Co stało się z pracownikiem, który twierdził, że sztuczna inteligencja Google jest świadoma?

Jakiś czas temu dość głośno było o pewnym inżynierze Google, który śmiało twierdził, że opracowywana przez firmę sztuczna inteligencja zyskała świadomość. Wówczas Google zdecydowało się wysłać swojego pracownika na przymusowy urlop. Jaki był jednak ciąg dalszy tej historii?

Jeśli nie jesteście zorientowani w temacie, to pokrótce przypomnimy o co chodzi. W pierwszej połowie czerwca świat obiegła wieść, że sztuczna inteligencja Google zyskała świadomość. A dokładniej, tak twierdził Blake Lemoine, inżynier pracujący dla Google nad superinteligentnym chatbotem LaMDA, który wykorzystuje sztuczną inteligencję i jest w stanie rozumieć język naturalny. Lemoine udostępnił obszerny raport (nie tylko kierownictwu, ale również wszystkim w sieci) pod tytułem Is LaMDA Sentient?”, w którym zawarł transkrypcje swoich rożnów z SI, które mają pokazywać, że system „jest czujący, ponieważ ma uczucia, emocje i subiektywne doświadczenia”.

Czytaj też: Sztuczna inteligencja pisze książki. Pisarze korzystają z niej coraz częściej

Firma szybko odpowiedziała, że „nie ma dowodów na to, że LaMDA jest świadomy (a jest wiele dowodów przeciwko temu)” i ostatecznie wysłała pracownika na przymusowy urlop. Nie chodziło jednak o samo przekonywanie o świadomości SI, a o upublicznienie raportu, które naruszało zasady poufności. Inżynierowi nie pomógł oczywiście fakt, że o sprawie bardzo szybko zrobiło się głośno. To akurat nie dziwi, w końcu sztuczna inteligencja zyskująca świadomość jest jednym z głównych lęków wielu współczesnych ludzi.

Czytaj też: Sztuczna inteligencja na poziomie niemowlaka. Niewiarygodne, czego się nauczyła po 28 godzinach

Teraz, przeszło miesiąc po tych wydarzeniach, dostaliśmy kontynuację tej historii. Zaskoczenia nie będzie, bo ostatecznie Google zdecydowało się na zwolnienie pracownika. W rozmowie z serwisem Reuters, rzecznik firmy powiedział:

To godne ubolewania, że ​​pomimo długiego zaangażowania w ten projekt, Blake nadal zdecydował się uporczywie naruszać jasne zasady dotyczące zatrudnienia i bezpieczeństwa danych, które obejmują potrzebę ochrony informacji o produktach.

Oczywiście znajdą się zapewne tacy, którzy będą twierdzić, że Lemoine został zwolniony za „mówienie prawdy”, jednak rzeczywistość jest bardziej przyziemna – naruszanie zasad zatrudnienia i upublicznianie poufnych danych to coś, na co żadna firma nie może sobie pozwolić.