
Podczas tegorocznego wydarzenia Galaxy Unpacked przedstawiciele firmy oficjalnie potwierdzili to, na co fani marki czekali od dawna: Samsung aktywnie pracuje nad wdrożeniem ogniw krzemowo-węglowych. Jeśli śledzicie na bieżąco doniesienia z branży, to zapewne wiecie, że o tej zmianie mówiło się już przy okazji poprzednich generacji flagowców, ale tym razem w końcu mamy oficjalne wieści, a nie tylko życzeniowe plotki.
Krzem i węgiel to przyszłość ogniw, i Samsung nareszcie to dostrzegł
Moon Sung-Hoon, wiceprezes i szef zespołu badawczo-rozwojowego Samsung Electronics, podczas spotkania z mediami nie pozostawił złudzeń – era tradycyjnych anod grafitowych powoli dobiega końca. Choć nie podał on konkretnej daty premiery pierwszego urządzenia z nowym typem baterii, zaznaczył, że prace są na bardzo zaawansowanym etapie.
Czym właściwie jest ta technologia i dlaczego budzi takie emocje? Kluczem jest zastąpienie klasycznego grafitu kompozytem krzemowo-węglowym. Krzem potrafi zmagazynować znacznie więcej jonów litu w tej samej objętości, co pozwala na drastyczne zwiększenie pojemności bez pogrubiania obudowy smartfona.
Odkładając na bok techniczny język i mówić wprost – przyszłe smartfony Samsunga osiągną to, co widzimy u producentów takich, jak Xiaomi, Honor czy Oppo, czyli akumulatory o pojemności przekraczającej 6000 lub nawet 7000 mAh. A wszystko to zamknięte we wciąż smukłych i lekkich konstrukcjach, bo właśnie na to pozwala nowa technologia. Do tej pory południowokoreański gigant, mimo swojego zaplecza inżynieryjnego, stronił od tych zmian. Najnowsza seria Galaxy S26 jest tego najlepszym przykładem – zmiany w pojemności ogniw są tam co najwyżej symboliczne, a model Ultra zachował parametry, które znamy już od kilku generacji.

Oczywiście, jak zwykle powtarzam, ta zachowawczość nie jest niczym złym, bo to fundament działań Samsunga. Firma chce, by klienci, wybierając ich smartfony, byli pewni, że będą one niezawodne, bezpieczne i trwałe. Niestety, presja strony konkurencji stała się jednak zbyt duża, by ją ignorować. Użytkownicy coraz częściej spoglądają w stronę marek oferujących “dwudniowe” smartfony, a Samsung nie może pozwolić sobie na opinię producenta, który zostaje w tyle w tak kluczowym aspekcie, jakim jest czas pracy urządzenia. Potwierdzenie prac nad nową chemią baterii to sygnał, że koreański gigant wreszcie podnosi rękawicę rzuconą przez rywali z Chin.
Czytaj też: Samsung ma nowy sposób na walkę z piaskiem i kurzem w składakach
Nie będzie to jednak zmiana nagła, bo Samsung nie porzuci swoich ideałów, co podkreślił zresztą Moon Sung-Hoon. Dla giganta priorytetem pozostaje stabilność długoterminowa. Dlatego każda nowa technologia musi przejść rygorystyczne testy dotyczące odporności na puchnięcie ogniw, żywotności po setkach cykli ładowania oraz ogólnej niezawodności. Trauma po modelu Galaxy Note 7 jest wciąż żywa w kulturze korporacyjnej firmy, co sprawia, że zanim krzemowo-węglowe ogniwo trafi do naszych kieszeni, Samsung musi mieć pewność, że jest ono absolutnie bezpieczne.
Czytaj też: Debiutuje seria Galaxy S26 – Galaxy S26 Ultra z funkcją, którą wszyscy będą kopiować
Zapewne więc minie jeszcze trochę czasu, zanim w specyfikacjach modeli Galaxy, w rubryce z pojemnością baterii, pojawią się wartości rzędu 6000 mAh lub wyższej. Mimo tego, oficjalne przyznanie się do pracy nad takimi ogniwami to znacząca wiadomość, która też pokazuje, że firma jest już na tak zaawansowanym etapie testów, by móc ujawniać takie rzeczy. Pozostaje więc poczekać na rewolucję, która w końcu na pewno nadejdzie. Ciekawe też, kiedy Apple i Google pójdą w tym kierunku, bo do tej pory to właśnie ci giganci mocno opierali się chińskiej „modzie” na krzem.
Źródła: ITHome (w języku chińskim), Gizmochina