Lidl z nową promocją. Miernik pola… elektromagnetycznego? Dla foliarzy jak znalazł

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

W zbliżającej się ofercie promocyjnej Lidla pojawiło się urządzenie, które nie powinno się w niej znaleźć. To miernik pola elektromagnetycznego. Dzięki niemu każdy będzie mógł przywdziać foliową czapeczkę.

Miernik pola elektromagnetycznego w Lidlu

Zazwyczaj pukam się w czoło jak widzę serwisy technologiczne rozpisujące się o cotygodniowych promocjach Lidla, ale w tym wypadku warto zrobić wyjątek. Bowiem w ofercie dyskontu pojawi się – miernik pola elektromagnetycznego. A konkretnie model Parkside HG08329B PEM A1, w sprzedaży od 8 sierpnia w cenie 69,90 zł.

Jak czytamy w gazetce promocyjnej, jest to miernik do pomiaru pola elektromagnetycznego urządzeń takich jak telewizory, komputery, kuchenki mikrofalowe, lodówki, odkurzacze, z prostą, 4-stopniową skalą. Skalę to właśnie przekroczono. Bynajmniej w pozytywnym ujęciu.

Wykrywacz duchów? Piszczałka? Miernik z Lidla to na pewno nic pożytecznego

Wypadałoby powiedzieć, dlaczego miernik z Lidla do niczego nam się nie przyda. Przede wszystkim, aby takie urządzenie było skuteczne, nie kupimy go za 69,90 zł. To wydatek rzędu co najmniej kilku tysięcy złotych. A w przypadku profesjonalnych zastosowań znacznie więcej.

Czym taki miernik różni się od tego z Lidla? Mówiąc w skrócie – wie co mierzy. Załóżmy, że nasz miernik za 69,90 zł w ogóle coś mierzy. Ale zupełnie coś innego, niż wyczytamy w gazetce. Jednostka na obudowie wskazuje, że pomiar jest prezentowany w miliGaussach (mG). To wielkość wektorowa opisująca pole, uwaga, magnetyczne(!). A czy przypadkiem nie miał to być pomiar pola elektromagnetycznego? To, w przypadku mierników, wyrażane jest najczęściej w watach ma metr kwadratowy lub voltach na metr. Z kolei wartość pola magnetycznego jest najczęściej podawana w zupełnie innych jednostkach, głównie amperach na metr.

Problemem tanich mierników jest też to, że nie do końca wiadomo, co mierzą. Profesjonalny miernik pokaże nam, jakie jest natężenie pola elektromagnetycznego (PEM) dla poszczególnych częstotliwości, co pozwoli wyodrębnić pole emitowane przez konkretne urządzenia. W przypadku sprzętu z Lidla nie tylko nie zmierzymy PEM, co wskazuje jednostka, ale również nie będziemy wiedzieć co zmierzymy. Chyba, że wystarczy go przyłożyć do telewizora i zacznie piszczeć. Mam podobny wynalazek, kosztował mnie 29,90 zł. Też ma mierzyć PEM. Jeśli wierzyć jego wskazaniom i piskom, mój kot emituje większe pole elektromagnetyczne niż sterta włączonych smartfonów.

W przypadku miernika z Lidla najciekawsze może być jeszcze przed nami. Czyli zdjęcia i filmy w Internecie pokazujące, że miernik wykrył śmiercionośne 5G, bo zapaliła się czerwona lampka, a sprzęt złowrogo piszczy. Będzie można też zaalarmować o tym sąsiadów i np. zaprotestować przeciwko nadajnikowi sieci komórkowej na pobliskim bloku. Kwestią czasu może być, aż któraś z popularnych sieci sklepów wprowadzi do sprzedaży amulety lub odpromienniki. Bo jeśli miernik pokaże wysokie pole (magnetyczne?), to trzeba będzie się jakoś przed tym ochronić. Nie podpowiadam, ale to może być dobry interes.

Osobom dobierającym sprzęt do promocji aż chciałoby się napisać – włączcie myślenie.