Ballada o Geju, Latynosie i przemocy

Rockstar Games po prostu wie, jak tworzyć dodatki do gier. Ostatnie rozszerzenie do Grand Theft Auto IV nie jest stworzone na siłę – to pełnoprawna nowa gra, która tylko, ze względu na cenę, jest dość krótka.
Widowiskowość dodatku przewyższa wszystko to, co było w podstawowej grze

Widowiskowość dodatku przewyższa wszystko to, co było w podstawowej grze

The Ballad of Gay Tony to ostatni już dodatek do kultowego Grand Theft Auto IV. W Polsce dostępny wyłącznie jako część pakietu Liberty City Stories, jest również do pobrania na Xbox LIVE (w krajach, których Microsoft nie ma w nosie). Tym razem wcielamy się w rolę Luisa Lopeza, byłego podrzędnego handlarza narkotyków, któremu tytułowy Tony dał pracę jako swój podnóżek. Lopez dzięki tej znajomości odmienił całkowicie swoje życie – opiekując się nocnymi klubami, które należą do jego szefa jest w stanie zarobić na tyle, by móc wozić się luksusowych furach i nosić markowe ciuchy. To zupełnie inna postać, niż imigrant Nico Belic z GTA4 czy Johny Klebitz  z pierwszego dodatku. Lopez lubi swoje życie i czerpie z niego całymi garściami.

Jeżeli martwicie się, że przez to GTA4 straci swój dość charakterystyczny klimat – bez obaw! Historia jest tu równie dobrze opowiedziana. Wszystkie postacie są bardzo ciekawe i charakterystyczne, mają swoje unikatowe osobowości a historia Ballady jest lepiej opowiedziana niż w niejednym niezłym filmie gangsterskim. Co ciekawe, w wielu miejscach historia się zazębia z tą opowiedzianą we właściwej grze oraz z dodatku The Lost and the Damned. Oznacza to, że spotkamy na swojej drodze zarówno Nico, jak i Johny’ego. Wiele misji to powtórka z przeszłości, tylko tym razem opowiedziana z zupełnie innej perspektywy. Dzięki temu uniwersum Liberty City wydaje się równie spójne, co te wykreowane przez Kevina Smitha czy George’a Lucasa. Brawo! Osoby, które się obawiają, że postać Latynosa Lopeza i jego przełożonego homosia odbiorą pazura znanej z kontrowersji grze, również uspokoję. Sam Tony wyzywa współczesnych gejów od ciot i pedałów, tęskniąc za postaciami pokroju Eltona Johna czy Freddie’ego Mercury’ego. Rasistowskich żartów jest tu równie wiele, co przeciwników do odstrzelenia (czyli dużo;-)).

Liberty City tętni życiem, również nocą

Liberty City tętni życiem, również nocą

Zmiany w rozgrywce są kosmetyczne, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało, bowiem misje są szalenie widowiskowe i ciekawe. Widowiskowe pościgi przez pół miasta, które odbywają się na morzu, lądzie i w powietrzu. Wybuchy, oskryptowane wydarzenia rodem z Call of Duty i duża różnorodność sprawia, że ciężko się nudzić przed ekranem telewizora. Nie będę wam psuł zabawy, więc nowych pojazdów, mini-gier i broni wymieniać nie będę. Wspomnę tylko o hołdzie dla nerdów: jeżeli jesteś zbyt nieśmiałym komputerowcem-prawiczkiem, by pójść poszaleć  i potańczyć do klubu i wyrwać jakąś piękną blondynę, możesz to zrobić w dodatku do gry;-)

The Ballad of Gay Tony znakomicie wieńczy sagę Grand Theft Auto IV i przez te parę godzin gry będziecie się bawić setnie. Ludziom, którym samo GTA4 się niezbyt podobało, proponuję zignorować tę grę. Nie ma tu nic nowego, co by was przekonało do zmiany opinii. Jest po prostu równie fajnie, co w zupełności mnie zaspokoiło.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.