
Chemiczny koktajl z głębi kosmosu
Dane zebrane w styczniu tego roku przez Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba pokazują, iż w pióropuszu gazu otaczającym 3I/ATLAS znajduje się woda, dwutlenek węgla, tlenek węgla i – co szczególnie ciekawe – metan. To nie jest przypadkowa mieszanka. Wszystkie te związki uznajemy za kluczowe dla istnienia życia w formie, jaką znamy z naszej planety. Obserwatorium SPHEREx zidentyfikowało nawet bardziej złożone związki, w tym cząsteczki organiczne takie jak metanol, formaldehyd, metan i etan. Samo wykrycie metanu nie byłoby może aż tak sensacyjne, gdyby nie jeden szczegół. Jego tempo produkcji oszacowano na około 14% tempa, w jakim uwalnia się woda. To właśnie ta proporcja oraz okoliczności, w jakich metan się pojawił, rozbudziły prawdziwą naukową gorączkę.
Czytaj też: Nowe obserwacje 3I/ATLAS mieszają ekspertom szyki. Zamiast odpowiedzi pojawiły się kolejne pytania
Największą zagadką jest czas, w jakim metan dał o sobie znać. Pojawił się dopiero po tym, jak 3I/ATLAS minął peryhelium, czyli punkt największego zbliżenia do Słońca. To dość niezgodne z oczekiwaniami. Metan jest wyjątkowo lotny i powinien odparować z powierzchni obiektu dużo wcześniej niż na przykład dwutlenek węgla, a tym bardziej woda. Tymczasem obserwacje wskazują na odwrotną kolejność. Ta anomalia skłoniła niektórych badaczy do postawienia śmiałej hipotezy. Być może źródłem metanu nie jest zwykłe odgazowanie lodu, lecz aktywność biologiczna mikroorganizmów ukrytych wewnątrz obiektu. Inni naukowcy wskazują na możliwość niestandardowego składu chemicznego jądra lub specyficznych procesów termicznych. Faktem jest, że badania marsjańskiego meteorytu ALH84001 dowiodły, iż materia organiczna jest w stanie przetrwać podróż międzyplanetarną bez poważnych uszkodzeń termicznych. W tym konkretnym przypadku skała nie nagrzała się powyżej 40 stopni Celsjusza.
Historia zapisana w genach i koncepcja naturalnej panspermii
Myśl o międzygwiezdnym transporcie życia, czyli panspermii, zyskuje na wadze, gdy przyjrzymy się historii życia na naszej własnej planecie. Analiza genomów współczesnych mikroorganizmów sugeruje, że Ostatni Uniwersalny Wspólny Przodek (LUCA) istniał już około 4,2 miliarda lat temu. To zaskakująco krótko po uformowaniu się Ziemi. Skąd tak szybki start? Jedna z teorii zakłada, jakoby życie, a przynajmniej jego prekursory, mogło przybyć do nas z Marsa. Czerwona Planeta, jako mniejsza, ostygła szybciej niż Ziemia, stwarzając potencjalnie wcześniejsze warunki do jego powstania. Uderzenia planetoid mogły wyrzucić skały z mikroorganizmami w kosmos, a te – po milionach lat wędrówki – spaść na młodą Ziemię. Gdyby tak się stało, wszyscy bylibyśmy potomkami marsjańskich imigrantów. LUCA wcale nie był prymitywną komórką. Jego genom, o rozmiarze około 2,5 megabaz, kodował blisko 2600 białek, a sam organizm posiadał nawet prymitywny system obrony przed wirusami, przypominający dzisiejszy CRISPR-Cas.
Czytaj też: Wywrócili założenia na temat narodzin życia w kosmosie. Peptydy powstają zadziwiających okolicznościach
Wizja Avi Loeba brzmi jak scenariusz dobrego filmu science fiction, aczkolwiek astrofizyk przekonuje, że mamy już technologię, by ją zrealizować. Proponuje on misję, która dogoniłaby obiekt międzygwiezdny jak 3I/ATLAS i umieściła na jego powierzchni kapsułę z ziemskimi, wytrzymałymi mikroorganizmami. Zasilana radioizotopowo kapsuła zapewniałaby ciepło, umożliwiając przetrwanie i rozwój podczas wieloletniej podróży w głębokiej przestrzeni. Szacowany koszt takiego przedsięwzięcia to niecałe 4 miliardy dolarów, co byłoby znaczącą kwotą agencji kosmicznych, ale z pewnością osiągalną. Taka „kierowana panspermia” byłaby niewspółmiernie bardziej efektywna od naturalnego, przypadkowego rozsiewania życia przez meteoryty. Powstały w ten sposób „kosmiczny ogród” mógłby przetrwać miliardy lat, dłużej niż pozostały czas życia Słońca.
Odkrycia związane z 3I/ATLAS nie dają nam odpowiedzi, a raczej mnożą pytania. Czy nietypowy metan to ślad obcego życia, czy tylko efekt egzotycznej chemii? Czy życie we wszechświecie rozprzestrzenia się głównie dzięki przypadkowym zderzeniom, czy może zaawansowane cywilizacje już dawno podjęły się roli galaktycznych ogrodników? Obecnie brakuje nam danych, by rozstrzygnąć te kwestie. Kluczowe będą obserwacje kolejnych obiektów międzygwiezdnych, które z pewnością prędzej czy później odwiedzą nasze sąsiedztwo.