Michał Ogórek – dziennikarz, publicysta Gazety Wyborczej, autor uszczypliwych komentarzy nt. naszego życia politycznego
Jakiego komputera potrzebują Polacy?
01.06.1997|3 minPrzeczytasz w 3 minuty
Chronologicznie rzecz biorąc, najwcześniej – w czasach PRL-u najbardziej nam brakowało takiego komputera, który potrafiłby liczyć to, czego nie ma. Dla elementarnego wówczas działania arytmetyczno-ekonomicznego: “gdybyśmy mieli więcej blachy wyprodukowalibyśmy więcej konserw, niestetym nie mamy mięsa” nie opracowano żadnego programu i prawdopodobnie dlatego nigdy nie poznano rozwiązania. Odłogiem leżały właściwie wszystkie wielkie problemy epoki, choćby taki program przeliczania walut, przy założeniu, że 1 rubel wart był tyle co 1 dolar, przy czym: 1 dolar + 1 rubel = 1 dolar, ale kiedy od 1 dolara odjęło się 1 rubla to nic nie zostawało.
Brak komputera, który mógłby to wszystko policzyć, doprowadził tę epokę do upadku.
Warto zauważyć, że wtedy wystarczyłby wszystkim jeden i ten sam program, a i tak nie zdołano go wymyśleć. Obecnie rodzajów komputerów i oprogramowań musi być już cała gama.
Czego innego naturalnie potrzebuje lewica, która nie radzi sobie bez programu. który uzgadniałby wszystko co mówiła wcześniej z tym, co mówiła później.
Dla każdej opcji politycznej konieczne jest opracowanie innego programu, kiedy przestawać stosować rachunek ekonomiczny. Dla komputera PSL-u hasłem, które automatycznie anuluje rachunek zysków i strat oraz tabliczkę mnożenia byłoby słowo: “rolnik”. W programach dla ugrupowań solidarnościowych prawa przyrody uchylane być by musiały słowem “etos”, przy czym np. w specjalnym programie dla Stoczni Gdańskiej trzeba by znaleźć sposób przeliczania etosu na statek pełnomorski.
W programy lewicowe powinno być wpisane, kiedy przestawać stosować Dekalog.
“Prawna własność” w komputerach lewicowych powina być zaprogramowana jako nienaruszalna do 1945 roku, a w komputerach prawicowych do 1945 roku. Komputer skrajnie prawicowy przez “prawną własność” musi rozumieć jedynie własność polską. Komputer ROP-u Jana Olszewskiego przy haśle “kapitał zagraniczny” i “supermarket” powinien dzwonić. Najbardziej radykalny komputer Zygmunta Wrzodaka, pożyczany czasem księdzu Jankowskiemu powinien mieć program rozpoznający Żydów.
W zależności od zapotrzebowania użytkowników, programy automatycznie zamieniać powinny słowo “nomenklatura” na “fachowiec” lub “kapitał założycielski” w komputerach SLD, a słowo “bojówka” na “pokojowa manifestacja” w komputerach prawicy. Odpowiednio: komputery SLD nie powinny w ogóle czytać hasła: “pieniądze moskiewskie”, a komputery prawicy: “aborcja ze względów społecznych”. lewicy przydałaby się baza danych na prawicę, a prawicy – na lewicę.
Stu najbogatszych Polaków potrzebowałoby parku komputerów do zliczenia wszystkich swych długów. Maklerom gwałtownie potrzebny byłby system, który określałby, w jaki sposób górę papierów, jaką mają, ktoś mógłby uznać za wartościową.
Policja powinna mieć komputer, który rozpoznawałby poszukiwanych przestępców w tych osobach, które akurat dało się złapać.
Wielkie miasta muszą wypracować jakąś koncepcję co robić w nich z samochodami w sytuacji, kiedy nie tylko nie mogą jeździć ale i nigdzie stać. Komputer powinien wymyśleć jakąś trzecią możliwość.
Dysko-polo powinno sobie skomputeryzować selekcję piosenkarzy, którzy musza odpowiadać surowym warunkom, tj. żaden nie może śpiewać lepiej śpiewać niż wygląda i – mimo przeszukiwania wszystkich kartotek – trudno już znaleźć następnych.
Już ten pobieżny rejestr potrzeb wskazuje, że ich większość nie jest przez komputery zaspokajana i że byłyby najbardziej potrzebne do innych – niż są stosowane – celów. Otwiera to wielkie pole do popisu przed wszystkimi zdolnymi i ambitnymi informatykami. Jak na razie – z rzeczy najbardziej praktycznych – komputer służy do tego, aby komputer odpisać sobie od podatku, a następnie podarować.