Recenzja imprezowej gry karcianej Sabotażysta: Edycja Rozszerzona (2025)

Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałem sobie wyjścia do szkoły bez dwóch szczególnych pudełek, które zawsze lądowały w idealnie skrojonych dla nich kieszeniach plecaka. Mowa o grze karcianej Sabotażysta, a tak się składa, że gra ta doczekała się z rozszerzeniem, która była idealną formą zabijania czasu na przerwach i luźniejszych lekcjach. Do tej pory wracamy do niej, kiedy spotykamy się w większej grupie, ale ostatnim razem wysłużone karty zastąpiły zupełnie nowe, bo wydawnictwo Rebel wprowadziło pod koniec 2025 roku na rynek Sabotażysta: Edycja rozszerzona, czyli specjalne wydanie oryginału.
...

Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałem sobie wyjścia do szkoły bez dwóch szczególnych pudełek, które zawsze lądowały w idealnie skrojonych dla nich kieszeniach plecaka. Mowa o grze karcianej Sabotażysta, a tak się składa, że gra ta doczekała się  z rozszerzeniem, która była idealną formą zabijania czasu na przerwach i luźniejszych lekcjach. Do tej pory wracamy do niej, kiedy spotykamy się w większej grupie, ale ostatnim razem wysłużone karty zastąpiły zupełnie nowe, bo wydawnictwo Rebel wprowadziło pod koniec 2025 roku na rynek Sabotażysta: Edycja rozszerzona, czyli specjalne wydanie oryginału.

Czym różni się Sabotażysta: Edycja Rozszerzona (2025) od oryginału?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta – grafikami i pudełkiem. Sabotażysta: Edycja Rozszerzona (2025) nadal opiera się na tych samych zasadach i skupia na zdobywaniu złota w ramach trzech rund, a wszystkie karty zachowały tę samą mechanikę działania, choć graficznie doczekały się wręcz rewolucji. Ubolewam jednak nad tym, co sprawiało mi problem już przy starym wydaniu – zbyt prostym pudełku, bo teraz graczem jestem prostym.

Jeśli wiem, że coś się święci, to planszówkę chowam prosto do plecaka z nadzieją, że nie rozsypie mi się w transporcie. Projektanci dali w tej kwestii niestety ciała, bo postawili na proste pudełko z tekturową przegrodą, która ma oddzielać karty z podstawowej gry z tymi z rozszerzenia i w efekcie nawet dołączone żetony złota nie mają dedykowanego dla siebie miejsca.

Efekt tak prostego pudełka bez np. żadnej obwoluty czy nawet torebek foliowych jest prosty – chaos w kartonie, jeśli nie zabezpieczycie dodatkowo pudełka. Szkoda, bo Sabotażysta: Edycja Rozszerzona (2025) to gra właśnie typu “codziennie noszonej” gdzieś w odmętach plecaka czy torby, bo a nuż przydarzy się okazja, żeby zagospodarować wielki stół, zebrać grupę dookoła niego i sprawdzić, kto najlepiej blefuje. Na szczęście problem z chaosem nie jest tak wielki, bo największą nieprzyjemnością są rozsypane żetony (byle torebka strunowa rozwiązuje problem) oraz pomieszane ze sobą typy kart.

Na szczęście sama jakość kart broni się lepiej niż organizacja kartonu, bo są to dalej solidne, sztywne karty w standardzie znanym z innych tytułów Rebela. Żetony złota to z kolei proste kartoniki. 

Sabotażysta: Edycja Rozszerzona (2025) w praktyce

Kiedy po latach wraca się do Sabotażysty, bardzo szybko okazuje się, że w tym pudełku nie chodzi o sprytne układanie korytarzy, tylko o ludzi przy stole. Mechanicznie nadal robimy to samo: dokładamy kafelki tuneli, próbujemy połączyć wejście z jedną z trzech kart celu (jedna ze złotem, dwie z kamieniami) i po cichu zastanawiamy się, kto tu naprawdę kopie złoto, a kto tylko udaje, żeby w kluczowym momencie rzucić pozostałym kłodę pod nogi. W małym gronie gra tego typu działa niespecjalnie dobrze, bo dopiero od pięciu, sześciu osób zaczyna się ten prawdziwy sabotażowy bałagan.

Edycja rozszerzona przypomina o tym bardzo dobitnie, bo oprócz podstawy od razu dostajemy w pudełku Sabotażystę Rozszerzenie. To nie jest byle dodatek, a zestaw zupełnie nowych mechanik (niestety jest równoznaczny z koniecznością porzucenia części kart z podstawki), który potrafi zupełnie zmienić charakter rozgrywki. Dochodzą nowi krasnoludowie, którzy przestają dzielić świat na prosty podział “górnik kontra sabotażysta”. Pojawia się Szef, który stoi po stronie kopaczy, ale ma własne warunki punktowania, Geolog patrzący bardziej na kryształy niż na klasyczne bryłki złota czy Spekulant, któremu w całej grze jest już wszystko jedno. Zestaw nowości klasowych dopinają drużyny niebieskich i zielonych górników, które wprowadzają do stołu małą grę w grze, bo oto nagle nie wystarczy już tylko udawać dobrego, trzeba jeszcze dbać o interes własnej frakcji i pilnować, żeby nasi faktycznie dotarli do skarbu.

Nowe karty akcji i korytarzy dodatkowo zagęszczają atmosferę. Kolorowe drzwi potrafią zamknąć dostęp do części tunelu tylko dla jednej drużyny, drabiny otwierają alternatywne ścieżki, a karty więzienia i wymiany ról powodują, że sytuacja przy stole potrafi odwrócić się o 180 stopni w ciągu jednej tury. Efekt? To już nie jest tylko lekka imprezówka na rozruszanie towarzystwa, ale gra, w której doświadczeni gracze potrafią budować intrygi wokół tego, jak często ktoś bierze na siebie rolę sabotażysty, jak szybko zdradza się z kolorem drużyny i kiedy opłaca się poświęcić rundę, żeby spalić innym plan. 

Czy warto kupić Sabotażysta Edycja Rozszerzona (2025)?

Pytanie, które naturalnie pojawia się na końcu, brzmi prosto: dla kogo jest w ogóle Sabotażysta: Edycja rozszerzona? Jeśli ktoś nie ma jeszcze żadnego wydania, odpowiedź jest prosta – to najrozsądniejszy próg wejścia. Dostajemy bowiem od razu bazę i dodatek, więc możemy zacząć od najprostszego wariantu dla nowych graczy, a następnie skoczyć na głębszą wodę, w miarę jak grupa oswaja się z blefem i bardziej złożonymi rolami. 

Jeśli grasz głównie w trzy, cztery osoby, to nie jest może najlepsza gra na rynku, ale jako szybki przerywnik i “otwieracz” planszówkowego wieczoru działa zaskakująco dobrze. Zwłaszcza kiedy wszyscy przy stole lubią trochę teatralnego kombinowania. Inaczej wygląda sytuacja u osób, które mają już w domu podstawowego Sabotażystę oraz jego rozszerzenie. W takim przypadku ta nowa edycja rozszerzona jest przede wszystkim kosmetycznym ulepszeniem wartym do rozważenia, jeśli oryginały wysłużyły już swoje. 

Podsumowując więc, jeżeli szukasz małej, lekkiej gry karcianej, którą bez wahania wrzucisz do plecaka przed wyjazdem, a w razie czego postawisz na środku stołu w akademiku, na świętach czy podczas integracji w pracy, to nadal jest jedna z najpewniejszych odpowiedzi. Zwłaszcza że jej cena nie jest przesadzona, bo wynosi 80 zł.