Boso, ale legalnie

Komu służą antypirackie akcje skierowane przeciwko użytkownikom domowym? Z pewnością nie edukacji społecznej w zakresie technologii IT ani nie zmniejszaniu dystansu technologicznego Polski do reszty Europy

Jest w tym pewna logika – przecież „biedny i tak wszystko skonsumuje, a my, decydenci, to zainwestujemy i stworzymy świetlaną przyszłość”. Sporo mówi się o wielkich stratach, jakie firmom software’owym przynosi piractwo komputerowe, ale milczy się o tym, że działalność tych koncernów przypomina taktykę przestępców. To jest tak jak z darmowym rozdawaniem narkotyków w szkołach: „masz, wypróbuj, a jak ci się spodoba, zapłacisz nam z nawiązką”. Dla wielu młodych ludzi program jest jak narkotyk. A przecież na domowych komputerach oprogramowanie, choćby i nielegalne, służy głównie edukacji informatycznej. Gdyby taki delikwent nie mógł zdobyć nielegalnych kopii znanych aplikacji, i tak nigdy by ich nie kupił. Nie można więc mówić o jakichkolwiek stratach firm software’owych z tego tytułu.

Diametralnie inną sytuację mamy, gdy można komuś udowodnić, że korzystał z warezów do celów komercyjnych lub odniósł korzyść z handlu nielegalnym oprogramowaniem. Takie działanie należy uznać za szkodliwe i ścigać z urzędu. W tym względzie policja wykazuje jednak podejrzanie małą skuteczność, za to ostatnio chętnie odbiera komputery dzieciarni. Czy to ma być sposób na informatyzację kraju?

Jedyny słuszny MS Office

Chcesz przesłać coś do urzędu, złożyć CV, list motywacyjny? Kup „łerda”! To tylko trochę ponad tysiąc złotych – w końcu nauka kosztuje. Dokument w innym formacie nie zostanie przeczytany, bo standardem biurowym polskiej administracji jest MS Office. Niech nikomu nie przyjdzie do głowy uczyć się AutoCAD-a, ProE czy Catii (to ten słynny pakiet za kilkanaście milionów dolarów do projektowania samolotów i okrętów, którego jedną kopię skonfiskowała niedawno policja). Taki pęd do nauki prowadzi prosto do więzienia!

Ciągle pojawiają się anonse prasowe typu: „zatrudni… ze znajomością…”. Jeśli chcesz dostać atrakcyjną pracę, musisz znać odpowiedni program, pracodawcy natomiast już dawno nie ponoszą kosztów szkolenia. Wyobraźmy sobie szefa kadr czytającego w CV: „biegła obsługa komputera i oprogramowania w systemie Linux”. Prawda, jaka atrakcyjna autoreklama? Szkoda tylko, że jej autor ma zerowe szanse na uzyskanie pracy, bo nigdzie nie użył magicznych słów „łerd” i „eksel”.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.