poradzieckie systemy Toczka, czyli oficjalnie 9K79 Toczka, a według kodu NATO SS-21 Scarab. Mieliśmy wiele potwierdzeń na ten temat, ale z racji tego, że Ukraina również ma do nich dostęp i nawet ostatnio wykorzystała ten właśnie zestaw rakietowy do zniszczenia rosyjskiego składu amunicji, postanowiliśmy dokładniej przyjrzeć się potencjałowi, który za nimi stoi. 

Historia 9K79 Toczka

Tradycyjnie zacznijmy od tego, kiedy i dlaczego w ogóle powstały systemy Toczka. W praktyce bowiem podwaliny pod te sprzęty położono w pierwszej połowie lat 60. ubiegłego wieku wraz z opracowaniem projektu pocisku W-612 z myślą o zestawie Jastrieb przez biuro konstrukcyjne OKB-2 MAP. Rozwój technologii spisał ten pocisk na straty, ale z drugiej strony pozwolił w 1965 roku narodzić się pociskowi W-614. Największa różnica względem W-612? Przede wszystkim bezwładnościowy system kierowania (a nie radiokomendowy) i bardziej niszczycielska głowica przy ciągłym korzystaniu z korpusu i silnika rakietowego rakiety W-611 dla morskiego systemu przeciwlotniczego M-11 Sztorm.

Czytaj też: Przeciwokrętowe pociski Harpoon dla Ukrainy. Opisujemy lek na przytłaczającą potęgę rosyjskiej marynarki

Następnie projekt W-614 wpadł w ręce Biura Konstrukcyjnego Budowy Maszyn z Kołomny, które to wprowadziło go w 1968 roku na nowy etap po wprowadzeniu własnych korekt. W ciągu następnych 5 lat prace nad W-614 (testy silników, próbne starty) dotarły do momentu, w którym można było ruszyć z masową produkcją. Jednocześnie trwały prace nad podwoziami pływającymi BAZ-5921 dla wyrzutni 9P129 oraz pojazdów transportowych 9T218, które w połączeniu i z pociskami W-614 trafiły na służbę w drugiej połowie lat 70. pod nazwą kompleksu 9K79 Toczka (inne nazwy: OTR-21, SS-21 Scarab).  

Kołowe, samobieżne zestawy rakietowe Toczka zaliczają się do tak zwanych zestawów taktycznych przez korzystanie z pocisków balistycznych krótkiego zasięgu. Stworzono je do rażenia celów naziemnych za pomocą pocisków balistycznych i to nie byle jakich celów, a tych konkretnych o wysokim priorytecie, czyli np. okrętów, wrogich baz czy magazynów amunicji. Ich skuteczność potwierdza niedawny udany atak na rosyjskie składowisko broni (patrz poniżej).

Pierwotny projekt (Toczka) ulepszano dwukrotnie, opracowując coraz lepiej spisujące się pociski balistyczne. Nic dziwnego, bo pierwsza wersja pocisku cechuje się minimalnym zasięgiem około 15 km i maksymalnym rzędu 70 km, podczas gdy jej konwencjonalna głowica obejmuje 482 kg materiału wybuchowego z mocą rażenia odłamkami na zasięg ponad 200 metrów. Najgorzej wypada jej celność rzędu zaledwie 150 metrów (CEP).

Znacznie lepiej pod tymi względami wypada Toczka-U (Scarab B), która weszła na służbę w 1989 roku i zwiększyła zasięg do 120 km poprzez ulepszenie silnika pocisku oraz poprawiła celność do 95 metrów CEP. Jednak już w latach 90. opracowano kolejne rozwinięcie (Scarab C), które zwiększyło zasięg do 185 km i zmniejszyło niedokładność ostrzału do 70 metrów. 

Z tymi pociskami wiąże się również zresztą prawdziwy powód dalszego funkcjonowania wyrzutni 9K79 Toczka, bo te pozostały na służbie tak długo właśnie ze względu na swoje taktyczne pociski balistyczne. Wszystko przez to, że ich rakiety wykorzystują łatwe w konserwacji silniki, które na dodatek działają na, przyjemniejsze w myśl logistyki, paliwo stałe. 

Dawniej Rosja bazowała na nich w strukturze brygady z 18 wyrzutniami każda, które miały dostęp do łącznie 36-54 pocisków. Wspominam o tym nie bez przyczyny, a przez to, że w 2019 roku państwo oficjalnie ogłosiło wycofanie tych systemów ze służby po wyposażeniu każdej ze swoich brygad w nowocześniejsze systemy i pociski Iskander (więcej o nich tutaj). Widok systemów Toczka-U w Ukrainie po stronie rosyjskiej jest więc ciekawą informacją, bo oznacza, że w 2019 roku na złomowisko nie trafiły, bo zostały przywrócone na służbę i już nie raz zauważono je na froncie w Ukrainie.

Czytaj też: Opisujemy rosyjskie okręty podwodne Kilo i pociski Kalibr. To one zagrażają Ukrainie

Warto przy okazji wspomnieć, że według najnowszych danych (m.in. CSIS i Globalsecurity), które są datowane na czas sprzed wybuchu wojny, Ukraina ma na służbie 90 wyrzutni ulepszonej wersji (Toczka-U) i około 500 pocisków w arsenale. Szczegółów niestety nie znamy, ale każdy zestaw tej wyrzutni obejmuje: wyrzutnię 9P129 na pojeździe kołowym, pocisk rakietowy 9M79, stacje kontrolno-pomiarowe oraz pojazd transportowo-załadowczy. W takiej konfiguracji ten system obsługiwany przez trzech żołnierzy ma na misji dostęp do łącznie trzech rakiet (1 na wyrzutni, 2 w transporterze).

Same pociski (w oryginale) ważą 2010 kg, mierzą 6,4 metra długości, a ich średnica wynosi 65 cm, pomijając rozmieszczone na korpusie płaty, które zwiększają średnicę do 1440 mm. Występują z głowicą burzącą i kasetową, ale są też dostępne z głowicą jądrową, a ich lot obejmuje rozpędzenie się do 1036 m/s w przypadku prędkości marszowej i osiągnięcie maksymalnie 26000 metrów wysokości. Warto też wspomnieć, że na cel pociski tego zestawu są naprowadzane bezwładnościowo na każdym etapie lotu, a sterowanie nimi odbywa się poprzez aerodynamiczne stery i te pomocniczo-gazodynamiczne.

Co zestawy Toczka dokonały już w wojnie?

Dzięki wykorzystaniu systemów Toczka, Ukrainie udało się zniszczyć rosyjski okręt desantowy Saratov typu Aligator, który w chwili ataku przebywał w ukraińskim porcie. Miało to miejsce 24 marca, czyli cały miesiąc po tym, jak 24 lutego w dniu rozpoczęcia inwazji ukraińskie siły przeprowadziły atak rakietowy na rosyjską bazę lotniczą Millerowo w obwodzie rostowskim, używając dwóch rakiet balistycznych Toczka-U w celu zapobieżenia dalszym atakom lotniczym rosyjskich sił powietrznych na Ukrainę. W wyniku tego ataku jeden Su-30SM został zniszczony. Poniżej możecie z kolei obejrzeć efekt ostrzału rosyjskiego magazynu amunicji:

Czytaj też: Śmigłowce szturmowe Mi-24 pod lupą. Opisujemy najnowszy sprzęt przekazany Ukrainie

Rosja też wykorzystuje te zestawy, ale w znacznie gorszym celu, bo to właśnie one trafiły w szpital i stację kolejową, zabijając łącznie przynajmniej 56 cywilów i raniąc w różnym stopniu prawie 100.