Mass Effect 2 – piękna space opera na dwóch płytach DVD

Mass Effect 2 – na tę grę czekałem z wypiekami na policzkach. Powaliła mnie, jest genialna. Ale jest dużo gorsza, niż mogłaby być.
Mass Effect 2

Mass Effect 2

Na wstępie zaznaczę, że nie grałem w poprzednią część a gry jeszcze nie skończyłem. Możliwe więc, że jest tu kilka błędów (w co wątpię), co mam nadzieję sprostujecie. Ale do rzeczy: oto moje wrażenia po paru dniach katowania tego genialnego RPG-a w wersji polskiej dla Xboksa 360.

Jestem absolutnie zauroczony. Ta gra jest zdecydowanie zrobiona „pode mnie”. Kocham science-fiction, ubóstwiam space opery, a te klimaty jakoś niechętnie są eksploatowane przez twórców gier. Zupełnie nie rozumiem czemu – to bardzo wdzięczne tematy, zarówno od strony projektowania samej gry, jak i możliwości pochwalenia się możliwościami engine’u gry. Mass Effect 2 to space opera pełną gębą.

Gra jest piękna i epicka. Wszyscy fani dobrego science-fiction będą się czuli jak ryba w wodzie. Nawet encyklopedię (polecam się zmusić i poczytać przed grą, bardzo pomaga zrozumieć niektóre niuanse tego świata) fajnie się czyta. Fabuła jest bardzo, bardzo bogata, szalenie spójna, niesamowicie wciągająca. BioWare stworzyło ten wszechświat zupełnie od podstaw, ale nie kuleje on wobec znanych franczyz (Star Trek, Gwiezdne Wojny, Gwiezdne Wrota, itd.) w żadnym stopniu, a miejscami nawet pokazuje, że BioWare ma kilka swoich świeżych i bardzo dobrych pomysłów. Inne rasy, światy – to wszystko zostało opracowane w każdym detalu i zrobiono to perfekcyjnie. Setting tego RPG-a oceniam na celujący.

Sceny z Człowiekiem Iluzją są genialnie zrealizowane

Sceny z Człowiekiem Iluzją są genialnie zrealizowane

Postacie i fabuła są również świetne. Wszyscy, których jak dotąd poznałem, są bardzo przekonujący i wiarygodni. Zniszczeni nieco przez polski dubbing (czemu, do cholery, to jest taki problem?! Nie licząc wyjątków, jak Baldur’s Gate i parę innych, wypada to zawsze koszmarnie! Obawiam się, że to nie wina aktorów, a słabej reżyserii i realizacji! Weźcie się do roboty, bo zamiast wzbogacać – kaleczycie gry!) posiadają swoje osobowości i charaktery, problemy, marzenia, pragnienia. Dzięki nim ta gra jest dodatkowo bardzo wciągająca – do niektórych postaci czuje się autentyczną sympatię, do niektórych antypatię. Nie jestem nawet w połowie gry, więc rzetelnie się o fabule nie wypowiem, ale jak dotąd jest również bardzo dobrze. Intryga wciąga. Jest tylko jeden, mały szkopuł, przez który zamiast celującego, wystawię tej grze czwórkę z dużym plusem: BIOWARE. Otóż ta firma kurczowo trzyma się jednego schematu w RPG-ach: „zbierz drużynę do kupy, pomóż jej rozwiązać jej problemy z przeszłości, udaj się na ostateczną misję z wielkim bossem”. Więc co z tego, że pomysł na historię jest super? Co z tego, że uniwersum Mass Effekta jest genialnie opracowane? Co z tego, że oprawa audiowizualna i gameplay (o nich za chwilę) co najmniej „dają radę”, skoro jest dalej ten cholerny schemat? Powiem więcej, nie znałem go, bo to mój pierwszy RPG BioWare’u. Ale wystarczy, że bardziej obeznani koledzy mi o tym powiedzieli, i od razu on wychodzi na wierzch. Mass Effect ma być trylogią. Mam nadzieję, że trzecia część mnie zaskoczy. Bo cała reszta w tej grze jest po prostu mistrzowska, a to też jest tylko szczegół. Ale na tyle duży, że przeszkadza.

Galaktyczni rozrabiacy:)

Galaktyczni rozrabiacy:)

Grafika, jak na RPG-a, jest śliczna. Pamiętajmy, że gry fabularne są bardzo, bardzo rozległe, dużo bardziej, od tradycyjnych strzelanek. Dlatego też taki Far Cry, Call of Duty czy Gears of War wyglądają sporo lepiej. Jednak wśród RPG-ów to Mass Effect 2 niszczy system. Co więcej, niedoróbki graficzne są bardzo skutecznie maskowane przez twórców gry. Długo będę miał w pamięci scenę (nie filmik, a podczas gameplay’a), jak udaję się do klubu muzycznego, gdzie puszczają świetną, trance’ową muzykę, gdzie wizualizacje powodują, że szczęka opada, a potem, jak już stamtąd wychodzę, widzę piękny zachód dwóch słońc. Odpłynąłem:) To są właśnie moje klimaty, a takiego miksu jeszcze mi nikt nie zaserwował. Świetnie to wygląda, aczkolwiek, oczywiście, są dużo ładniejsze gry. W Mass Effekcie po prostu rządzi estetyka, projekty postaci, ich ubioru, obce planety, krajobrazy i otoczenie. Reżyseria też stoi na wysokim poziomie: każda rozmowa z Człowiekiem Iluzją przyprawia o dreszcze. A że jest tego tyle, to konsola nie wyrabia, więc mogłoby być ładniej, tak jak w strzelankach, gdzie nie zwiedzamy całej galaktyki, a „tylko” kilkanaście poziomów. Efekty dźwiękowe są przyzwoite. Nie wyróżniają się, nie rażą, spełniają swoją rolę. Muzyka jest bardzo klimatyczna i dopasowuje się do tego, co dzieje się na ekranie. Znajdziemy tu zarówno symfoniczne, orkiestrowe nuty, jak i nieco psychodelicznej elektroniki. Wszystko stonowane, bardzo dobrze skomponowane. Piątka!

Walka przypomina nieco Gears of War

Walka przypomina nieco Gears of War

No dobra, to teraz skupmy się na samym gameplay’u. Czas odstraszyć bardzo wiele osób. To jest gra FABULARNA pełną gębą. Oznacza to, że pojedynkowanie się z wrogami, to jakieś 2/3 Mass Effekta, i to też licząc optymistycznie. Reszta to zagadki, eksploracja, zarządzanie drużyną, swoim statkiem. Jest tego ogrom. Wiele godzin spędzisz na odkrywaniu nowych systemów gwiezdnych, negocjacjach, przekonywaniu innych do swoich racji, rozwiązywaniu osobistych problemów swoich przyjaciół, i tak dalej. Z drugiej strony jest to pierwszy RPG, który tak bardzo mi się podoba ze względu na ograniczenie do niezbędnego minimum rozwoju postaci i doboru ekwipunku. No nienawidzę tego, strasznie mi to niszczy klimat gry. Kto w fajnym filmie, książce czy realu w ogóle mówi o czymś takim, jak +1 do zręczności? Statsy mi niszczą każdą grę, a w tej nie dość, że mogę zdać się na automat (czyli po prostu postacie się rozwijają wraz ze zdobywaniem doświadczenia – i mi to WYSTARCZY), to jeszcze ręczne przydzielanie jest równie proste. Ekwipunek jest też bardzo czytelny i intuicyjny, nie trzeba pół godziny myśleć nad 500 rodzajami pistoletów. Prosto, łatwo, przyjemnie – dla mnie. Elementy akcji mocno przypominają Gears of War. Klawiszologia jest prawie taka sama, tak tam, z rozwinięciem o dodatkowe możliwości (biotyka, czyli odpowodnik magii). Gra jest prosta, ale nie prostacka. Nie nudzi tym, że jest za łatwa, ale też nie frustruje i nie zmusza do ciągłego wczytywania save’ów. Lewym triggerem przymierzamy, prawym strzelamy, „A” biegniemy, itd. Proste i fajne. Brawo! Walka przez to jest dynamiczna, wciągająca i przyjemna.

A zatem podsumujmy, komu polecić tę grę. Jeżeli szukasz RPG-a, który zauroczy cię milionem sposobów kustomizacji postaci, setką współczynników, i tak dalej – wara od tej gry, bo jest uproszczona do maksimum pod tym względem! Jeżeli chcesz sobie postrzelać i popatrzyć na widowiskowe wybuchy przerywane krotkimi filmikami – wara od tej gry, bo zaśniesz przy dialogach i milionach innych czynności, które musisz wykonać. Jeżeli chcesz, jak ja, po prostu przeżyć kosmiczną przygodę, użyć wyobraźni, stać się częścią cudownie wykreowanego świata science-fiction, to Mass Effect 2 to znakomita inwestycja. Solą w oku jest cholerny schemat BioWare, ale wybaczam im to, jeżeli się jego pozbędą w „trójce”. Gra mogła być wybitna, a przez niego jest po prostu bardzo dobra.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.