Fotograficzne koła ratunkowe

Wykonanie udanego, ciekawego zdjęcia zależy przede wszystkim od umiejętności fotografa, ale dobór odpowiedniego sprzętu również ma znaczenie. No i oczywiście dobrze mieć też trochę szczęścia, które sprawi, że chmury ułożą się na niebie wyjątkowo efektownie, a cudny motyl posiedzi na kwiatku co najmniej kilka sekund dłużej.
Przeczytaj artykuł i znajdź wyjście z trudnej sytuacji!
Przeczytaj artykuł i znajdź wyjście z trudnej sytuacji!

Niestety, tak to z tym szczęściem bywa, że czasami jest go nieco mniej, niż potrzeba. Pani Fortuna lubi chyba nawet droczyć się z fotografami, zsyłając na nich nieszczęśliwe zbiegi okoliczności. Nieszczęśliwe, czyli takie, w których jesteśmy w odpowiednim miejscu i we właściwym czasie, ale… bez potrzebnego sprzętu fotograficznego. Chcemy sfotografować miasto nocą, a nie wzięliśmy statywu, albo zależy nam na sfotografowaniu wysokiego budynku, ale nie mieści się on w kadrze, bo zapomnieliśmy zabrać obiektyw szerokokątny. A za plecami ściana… Albo motyw jest zbyt kontrastowy, albo temperatura barwowa źródeł światła ciągle się zmienia, albo obiekt, który chcemy sfotografować, porusza się zbyt szybko… Albo, albo… Tak jak w teleturnieju, możemy wtedy wykonać telefon do przyjaciela, który przywiezie potrzebny sprzęt. Jest jednak inne, prostsze i często lepsze rozwiązanie – skorzystanie z koła ratunkowego. Jakiego? Patrz punkt pierwszy. Wykonanie udanego zdjęcia zależy przede wszystkim od umiejętności fotografa…

To zdjęcie wykonano Sony A900 przy ogniskowej 24 mm i dopiero w czasie oglądania na monitorze okazało się, że jest na nim kilka detali, które warto by zaprezentować oddzielnie, np. przepiękny dach. Nawet tak mocne wykadrowanie pozwala na wykonanie odbitek ok. 10×15 cm (przy 250 dpi)!

To zdjęcie wykonano Sony A900 przy ogniskowej 24 mm i dopiero w czasie oglądania na monitorze okazało się, że jest na nim kilka detali, które warto by zaprezentować oddzielnie, np. przepiękny dach. Nawet tak mocne wykadrowanie pozwala na wykonanie odbitek ok. 10×15 cm (przy 250 dpi)!

1. Brakuje mi zoomu!


Trudność: *

Problem:

Często bywa tak, że rezygnujemy z wykonania zdjęcia motywu, bo znajduje się on za daleko. Co innego, gdybyśmy mieli w ręku kompakt z 30-krotnym zoomem optycznym, wtedy można by poszaleć… A jednak — nawet jeśli dysponujemy tylko 3-krotnym zoomem lub obiektywem stałoogniskowym, warto próbować uwiecznić to, co uznamy za interesujące. Co więcej, może się okazać, że zarejestrowane przez nas zdjęcie będzie miało wyższą jakość niż z kompaktu z długim zoomem.

Rozwiązanie:

Na początku warto pamiętać o tym, że długość ogniskowej obiektywu określa tak naprawdę tylko jeden parametr — jego kąt widzenia. Wycinek kadru zarejestrowany obiektywem 300 mm (kąt widzenia po przekątnej ok. 6 stopni) będzie więc znacznie węższy niż ten sfotografowany obiektywem 50 mm (kąt widzenia ok. 46 stopni), ale przedmioty odwzorowane na wspólnym fragmencie obu fotografii będą wyglądały identycznie! Nie zmienią się ich proporcje, kształty albo nie zmniejszy się głębia ostrości. Wiele osób kadruje zdjęcia na etapie obróbki w komputerze, lecz traktuje ten etap jako lekkie poprawianie fotografii, a nie jej tworzenie. Tymczasem współczesne aparaty cyfrowe, zwłaszcza lustrzanki, umożliwiają wycięcie tylko niewielkiego fragmentu kadru, z zachowaniem jego odpowiedniej jakości. Na przykład Canon EOS 7D rejestruje pliki o maksymalnej rozdzielczości 5184×3456 pikseli (18 mln), a Sony A850 — aż 6048×4032 pikseli (24 mln). Jeśli w trakcie kadrowania zmniejszymy połowę zdjęcia z 7D, to nadal zostanie nam 2592×1728 pikseli, co przekłada się na wydruk 15×22 cm przy 300 dpi, a w przypadku A850 otrzymamy 17×26 cm (3024×2016 pikseli). To może jeszcze zetnijmy kadr o połowę (czyli w sumie o 75%)? Z Canona otrzymamy plik o wymiarach 1296×864 pikseli, co przy zapewniających nadal wysoką jakość wydruku 250 dpi przekłada się na odbitkę 9×13 cm. Sony przy 250 dpi zapewni rozdzielczość aż nadto odpowiednią do wydruku 10×15 cm. A jak się ma kadrowanie do zastępowania zoomu optycznego? Obcięcie połowy powierzchni kadru odpowiada dwukrotnemu wydłużeniu ogniskowej obiektywu, a obcięcie 75% — czterokrotnemu. Jeśli najdłuższa ogniskowa zoomu wynosi ok. 90-100 mm, kadrowanie o 75% będzie więc naśladowało użycie 400-milimetrowego teleobiektywu!

Oczywiście jest też druga strona medalu. Rozdzielczość matrycy, a przez to i pliku końcowego, to niejedyny czynnik wpływający na jakość zdjęć. Dużo do powiedzenia ma również obiektyw oraz wymagania, jakie stawia przed nim gęstość upakowania pikseli na matrycy. Im większa matryca, tym wymagania są niższe, dlatego kadrowanie plików nawet o 75% z pełnoklatkowej Alfy A850 naprawdę ma sens. Przy Canonie EOS 7D (matryca typu APS-C) tak radykalne wycinanie fragmentu kadru wymaga już zastosowania bardzo dobrego obiektywu i wyboru środkowego pola kadru, bo bliżej brzegów rzeczywista rozdzielczość jest niższa. A przy kompaktach cyfrowych? Nawet jeśli mają matryce o dużej rozdzielczości, np. 15 mln pikseli, radykalne kadrowanie jest niewskazane, bo wymagania matryc są w ich przypadku znacznie większe niż to, co mogą zapewnić obiektywy. Dlatego w rzeczywistości nawet nieskadrowane zdjęcie z kompaktu z zoomem 20-30x i o dużej rozdzielczości matrycy może mieć gorszą jakość niż… wycinek z kadru zarejestrowanego pełnoklatkową lustrzanką.

RAW — lek na całe zło
Kłopoty z balansem bieli, zbyt mały zakres tonalny, niedoświetlenie lub prześwietlenie zdjęcia, zbyt duże szumy, zbyt mała ostrość… Wiele z tych problemów zlikwidujemy całkowicie lub bardzo ograniczymy, jeśli będziemy zapisywać zdjęcia w formacie RAW. Każdy, kto choć raz zobaczył, jak potężne możliwości daje wywoływanie surowych zdjęć
w dowolnym programie do RAW-ów, stara się z nich jak najczęściej korzystać.  Jedną z opcji, która w czasie obróbki RAW-ów jest prosta, szybka i przyjemna, podczas gdy w przypadku korekcji pliku JPEG sprawia spore problemy, jest ustalenie właściwego balansu bieli. W programie Adobe Lightroom, podobnie jak w większości innych “RAW-erów”, właściwą kolorystykę najprościej ustalić, posługując się narzędziem Pipeta. Najeżdżamy na obszar zdjęcia, który w rzeczywistości powinien być neutralnie szary, klikamy i… gotowe. W razie potrzeby możliwa jest dodatkowa korekcja przeprowadzona za pomocą suwaków.

Przerysowany HDR. Obróbka obrazu HDR może skończyć się na etapie, w którym trudno odróżnić go od zwykłego zdjęcia. Można też, tak jak w tym przypadku, pójść nieco dalej i

Przerysowany HDR. Obróbka obrazu HDR może skończyć się na etapie, w którym trudno odróżnić go od zwykłego zdjęcia. Można też, tak jak w tym przypadku, pójść nieco dalej i “przerysować” efekty, uzyskując niezwykły rezultat.

2. Tylu szczegółów nie da się pokazać!
Trudność: ****


Problem:

Wiele motywów, które fotografujemy, nie chce się zmieścić w zakresie tonalnym oferowanym przez matrycę aparatu. Albo najjaśniejsze elementy zostaną zarejestrowane jako całkowicie białe, wypalone, albo też szczegóły umieszczone w ciemnych partiach obrazu zlewają się w jednolitą czerń. Dotyczy to najczęściej fotografii krajobrazowych. Rozwiązaniem jest w takim przypadku zastosowanie filtra połówkowego, ale co zrobić, gdy nie mamy go w danym momencie w torbie fotograficznej?

Rozwiązanie:

Najlepszym wyjściem z tej sytuacji jest skorzystanie z techniki HDR (High Dynamic Range) polegającej na wykonaniu kilku zdjęć tego samego kadru, różniących się poziomem naświetlenia. Najlepiej wykorzystać w tym celu funkcję bracketingu, dzięki której aparat sam wykona, jedno po drugim, kilka różnie naświetlonych ujęć danego kadru. Jeśli jednak nie mamy takiej możliwości, wystarczy ręcznie wprowadzić korekcję ekspozycji in plus oraz in minus na poszczególnych zdjęciach, starając się, aby nie zmienić w tym czasie kadru. Dlatego najłatwiej jest rejestrować składowe obrazu HDR z aparatu umieszczonego na statywie, ale nawet jeśli statywu nie mamy, zdecydowanie warto spróbować.

Dobra wiadomość jest bowiem taka, że coraz większa liczba programów do HDR umożliwia ręczną lub automatyczną korekcję położenia poszczególnych ujęć składowych, opartą na wykrywaniu punktów wspólnych. Całą sprawę ułatwia też to, że w przypadku zdjęć krajobrazowych mogą to być tylko dwa ujęcia, z których jedno naświetlimy w taki sposób, by dobrze odwzorować partię nieba, a drugie (zwykle jaśniejsze o ok. 2 EV), by pokazać wszystkie szczegóły umieszczone na ziemi. Przy zdjęciach wnętrz (np. kościoła z malowniczymi witrażami) liczba zdjęć składowych musi być już niestety większa: od 3 do nawet 8 ujęć.

Przykład:

Typowy przykład zdjęcia krajobrazowego i problemu, jakie niosło jego wykonanie zobaczymy u góry. Przy mocniejszym naświetleniu niebo wychodziło blade, a chmury prawie niewidoczne, za to dobrze widać było wszystko, co znajduje się na ziemi. Natomiast naświetlenie z pomiarem ekspozycji wykonanym na niebo powodowało, że położone na pierwszym planie agawa, kamienie i pozostała roślinność ginęły w mroku. Rozwiązaniem okazał się obraz złożony z tych dwóch ujęć w technologii HDR. Efekt końcowy został poddany jeszcze obróbce na warstwach (mnożenie i nakładka) w celu wzmocnienia, a nawet doprowadzenia do pewnej przesady wyrazistości obrazu.

To zdjęcie zostało wykonane lustrzanką Konica Minolta 5D przy czasie naświetlania aż 1,6 s. Byłoby na pewno poruszone, gdyby nie to, że zostało wykonane w trybie samowyzwalacza, a sam aparat spoczywał wygodnie na... leżaku przy brzegu basenu. Korekcja wynosiła -2,5 EV.

To zdjęcie zostało wykonane lustrzanką Konica Minolta 5D przy czasie naświetlania aż 1,6 s. Byłoby na pewno poruszone, gdyby nie to, że zostało wykonane w trybie samowyzwalacza, a sam aparat spoczywał wygodnie na… leżaku przy brzegu basenu. Korekcja wynosiła -2,5 EV.

Na pewno poruszę i będzie nieostre!
Trudność: **


Problem:

Wiele osób rezygnuje z wykonania fotografii w słabych warunkach oświetleniowych albo robi zdjęcie z wykorzystaniem wbudowanej lampy błyskowej i uzyskuje słabo wyglądające, całkiem nienaturalne zdjęcia.

Rozwiązanie:

Sekret rejestrowania ciekawych, a co ważniejsze, naturalnie wyglądających zdjęć, np. nocą, polega zwykle na umiejętnym stosowaniu dwóch narzędzi: długiego czasu naświetlania i korekcji ekspozycji.

Problem w tym, że długi czas naświetlania kojarzy nam się od razu z koniecznością zamontowania aparatu na statywie, podczas gdy w rzeczywistości dość często można taki statyw czymś zastąpić. Oczywiście, prawdziwy statyw zapewnia większą wygodę podczas fotografowania, ale za to wygoda noszenia go jest już mocno dyskusyjna. Przeciętny statyw aluminiowy wraz z małą głowicą ważą w sumie około 5 kg, więc noszenie takiego dodatku przez cały dzień, bo “a nuż się przyda”, to prawdziwy heroizm. Czasami zwyczajnie lepiej zaryzykować i nie brać trójnogu ze sobą, a w razie czego… improwizować.

Wiele rzeczy może w razie potrzeby zastąpić statyw — plecak fotograficzny położony na ziemi, gałąź drzewa, stosik kamieni, ławka, a w przypadku kadrów pionowych chociażby ściana lub pień drzewa, do którego przyciśniemy aparat. Co ciekawe, uzyskane w ten sposób kadry mogą być nawet bardziej oryginalne i efektowne od zwykłego kadrowania aparatem trzymanym na wysokości głowy fotografującego. Pamiętajmy jednak, że — tak jak przy fotografowaniu ze zwykłego statywu — warto ograniczyć dodatkowe czynniki, które mogą poruszyć zdjęcie. Zamiast naciskać spust migawki, użyjmy samowyzwalacza (ewentualnie wężyka spustowego), a w lustrzankach dobrze jest włączyć opcję wcześniejszego podniesienia lustra.

Drugą rzeczą, której warto dokonać, jest korekcja ekspozycji. Światłomierz aparatu będzie się starał, by nawet zdjęcie zarejestrowane w pochmurną noc było odpowiednio jasne i wyglądało, jakby było wykonane za dnia, a środkiem do tego będzie znaczące wydłużenie czasu naświetlania. Dlatego jeśli wprowadzimy korekcję, skrócimy czas naświetlania (mniejsze ryzyko “poruszenia” obrazu), a na dodatek zdjęcie będzie wyglądało lepiej. Można zacząć od ustawienia korekcji -1 EV, co w praktyce przełoży się na skrócenie czasu naświetlania o połowę, a następnie wykonać zdjęcie i ocenić, czy nie potrzeba np. jeszcze obniżyć EV. Jeśli równocześnie podniesiemy czułość ISO z wartości od 100 do 800 lub 1600, czas naświetlania skróci się jeszcze 16-krotnie, czyli w połączeniu z korekcją -1 EV już 32-krotnie. Może się nawet okazać, że zdjęcie można wykonać z ręki, zwłaszcza jeśli stabilizacja aparatu lub obiektywu dorzuci od siebie jeszcze 2-3 EV zapasu.

Pamiętajmy tylko, że podnoszenie czułości ISO zawsze skutkuje obniżeniem jakości zdjęcia. Nowe lustrzanki cyfrowe czułość ISO 1600-3200 zniosą bez większej szkody, natomiast w aparatach kompaktowych lepiej nie wychylać się poza ISO 800.

Trudno w to uwierzyć, ale obie fotografie zostały wykonane kompaktem, który ma lampkę wbudowaną na stałe, nawet niepodnoszoną do góry — Sony HX5. W pierwszym przypadku lampka nie była niczym osłonięta, natomiast na zdjęciu prawym przed lampką został umieszczony kawałek papieru, wielkości ok. 5×5 cm. Prosty zabieg, a efekt znacznie bardziej naturalny.

Trudno w to uwierzyć, ale obie fotografie zostały wykonane kompaktem, który ma lampkę wbudowaną na stałe, nawet niepodnoszoną do góry — Sony HX5. W pierwszym przypadku lampka nie była niczym osłonięta, natomiast na zdjęciu prawym przed lampką został umieszczony kawałek papieru, wielkości ok. 5×5 cm. Prosty zabieg, a efekt znacznie bardziej naturalny.

Koła ratunkowe dla lampy błyskowej
1. Zmiękczamy światło

Zdjęcia wykonane z lampą wbudowaną w aparat wyglądają zwykle nienaturalnie — pierwszy plan jest dobrze naświetlony lub nawet lekko prześwietlony, tło ginie w mroku, do tego w wielu miejscach pojawiają się nieeleganckie cienie. Rozwiązaniem są różnego rodzaju dyfuzory, które można kupić i zamontować na lampie błyskowej lub przed nią, ale… są prostsze sposoby. Niemal wszędzie znajdzie się kawałek białej kartki, którą wystarczy trzymać przed palnikiem lampy pod kątem około 45 stopni. Dzięki temu część światła odbije się od niej w górę, a następnie — rozproszona — wróci i łagodnie oświetli fotografowany obiekt, a część przejdzie przez kartkę i oświetli obiekt z przodu. Musimy jednak pamiętać o tym, że moc błysku lampek wbudowanych w aparaty jest dość mała, więc w przypadku fotografowania w większych pomieszczeniach posługiwanie się papierowym dyfuzorem może spowodować stratę jasności zdjęcia. Można temu zaradzić, zwiększając czułość ISO matrycy aparatu.

2. Bezstresowy balans bieli
Fotoreporterzy i filmowcy, którzy pracują często w pomieszczeniach, gdzie miesza się wiele rodzajów światła, np. jarzeniowe, żarowe i dzienne, mocno różniące się temperaturą barwową, mieliby problem z uzyskaniem właściwej kolorystyki zdjęć. Rozwiązaniem jest prosty trik — zamontowanie przed palnikiem lampy kolorowej folii, najczęściej pomarańczowej, lecz tak naprawdę kolor zależy od planowanego efektu, np. przy fotografowaniu w świetle jarzeniowym warto stosować nakładkę o odcieniu zielonkawym, a jeśli zależy nam na ociepleniu zdjęcia w świetle dziennym, na palnik nakłada się folię żółtawą.

Prezentowany obraz powstał z 12 ujęć zarejestrowanych w dwóch poziomych pasach. Zdjęcia zostały wykonane Canonem EOS 550D ze standardowym zoomem, przy ogniskowej 18 mm (29 mm dla małego obrazka). Z ręki. Czas naświetlania 1/8 s osiągnięto po podniesieniu czułości ISO do 6400. Dzięki stabilizacji optycznej obiektywu był wystarczająco krótki, by zapewnić rejestrację nieporuszonych zdjęć. Przysłona została lekko przymknięta — do f/5.6 — aby uzyskać większą głębię ostrości. Balans bieli był ustawiony na światło żarowe. Panorama została złożona w programie Autopano Giga 2 — automatyczne połączenie ujęć za pomocą odnalezionych punktów wspólnych okazało się bezbłędne.

Prezentowany obraz powstał z 12 ujęć zarejestrowanych w dwóch poziomych pasach. Zdjęcia zostały wykonane Canonem EOS 550D ze standardowym zoomem, przy ogniskowej 18 mm (29 mm dla małego obrazka). Z ręki. Czas naświetlania 1/8 s osiągnięto po podniesieniu czułości ISO do 6400. Dzięki stabilizacji optycznej obiektywu był wystarczająco krótki, by zapewnić rejestrację nieporuszonych zdjęć. Przysłona została lekko przymknięta — do f/5.6 — aby uzyskać większą głębię ostrości. Balans bieli był ustawiony na światło żarowe. Panorama została złożona w programie Autopano Giga 2 — automatyczne połączenie ujęć za pomocą odnalezionych punktów wspólnych okazało się bezbłędne.

Pomocy, nie mieści się w kadrze!
Trudność: ***

Problem:

Jednym z najczęstszych kłopotów, jakie przytrafiają się fotografującym, są trudności ze zmieszczeniem w kadrze fotografowanej sceny. Zwykle powodem jest brak szerokokątnego obiektywu, bywa też tak, że po prostu nie da się już cofnąć o jeszcze jeden krok, bo za nami znajduje się już ściana innego budynku, płot czy inna przeszkoda. W takim przypadku wiele osób rezygnuje z wykonania zdjęcia lub — z żalem — rejestruje tylko fragment np. ciekawego architektonicznie budynku.

Rozwiązanie:

Nawet jeśli nie masz przy sobie statywu, lecz sam aparat ze standardowym obiektywem, zrób zdjęcia, z których później złożysz panoramę.

Z ręki! Na oko! Stojąc maksymalnie nieruchomo, zarejestruj tyle ujęć, ile potrzeba, by objąć cały fotografowany motyw (z odpowiednim zapasem po każdej stronie). Aby uniknąć bałaganu, najlepiej wykonywać zdjęcia piętrowo, czyli najpierw odpowiednia liczba ujęć do dolnego paska fotografii, później to samo, ale pasek wyżej — i tak dalej. Bardzo ważne jest to, by fotografować na zakładkę, zostawiając około 1/3 poprzedniego kadru zarówno w pionie, jak i w poziomie. Pamiętajmy też, że obowiązują nas inne reguły wykonywania zdjęć do panoramy. Najlepiej, jeśli na wszystkich ujęciach mamy ustawiony ten sam balans bieli (ustawiony ręcznie bądź z gotowych profili) i taki sam poziom naświetlenia (najlepiej użyć ręcznych ustawień czasu naświetlania i otwarcia przysłony). Dobierając czas naświetlania, pamiętajmy, że wszystkie zdjęcia składowe muszą być ostre, i to z ostrością ustawioną w podobnym miejscu.

Wiele zależy od naszego skupienia. Cała panorama może się nie udać, jeśli w jednym miejscu przeoczymy fragment kadru i zostawimy dziurę. Statyw z głowicą panoramiczną pozwoliłby też na całkowite wyeliminowanie błędu paralaksy, ale w większości przypadków nie należy się go aż tak bardzo obawiać. Reszta zależy od sprawności programu składającego panoramy — współczesne oprogramowanie jest naprawdę skuteczne.

Przykład:

Kościół Wszystkich Świętych w Warszawie jest efektownie oświetlony i znajduje się na tyle blisko Dworca Centralnego, że nawet mając dłuższą przerwę między przesiadkami, można do niego podejść, by go sfotografować. Problem w tym, że dosłownie kilkanaście metrów przed kościołem stoi wysoki płot ogradzający plac budowy. Rozwiązaniem jest więc albo skorzystanie z obiektywu szerokokątnego, albo… panorama. Prezentowany obraz powstał z 12 ujęć zarejestrowanych w dwóch poziomych pasach. Zdjęcia zostały wykonane Canonem EOS 550D ze standardowym zoomem, przy ogniskowej 18 mm (29 mm dla małego obrazka). Z ręki. Czas naświetlania 1/8 s osiągnięto po podniesieniu czułości ISO do 6400. Dzięki stabilizacji optycznej obiektywu był wystarczająco krótki, by zapewnić rejestrację nieporuszonych zdjęć. Przysłona została lekko przymknięta — do f/5.6 — aby uzyskać większą głębię ostrości. Balans bieli był ustawiony na światło żarowe. Panorama została złożona w programie Autopano Giga 2 — automatyczne połączenie ujęć za pomocą odnalezionych punktów wspólnych okazało się bezbłędne.