Ubuntu zje Windowsa?

Trwa premiera nowego Ubuntu. Fani Linuksa szaleją. Osobiście nie testowałem jeszcze nowego tworu Canonical, ale jeśli zapowiedzi mają pokrycie w rzeczywistości, to Microsoft ma się czego obawiać.
Armia Pingwinów ma w nosie Okna, chce wejść frontowymi drzwiami

Armia Pingwinów ma w nosie Okna, chce wejść frontowymi drzwiami

Windows czy Linux? Wojna Pingwina z Oknami trwa w najlepsze a fani, fanboje mają swoje używanie. Na ringu staje aktualna wersja systemu Microsoftu, czyli sławna „siódemka”. Canonical z kolei wystawia, moim zdaniem najlepszą dystrybucję Linuksa na rynku, czyli Ubuntu 10.04 LTS. Gdzieś tam z boku mamy Mac OS-a, ale że nie da się zainstalować go na większości laptopów (o przeróbkach wykonanych przez pasjonatów nie rozmawiamy), to odpuśćmy go sobie. Który system powinien podbić rynek? Wszyscy wiemy, że Windows ponownie będzie systemem dominującym, ale dla mnie jest to wbrew jakiejkolwiek logice.

Haha, pewnie myślicie, że zmieniłem wyznanie i przerzuciłem się na Pingwina. Oj nie, do tego jeszcze daleko, możecie dalej flejmować jak ostatnio. :). Dalej uważam produkt Microsoftu za lepszy od Ubuntu. Wbrew panującej wśród pieniaczy opinii, to bardzo stabilny i wydajny system (pamiętajmy, że nie liczy się tylko „jak szybko się uruchamia”, a także „ile czasu na systemie dany program będzie coś wykonywał” (na przykład Photoshop obrabiał kilkusetmegabajtowe zdjęcie)). Zdaniem ekspertów, Windows obecnie jest również znakomicie zabezpieczony. Wierzę im. Mamy na niego masę komercyjnych, znakomitych aplikacji. Nie ma problemu z obsługą sprzętu. Żadnego. Chyba, że bardzo starego. A na dodatek inwestowane są w niego miliony dolarów, na opracowanie, research, itd. Dalej wolę Windows.

Ale weźmy też pod uwagę to, że Ubuntu… działa. I działa znakomicie! Ma dużo mniejsze wymagania sprzętowe, radzi sobie już całkiem nieźle z masą sprzętu, jest estetyczne, w wielu kwestiach bardziej innowacyjne od samego Windows, jest bardzo łatwe w obsłudze i coraz częściej bezproblemowe. I zintegrowany sklep z muzyką, i Centrum Oprogramowania, którego Windowsowi tak bardzo brakuje. Innymi słowy, do codziennych czynności 80 procent osób wystarczy w zupełności. I jest, uwaga,

za darmo

!

Dochodzimy do momentu, kiedy to Windows jest swego rodzaju Lexusem, a Ubuntu ekonomiczną, zgrabną i wydajną Toyotą. Lexus jest kozacki, ale praktyczniejsza jest Toyota. Ja lubię rzeczy na wypasie, ale towary luksusowe zawsze stanowią niewielki procent rynku. Normalni użytkownicy, którzy nie są na tyle walnięci jak ja, kupują towar masowy. A moim zdaniem takie właśnie jest Ubuntu.

Jestem przekonany, że atmosfera w firmie Microsoft jest nerwowa. Koncern na razie jest bezpieczny ze względu na lukratywne umowy z producentami komputerów. Windows jest preinstalowany na praktycznie każdym notebooku, przez co koncern dalej kosi astronomiczną ilość pieniędzy a większość Kowalskich o istnieniu Ubuntu nie ma pojęcia. Ale jestem święcie przekonany, że gdyby pomysł na partnerstwa OEM nigdy nie powstał, to na dzień dzisiejszy gros użytkowników, zamiast płacić 350 zł za system, pobrałoby darmowe Ubuntu. Profesjonaliści, użytkownicy poważnych aplikacji, potrzebujący Photoshopa, Exchange’a czy Office’a, lub po prostu entuzjaści czy zapaleni gracze, dalej używaliby Windowsa. Uczniowie, studenci, osoby używające kompa do Facebooka, poczty i przeglądania Internetu nie mają żadnego, ale to żadnego powodu, by płacić niemałą kasę za Windows. A nie sądzę, by Microsoft był gotowy na nagłe odejście od jego systemów. Myślę, że mimo znakomitej sprzedaży

jak na towar luksusowy

, firma by upadła.

Inną sprawą jest to, że Canonical wciąż dokłada do interesu…

O nowym Ubuntu więcej dowiesz się tu. Warto zajrzeć też na Linuxbloga – siekacz na pewno już szykuje notkę z autentycznych, własnoręcznych testów.

Kontynuujemy nasz nowy zwyczaj – jeżeli jakieś komentarze przykują moją uwagę, będę je publikował w następnej notce. Ważna uwaga: komentarze do komentarzy (sic!) umieszczamy pod odpowiednią notką (czyli tam, skąd one pochodzą).  Mam nadzieję, że dzięki temu trochę postymuluję jeszcze dyskusję, zwłaszcza, że niejednokrotnie komentujący mają więcej ciekawych rzeczy do powiedzenia, niż ja sam;)

Z notki pt.Patent na patenty wybrałem komentarz siga. Zdania mojego nie zmienił, ale przynajmniej trzeźwo myśli;)

Ano właśnie problemem nie są patenty.ale ich zbyt szeroki zakres. Swoją drogą rzeczowa ochrona i tak jest absurdalna, ochrona na „wynalazki programowe” (np algorytmy) czy też prawa do książki/utworu muzycznego itp są dużo dłuższe niż ochrona nowych leków mimo że tworzenie tych pierwszych kosztuje dużo dużo więcej. Zaś same patenty powinny wrócić do swojej pierwotnej postaci czyli konkretnych rozwiązań, a nie coraz bardziej ogólnych pomysłów (jeszcze trochę i w usa opatentowane będzie oddychanie)

ps jest też iskierka nadziei, jakiś „Hamerykański” sąd stwierdził wprost (w uzasadnieniu) że geny nie podlegają patentom. firma posiadające ‚prawa” do takowych naturalnie będzie się odwoływać, zobaczymy co z tego wyniknie.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.