Podatek od Postępu

Ile płacimy za nowy komputer, wiemy. Ale czy policzyliśmy wydatki, jakie ponieśliśmy na unowocześnianie sprzętu przez lata? Jeśli przyjrzymy się tym liczbom, zobaczymy całkiem pokaźny podatek od postępu

Był sobie Entuzjasta Postępu. W 1991 roku nabył komputer AT za niebagatelne wówczas pieniądze. Maszyna była prymitywna: bez HDD i drukarki, z kartą graficzną Hercules. Nieubłagane prawa Postępu skazały to cudo na śmierć techniczną w roku 1993 – świat przezbrajał się na procesory 386. Zabolało Entuzjastę, ale wysupłał z kieszeni, ile trzeba, i tak oto na jego biurku stanął nowy symbol Postępu: i386DX 40 MHz, 4 MB RAM-u, HDD 128 MB, VGA, drukarka 24-igłowa. Dostał Entuzjasta pracę wymagającą stałego podróżowania, przydałby się zatem komputer przenośny. Na astronomicznie wtedy drogiego notebooka nie było go stać, ale na notatnik elektroniczny tak. Kupił, choć bolało.

Naszedł rok 1995 i wspaniałe 386 stało się kupą złomu. Odzyskał z niego Entuzjasta kilka groszy, do których natychmiast dołożył nowych kilka i nabył „486” z osiemdziesięciomegahercowym procesorem, dyskiem 470 MB i 16 MB RAM-u. A że był legalistą, doszły koszty zakupu Windows 95 i stosownych aplikacji. Ta maszyna służyła Entuzjaście do 1997 roku. W tym czasie notatnik elektroniczny popełnił samobójstwo, grzebiąc wraz ze sobą bezcenne adresy i kontakty. Ból był tym razem niewielki, bo trafiła się Entuzjaście okazja – Atari Portfolio jakby nie patrzeć, prawdziwy komputer w kieszeni.

Krzemowa karuzela

Na miejsce przestarzałej „486” złożył Entuzjasta (bo nauczył się, że składak jest tańszy od gotowca) maszynę z Pentium MMX 166 MHz, jednogigabajtowym dyskiem, 64 MB RAM-u, grafiką na PCI, CD-ROM-em i drukarką atramentową. Dwa lata później, w 1999 roku, i ta konfiguracja padła ofiarą Postępu. W tym czasie Entuzjasta nie zaniedbywał komputerów przenośnych (nabył Poquet PC: cudo wyposażone w prawdziwe CGA mono, dwa sloty PCMCIA, a do tego zdolne do kilku dni pracy na dwóch paluszkach). W tym samym roku podłączył się do Internetu. Też zabolało – gdy przyszedł pierwszy rachunek za pracę modemu. Ale nasz Entuzjasta, doceniwszy zalety Sieci, pocieszył się, że jego średnio 300 PLN miesięcznie za „połączenia do sieci teleinformatycznych” to jeszcze nic w porównaniu z 500 PLN kolegi, który miał jeden z pierwszych sklepów internetowych i intensywnie go aktualizował.

500 MHz wystarczy?

W 1999 roku, gdy Postęp wydał wyrok śmierci na MMX-a, wyskrobał nasz bohater ekstrapieniążki i złożył pięćsetmegahercowe AMD z dwudziestogigabajtowym dyskiem i kartą graficzną na AGP. Jako że mu się finansowo poszczęściło, nabył też swój pierwszy PDA z Windows CE 2.0.

Postęp wymaga kosztów: potrzebował Entuzjasta komputera do swojej firmy. Zrealizował to, przy okazji stając się szczęśliwym użytkownikiem dwóch legalnych kopii Windows 98 (do domu i do biura). W microsoftowej promocji nabył też dwie licencje MS Office.

Rok 2000 był dla Entuzjasty pamiętny, gdyż sprawił on sobie telefon komórkowy. I to nie byle jaki, ale z modemem na podczerwień, aby i na swoim PDA w podróży mieć faks i pocztę elektroniczną. Sieć komórkowa, w której ów telefon działał, tylko zapiszczała z uciechy i wystawiła Entuzjaście stosowne rachunki.

Najsłabszym ogniwem Postępu okazał się w tym momencie kupiony niedawno PDA – nie miał slotu kart pamięci, a jego modem był powolny i zawodny. Zajęczał Entuzjasta cicho, ale kupił następny PDA, tym razem ze wszystkimi wymaganymi bajerami (mocno używany, nie najnowszy, ale względnie tanio). Poprzednim zaś zainteresowała się żona Entuzjasty i stwierdziła, że takie PDA to coś dla niej. Jednakże po samoistnym twardym resecie tego cuda, gdy jej dane poszły do informatycznego raju, zażądała od Entuzjasty czegoś bezpieczniejszego. Entuzjasta był małżonkiem troskliwym i kochającym. Kupił.

Rachunek za entuzjazm

A potem był kolejny „blaszak” i kolejne PDA, i dwie nowe komórki, w tym ostatnia z GPRS-em. Jednocześnie próbował Entuzjasta walki z Postępem: w roku 2003 znalazł providera internetowego tańszego niż TP SA, a gdy przyszło do odnowienia „cyrografu” u „komórkowców”, wziął dodatkowe impulsy zamiast nowego telefonu. Jeszcze później (w grudniu 2004 roku) poszedł Entuzjasta po rozum do głowy, podsumował pieniądze, jakie w ciągu czternastu lat wydał na sprzęt oraz na przepłacanie stacjonarnego i komórkowego okupanta telekomunikacyjnego, podzielił to przez liczbę miesięcy i wyszedł mu podatek od Postępu w wysokości 380 zł (słownie: trzysta osiemdziesiąt złotych), który płacił miesiąc w miesiąc przez trzynaście lat… A nasz bohater nie jest, z przyczyn głównie finansowych, najbardziej nawiedzonym maniakiem Postępu. Zamożniejsi i bardziej postępowi od niego znaleźli się w wyższym progu podatkowo-postępowym, z odpowiednio wyższą stawką miesięczną.

Czas rozsądku

Dziś Entuzjasta otrzeźwiał i przyhamował: ma od trzech lat tego samego „blaszaka” (Duron 800 MHz, HDD 40 GB, 256 MB RAM-u), od dwóch lat tego samego PDA, a z kosztami upgrade’u oprogramowania poradził sobie, instalując Linuksa. Ciekawe, jak długo oprze się agresji marketingowej, sprzętowej i programowej, zaprzęgniętej w służbę wciąż galopującego Postępu? I czy archeolodzy, odkopawszy po stuleciach dobrze zachowany dysk z zapisem historii Entuzjasty, zadumają się nad jego szaleństwem finansowym, tak jak my dziś dumamy nad kosztami uczt i podbojów dawno odeszłych królów?

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.