Chiny ujarzmiły Internet

Cenzura internetowa w Chinach ma już 12 lat i nie zanosi się, by w tej kwestii cokolwiek się zmieniło.

Cenzura Internetu na terenie Chińskiej Republiki Ludowej jest regulowana przez wiele praw i regulacji. Ponad 60 ustaw opisuje sposób jej działania i sankcje za jej złamanie. Filtry, mające chronić wrażliwych obywateli mają obowiązek zakładać zarówno providerzy internetowi, jak i korporacje czy większe centra z dostępem do Sieci. Jedyne miejsca na terenie Państwa Środka, które są wolne od ograniczania wolności słowa, to Makao i Hong Kong. Tak zwana „internetowa policja” liczy sobie ponad 30 000 osób, a to też tylko nietajni pracownicy. Cenzura jest skuteczna, bowiem rząd inwestuje olbrzymie pieniądze w jej rozwój. Inspiracją były protesty, które dotyczyły konfliktu z Japonią, zanieczyszczenia środowiska i korupcji. Aktywiści działali nie tylko poprzez witryny internetowe, ale i komunikatory, czaty a nawet SMS-y. ChRL postanowiła zająć się wszystkimi tymi kanałami równocześnie, co zaowocowało największym i najskuteczniejszym mechanizmem tego typu na świecie. Reakcja na niestosowne treści trwa maksymalnie kilka minut a cyberdysydenci i dziennikarze od razu odsyłani są do więzienia. Poznajcie historię największego cyberreżimu, który, o zgrozo, być może czeka i nas.

Idea wychowywania społeczeństwa

Historia z placu Tiananmen to temat tabu, którego w Sieci poruszać nie wolno

Historia z placu Tiananmen to temat tabu, którego w Sieci poruszać nie wolno

Wszystko zaczęło się w grudniu 1997, kiedy to minister do spraw bezpieczeństwa obywateli, Zhu Entao, zaprezentował zbiór rozporządzeń, na mocy których zaczęto penalizować działania mające na celu „oczernianie agencji rządowych”, „dzielenie społeczeństwa” i „naruszanie tajemnic państwowych”. Kara za te wykroczenia wynosiła 15 000 yanów (ok. 5 000 zł w tamtych czasach) a obraźliwe treści miały być usuwane lub, jeżeli były umieszczane na zagranicznych portalach, blokowane na terenie Chin. Blokady bywały zdejmowane tylko na specjalne okazje lub w ramach dyplomatycznej kurtuazji. Jednak od 2001 roku blokad zazwyczaj już nie usuwano, chyba że sami zablokowani posiadali „uargumentowane powody, by ową blokadę zdjąć”.

Czego zatem musiały unikać internetowe portale? Oto wyciąg z rozporządzeń Entao:

  • Nie wolno nawoływać do oporu lub łamania prawa i decyzji administracyjnych
  • Nie wolno nawoływać do obalenia rządu lub socjalizmu
  • Nie wolno nawoływać do podziału kraju i narodu
  • Nie wolno nawoływać do nienawiści wobec jakiejkolwiek narodowości i łamać jej jedności
  • Nie wolno podawać informacji nieprawdziwych lub manipulować faktami, rozsiewać plotek, niszczyć porządku w społeczeństwie
  • Nie wolno promować feudalnych przesądów, pornografii, hazardu, przemocy, morderstwa
  • Nie wolno informować o akcjach terrorystycznych lub nawoływać do przestępstw, nie wolno obrażać innych osób lub pisać o nich nieprawdę
  • Nie wolno naruszać reputacji instytucji państwowych
  • Nie wolno wykonywać jakichkolwiek działań przeciw Konstytucji, prawu lub decyzjom administracyjnym

Projekt Złota Tarcza

W 1998 roku Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego ChRL powołało kosztowny program Złotej Tarczy. Pierwsze efekty prac zostały zaprezentowane dopiero w listopadzie 2003 roku, zaś 16 listopada 2006 roku został on oficjalnie otwarty przez Pekin. Złota Tarcza to sieć telekomunikacyjna dla policji, dzięki której ma ona zwiększyć swoją skuteczność. Sam projekt, nie wliczając kosztów rozwoju i utrzymania, kosztował 640 milionów euro i został nazwany przez media europejskie Wielkim Chińskim Firewallem.

Złota Tarcza zapobiega rutowaniu adresów IP i jest tak naprawdę klasterem sprzętowych firewalli, serwerów proxy i bram sieciowych.  System też stosuje metodę zatruwania DNS, by dodatkowo utrudnić (a właściwie uniemożliwić, z praktycznego punktu widzenia) oszukanie Tarczy. System w zamierzeniu nie jest jednak stuprocentowo skuteczny by, paradoksalnie, zwiększyć jego efektywność. Może się zdarzyć, że dane żądanie o wyświetlenie zablokowanej strony zostanie zrealizowane, identyczne w chwile później, zostanie odrzucone. Dzięki temu hakerom jeszcze trudniej złamać cały mechanizm.

Prawo zaciska pętlę

We wrześniu 2000 roku zaprezentowano nowe rozporządzenie w sprawie internetowych publikacji. W myśl dokumentu Rady Ludowej nr 292 chińskie media nie mogą linkować zagranicznych stron, a ich cytowanie musi najpierw zostać zaakceptowane przez odpowiedni  organ. Co więcej, by uzyskać prawo na publikowanie wiadomości, wydawnictwo internetowe musi zdobyć koncesję. Nielicencjonowane portale mogą wyłącznie publikować przedruki z koncesjonowanych serwisów i co również musi zyskać aprobatę odpowiedniego organu państwa. Co więcej, wszystkie umieszczone treści muszą być przetrzymywane przez 60 dni przez administratora strony, który, jeżeli wezwany, musi niezwłocznie je przekazać władzom

Chiński Internet się kurczy

Aż do czasów Olimpiady 2008 w Pekinie cenzura zablokowała dostęp do olbrzymiej ilości witryn. Wśród nich należy wymienić:

  • Wszystkie dotyczące sekty Falun Gong
  • Witryny newsowe poruszające takie tematy tabu, jak brutalność chińskiej policji, protest na Placu Tiananmen, wolność słowa czy demokracja. W efekcie odcięto dostęp od Voice of America, BBC News i Yahoo! Hong Kong
  • Witryny mediów, które mogą publikować „niestosowne” informacje, komentarze na temat sytuacji w Chinach i tym podobne. Takie jak Wikipedia czy LiveJournal
  • Witryny hostowane przez rząd Tajwanu i wszystkie informujące o walce o niepodległość tej prowincji
  • Witryny z treściami pornograficznymi i pełnymi przemocy
  • Witryny powiązane z Dalajlamą i ruchem walczącym o niepodległość Tybetu
  • Witryny społecznościowe, takie jak Facebook czy Twitter
Olimpiada spowodowała świadome wyłączenie części Wielkiego Firewalla. Na krótko...

Olimpiada spowodowała świadome wyłączenie części Wielkiego Firewalla. Na krótko…

Część z nich została odblokowana na czas Olimpiady i dano im „czysty start”, jednak szybko powrócono do stosowania blokad, gdyż, jak nietrudno się domyślić, dalej publikowały one treści, które były nieco „nie po drodze” władzom Chińskiej Republiki Ludowej. Naturalnie, indeksowanie tych witryn w wyszukiwarkach również jest zabronione.

Cenzura jest bezlitosna. Przykładowo, iTunes otrzymał permanentną blokadę za oferowanie politycznych albumów muzycznych takich artystów, jak U2, System of a Down czy Sting. A i władza nie patyczkuje się z obywatelami łamiącymi miejscowe prawo. Kary są rozdawane w sposób sprawny, szybki i skuteczny. To z kolei jest potężną bronią psychologiczno-wychowawczą: obywatele sami na siebie donoszą, by zdobyć względy władz i odwrócić od siebie uwagę. Każdy też zdaje sobie sprawę z możliwości elastycznej interpretacji rozporządzeń i jest bardzo ostrożny w tym, co przekazuje przez Internet.

Internet blokowany sprzętowo

Na mocy rozporządzenia Ministerstwa ds. Przemysłu i Informatyki od pierwszego lipca ubiegłego roku wszystkie urządzenia elektroniczne muszą mieć zainstalowane oprogramowanie Green Dam Youth Escort. Producenci muszą rozliczać się z każdego sprzedanego urządzenia z instytucjami rządowymi, by żaden laptop czy komórka nie „wymknęły się” przed preinstalacją tego oprogramowania. Czym jest ów Green Dam? Zdaniem chińskich polityków, służy by stworzyć „zielone, zdrowe i pełne harmonii środowisko online bez zatruwania młodzieży szkodliwymi informacjami z Internetu”. Oficjalnym powodem była pornografia bo, zdaniem rządu, chiński Internet „od zawsze był otwarty”. Jak na razie Green Dam, mimo wnikliwych analiz jego działania, nie wykazał żadnej innej aktywności od deklarowanej i faktycznie blokuje tylko pornografie, nie szpiegując swoich użytkowników, ale ciężko uwierzyć, by ten stan się utrzymał, zwłaszcza biorąc pod uwagę inne działania chińskiej cenzury. Na marginesie: krytyka lub kwestionowanie potrzeby instalacji tego oprogramowania jest prawnie zabroniona.

Najlepszą obroną jest atak!

Chińskie organy ścigania są bardzo konsekwentne w egzekwowaniu prawa, czego dowodzą ostatnie ataki na Google’a. Władze próbowały zdobyć dane podejrzanych o łamanie prawa osób, które wymknęły się spod monitoringu Złotej Tarczy. To już nie pierwsza tego typu próba wyłudzenia informacji, Google, Yahoo! czy Windows Live już nieraz były atakowane, jednak po raz pierwszy w historii cyberszturm był tak spektakularny.

– Te ataki i inwigilacja, którą odkryły, w połączeniu z wieloletnimi próbami ograniczenia wolności słowa w Sieci, poprowadziły nas do decyzji, że powinniśmy zrewidować wykonalność naszych operacji biznesowych w Chinach – napisano na oficjalnym blogu Google’a. – Zdecydowaliśmy się, że nie będziemy więcej cenzurować naszych wyników na Google.cn, a w ciągu kilku najbliższych tygodni będziemy ustalać z chińskim rządem, w jaki sposób zgodnie z prawem możemy dostarczyć niefiltrowane wyniki wyszukiwania, jeśli w ogóle. Zdajemy sobie sprawę, że to może oznaczać konieczność zamknięcia Google.cn i potencjalnie naszych biur w Chinach.

Yahoo! w swoim oświadczeniu napisało – Stoimy w jednym szeregu z Google. Uważamy, jako jeden z internetowych pionierów, że tego typu ataki, a także ograniczanie wolności słowa i pogwałcanie wolności słowa, są niedopuszczalne. Nie wiadomo jednak, czy Yahoo! również było celem ataków.

Świat zazdrości Chinom

Dotychczas chińska cenzura była tematem abstrakcyjnym, dotyczyła potężnego, acz odległego kraju. Jednak zachodni politycy coraz chętniej patrzą na możliwości, jakie daje kontrola informacji.

Unia Europejska wyraźnie zazdrości Chinom w pewnych kwestiach

Unia Europejska wyraźnie zazdrości Chinom w pewnych kwestiach

W Polsce telefonie komórkowe będą zmuszone śledzić każdy ruch obywatela. Sieć Era szacuje wydatek samego wdrożenia wymaganego systemu na ponad 50 milionów złotych. Policja i pokrewne służby będą mogły bez nakazu szperać po historii przeglądanych witryn internetowych i przeglądać pocztę. Nie sposób też nie powiedzieć o osławionym pakiecie telekomunikacyjnym, w myśl którego zespół ekspertów będzie oceniał witryny i decydował, czy mogę je czytać, czy nie. Polacy wręcz wychylają się przed szereg i tworzą

Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych.

W pewnym momencie będziemy zmuszeni zdecydować kiedy powiemy „stop!” naszej władzy i kiedy ułatwienie jej działania będzie się odbywało kosztem zbyt dużego ograniczenia wolności. Nie musimy podzielić losu Chińskiej Republiki Ludowej – politycy zawsze będą łasi na nasze głosy i wysłuchają masowego sprzeciwu swoich wyborców. Kiedy skończy się twoja cierpliwość to już twoja prywatna sprawa. Internet kontrolowany przez władze na całym świecie to nie bujda. Ale też niekoniecznie twoja przyszłość. Dzięki Chinom wiesz, co może cię czekać, sam możesz ocenić, czy ten system się sprawdza, czy nie, i zdecydować. Wszystko zależy od ciebie.

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.