Elektronika przypomina czasy programu Wostok. W środku znaleziono lampy próżniowe
Pocisk został zbadany przez ekspertów z Kijowskiego Naukowo-Badawczego Instytutu Ekspertyz Sądowych. Jak podaje porta Militarnyj – zamiast zaawansowanej elektroniki, wewnątrz korpusu znaleziono komponenty, które pamiętają czasy, gdy Jurij Gagarin pierwszy raz poleciał w kosmos. W odzyskanych fragmentach specjaliści zidentyfikowali bowiem radzieckie elektronowe lampy próżniowe, najprawdopodobniej służące jako krytrony (a raczej sprytrony, bo tak były zwane te przełączniki w wersjach próżniowych), czyli czteroelektrodowe szybkie łukowe łączniki wysokiego napięcia i dużego prądu. Technologia ta była bardzo odporna na promieniowanie jonizujące i stosowano ją powszechnie w radzieckich systemach uzbrojenia z połowy ubiegłego wieku. Porównanie do elektroniki z czasów programu Wostok zatem nie jest tu przenośnią – chodzi o dokładnie tę samą generację rozwiązań.

Co ciekawe, oznaczenia na częściach wskazywały na daty produkcji z roku 2018. To sugeruje, że Rosjanie nie opracowali nowych podzespołów, a jedynie sięgnęli po magazyny z komponentami ze starszych programów rozwojowych rakiet balistycznych. Analizy nie wykazały w pocisku żadnych elementów, które można by uznać za przełomowe czy innowacyjne.
Nagranie CNN dokumentujące wnętrze pocisku Oresznik
Konstrukcja żyroskopu Oresznika także jest zabytkiem – cała nawigacja opiera się na starych systemach
Dotyczy to również układu naprowadzania. Fragmenty żyroskopu, które udało się odzyskać, także reprezentują technologię sprzed kilkudziesięciu lat. Cały układ nawigacji inercyjnej jest zbieżny z wcześniejszymi generacjami rosyjskich pocisków średniego zasięgu, a ogólna budowa rakiety mocno przypomina starsze platformy radzieckie.
W dobie miniaturowych układów scalonych zastosowanie lamp próżniowych w nowym systemie rakietowym może szokować. Trzeba jednak przyznać, że starsza elektronika bywa celowo używana w zastosowaniach wojskowych ze względu na swoją odporność na zakłócenia elektromagnetyczne i EMP, niemniej w USA już w latach 60-70 XX wieku opracowano metody ekranowania nowoczesnych komponentów, likwidując tym samym konieczność opierania się na przestarzałych technologiach. Skala wykorzystania archaicznych rozwiązań w rosyjskich pociskach zdaje się przekraczać granice racjonalności
Czytaj też: Stary telefon działał latami, aż nagle przestał pasować do sieci. Co się właśnie zmienia?
Prawdziwa nazwa systemu Oresznik to Kedr
Jak wcześniej ujawnił ukraiński wywiad wojskowy, pocisk znany publicznie jako Oresznik, wewnętrznie oznaczany jest jako Kedr. Analiza komponentów zaś wskazuje, że nie jest to zupełnie nowa konstrukcja, a raczej głęboka modernizacja systemu RS-26 Rubież. Dziennikarze pokazali również fragmenty bloku bojowego – podczas ataku na Dniepr rakieta przenosiła sześć głowic bojowych, z których każda zawierała po sześć podpocisków (łącznie 36 jednostek uderzeniowych). Wersja użyta w ataku była pozbawiona ładunków wybuchowych – zniszczenia zostały dokonane za pomocą samej energii kinetycznej ciężkich elementów spadających z ogromną prędkością.
Analiza nagrań z ataku Oresznikiem na obrzeżach Lwowa sprzed kilku dni wskazała zarazem, że do celu dotarły tylko 4 głowice z grupą niszczących podpocisków, a w sporej odległości od nich dwa kolejne podpociski. Może to wskazywać zarówno na problemy z celnością, jak i samą zdolnością do przetrwania ponownego wejścia w atmosferę głowic poruszających się z prędkością do Mach 11.
Oficjalna rosyjska narracja – nie zgadniecie – mija się z prawdą
Uderzenie w Dniepr było jednym z pierwszych potwierdzonych przypadków użycia Oresznika. Dokładna analiza jego szczątków dostarcza więc bezcennych danych wywiadowczych, które każą zweryfikować optymistyczne deklaracje strony rosyjskiej.
Ukraińscy specjaliści przejrzeli skatalogowane elementy: powyginany metal, przewody i fragmenty modułu naprowadzania. A skoro nie natrafili przy tym na ślad zaawansowanych czy chronionych patentem technologii, to wyraźnie kontrastuje to z kreowanym przez Kreml wizerunkiem technologicznego zaawansowania. Odkrycie komponentów z epoki zimnej wojny w rzekomo nowoczesnej broni jest wymownym sygnałem, że zamiast na przełomowych innowacjach, rosyjski przemysł zdaje się polegać na przerabianiu i dostosowywaniu tego, co już ma w magazynach i że sankcje na dostawy układów elektronicznych wysokiej skali integracji działają lepiej, niż przewidywano. A to dla nas dobra wiadomość.