Groźna technologia cyfrowa

Dosłownie kilka dni temu bulwersowałem się biometrycznym eksperymentem w meksykańskim mieście Leon, nieco prześmiewczo pytając, czy ktokolwiek z gringo pójdzie w ich ślady. Otóż pójdzie: w USA powstał bardzo niebezpieczny precedens prawny.
On miał przynajmniej jakieś zasady. Szkoda, że to fikcyjna postać...

On miał przynajmniej jakieś zasady. Szkoda, że to fikcyjna postać…

To, że z naszą prywatnością w epoce Internetu możemy się pożegnać, to niestety smutna prawda. Facebook i Google posiadają tak potężne algorytmy, że na podstawie szczątkowych informacji z kilku ciasteczek wiedzą dokładnie co lubimy kupować, jakie są nasze hobby, a nawet z dużą dozą prawdopodobieństwa określić, czy jesteśmy singlem, czy w związku. I tak dalej, i tak dalej. Dlaczego więc siedzę cicho, a wręcz chętnie się dzielę informacjami o sobie na Facebooku czy innym Google’u, a jak bierze się za coś podobnego władza, to

tupię nóżką i wygrażam palcem? Pozer? Anarchista? Postaram się krótko wyjaśnić, bez politykowania i przynudzania.

Między Google’em a rządem jest wiele zasadniczych różnic. Po pierwsze, najważniejsze, nie muszę z niego korzystać. Mam pełną dobrowolność. Jasne, w ten sposób skazuje się na duże niewygody, ale bez internetowej tożsamości można żyć. Do pracy i nauki nie jest potrzebne żadne dzielenie się informacjami, resztę można załatwić „analogowo”.  Z kolei dopóki jestem na terenie danego kraju, obowiązany jestem do przestrzegania prawa. Amerykanie, którzy właśnie się dowiedzieli, że władza może bez ich wiedzy i zgody śledzić poprzez GPS, bez nakazu nie mają opcji „opt-out”. Dopóki mieszkasz w Meksyku, USA czy Unii Europejskiej, musisz być posłuszny. Nie ma opcji „wyloguj się ze społeczności”. Płacisz podatki, przestrzegasz prawa i koniec. Dlatego nie mam nic przeciwko zbieraniu danych przez Google czy Facebooka, bo warunki współpracy między mną a nimi są jasne. A jak mi się nie podobają, zawsze mogę ich pożegnać. Ale nie chcę, bo wiem, że ich wiedza służy po prostu do… serwowania mi lepszych reklam. Z tego żyją.

Poza tym, cytując samego siebie z poprzedniej notki, to ”

k

to mi zagwarantuje, że systemem nie będzie się opiekować inny bandyta? (…) wystarczy, że w drugiej karcie otworzycie jakiś inny portal, o informacjach z kraju i ze świata. Afera taka, śmaka, owaka, wszystko u władzy, z polityki. Siły porządkowe i politycy to takie samo środowisko, jak każde inne. I w każdym środowisku są zarówno ludzie normalni, prawi, honorowi jak i zwykłe szuje”.

Naturalnie, władzy należy przekazać wszystkie możliwe środki do zwalczania bezprawia. Policja i wojsko powinny być silne (teraz już wiecie, że do bycia anarchistą mi bardzo daleko). Ale człowiek jest zbyt łatwo dającą się korumpować istotą, zbyt łatwo go przekonać do złej drogi. Dlatego też prawo powinno być proste, jasne i absolutnie w żaden sposób prewencyjne. Jeżeli kogoś zamordowałem, policja powinna mieć wszelkie możliwe środki, by mnie dogonić, złapać, osądzić i powiesić. Ale jeżeli policja mnie inwigiluje, bo „być może jestem w stanie popełnić przestępstwo”, to to już jest stanowczo za wiele i wykracza poza „zbieranie niezbędnych dowodów”. To naruszenie podstawowych praw.

Chciałbym powiedzieć, że współczuję Amerykanom, ale prawdę powiedziawszy, zaczynam się martwić o własny tyłek. Bo to nie jest tylko odległy Meksyk czy Stany Zjednoczone. Tak tylko przypomnę nieco mocniej polityczną notkę sprzed roku, gdzie pisałem co nam Ojczyzna proponuje. Nie cierpię oszołomów, którzy widzą wszędzie New World Order i Konspirację Globalistów z Kosmitami. A właściwie to nie tyle nie cierpię, co patrzę z zażenowaniem. Ale my tu nie gdybamy. Trzymamy się faktów. Eksperyment w mieście Leon oraz otwarta furtka do śledzenia ludzi z satelitów to są twarde fakty. Trzymajmy więc kciuki, by i jedno i drugie trafił szlag. Bo jak nie, to może się okazać, że będzie kolejna bariera do przełamania. Władza jak narkotyk i może się okazać, że oszołomy miały rację…

A tak na deser, to taki mały podpunkt do rozważenia: a co jeśli by się okazało, że Google i Facebook to sterowane przez rząd, pseudo-prywatne mechanizmy służb specjalnych do zbierania danych? To by była dopiero afera:). Co prawda, moja właśnie wymyślona teoria pachnie mi nieco moim ulubionym libertaniańskim politykiem z muszką jako znakiem rozpoznawczym (nie kpię, bom jego sympatyk, aczkolwiek ma coś w sobie z paranoika) i osobiście nie dałbym za nią funta kłaków, ale niech miłośnicy „paranormalnych” mają swoją pożywkę;)

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.