Firefox 4.0 kontra Internet Explorer 9.0 – ostateczne starcie

Czy nowa wersja Firefoksa będzie tak szybka jak Google Chrome? Czy IE9 zatrze złe wspomnienia po poprzedniej edycji? Już znamy odpowiedzi na te pytania. Oto porównanie dwóch najpopularniejszych przeglądarek na świecie.

Przeglądarka Mozilla Firefox 1.0 zadebiutowała w 2004 roku i wyznaczyła zupełnie nowe standardy. Była dużo szybsza, mniej skomplikowana, a jednocześnie bardziej funkcjonalna od dotychczas królujących aplikacji. Użytkownicy szybko zaczęli dostrzegać jej możliwości, w efekcie czego na początku 2009 roku Firefox stał się najpopularniejsza aplikacją w Polsce.

11 grudnia 2008 roku jest bardzo ważna datą w historii przeglądarek. Wtedy zadebiutował Google Chrome w wersji 1.0. Aplikacja była szybsza od Firefoksa, miała bardziej przemyślany interfejs, lecz brakowało jej funkcjonalności – w tym obsługi rozszerzeń. Jednak nowe funkcje zaczęto dodawać systematycznie z wersji na wersję, a te pojawiały się z coraz większą częstotliwością.

Popularność Firefoksa rosła do końca 2009 roku. Był to ostatni tak dobry wynik przeglądarki.

Popularność Firefoksa rosła do końca 2009 roku. Był to ostatni tak dobry wynik przeglądarki

W tym momencie przeglądarka Google stała się moją domyślną aplikacją do przeglądania Sieci. Chrome’a nie można było dłużej ignorować. Możliwość synchronizacji zakładek pomiędzy komputerami była czymś niewiarygodnym. W kolejnych wersjach zwiększono ją autouzupełnianie, ustawienia, motywy, a nawet hasła. Oznaczało to, że na każdym komputerze można było mieć dostęp do własnej wersji przeglądarki. Wystarczyło podać login i hasło.

Był to moment, kiedy rozwój Firefoksa stanął w miejscu. Podczas, gdy Google dorzucało nowe funkcje nawet co miesiąc, Mozilla skupiała się na rozwoju Firefoksa 4.0. Kłopot w tym, iż poprzednia stabilna wersja – 3.6 – zadebiutowała na w styczniu 2010 roku i do tego momentu w przeglądarce nie pojawiła się żadna istotna zmiana. Google w tym samym czasie nie spał – wypuścił 8 nowych edycji Chrome. Każda z nich była jeszcze lepsza i szybsza i szerzyła się po świecie niczym zaraza.

Pod koniec zeszłego roku Mozilla zorientowała się, że wydanie Firefoksa 4.0 w planowanym terminie skończy się raczej tragicznie. Dlatego zdecydowano na przesunąć premierę o kilka miesięcy i udoskonalić przeglądarkę, aby ta miała jakiekolwiek szanse w konfrontacji z Chrome. W tym samym czasie popularność Firefoksa zaczęła maleć – po raz pierwszy w historii. Również Internet Explorer tracił na popularności. Wszystko za sprawą Google Chrome, której udało się zdobyć aż 12% internautów.

Firefox wciąż pozostaje najpopularniejszy, ale jego przewaga powoli maleje.

Firefox wciąż pozostaje najpopularniejszy, ale jego przewaga powoli maleje.

Mozilla Firefox 4.0

Mozilla w swoim dokumencie dla recenzentów opisuje cudowne zmiany, jakie zaszły w interfejsie. Znajduje się tam dużo zwrotów ze słowem „inteligentny”, zaś cały materiał jest całkiem przekonywujący. Jednak większość osób, które widzi nową przeglądarkę ujmuje to w dużo prostsze słowa „O, to wygląda jak Chrome!”. I to jest zasadniczo najważniejsza rzecz, jaką powinniście wiedzieć o interfejsie.

Tego, że wygląd nowego Firefoksa upodobnił się do Chrome nie należy brać za wadę. Wręcz przeciwnie, bowiem koncepcję Google uważam za jedną z lepszych rzeczy, jakie przytrafiły się przeglądarkom w ostatnim czasie. Dzięki temu aplikacja jest dużo lżejsza i nie zajmuje mniej cennego miejsca na ekranie. Swoją drogą, nowa Opera jak i Internet Explorer 9 wyglądają niemal identycznie.

Z istotnych zmian w Firefoksie 4.0 należy wymienić m.in. wygodniejszy dostęp do ulubionych, a także przeniesienie kart na górę ekranu. Nie do końca potrafię wytłumaczyć dlaczego jest to lepsze miejsce, musicie to przyjąć z godnością. Sprytnym rozwiązaniem jest też opcja „Przełącz na kartę”. Gdy zaczniemy wpisywać adres strony, która jest otwarta na innej karcie, przeglądarka zaproponuje przełączenie się na nią. Proste, ale genialne.

Warto wspomnieć także o „Kartach aplikacji”, czyli możliwości przypinania kart na stałe. Po co? Ja codziennie sprawdzam pocztę GMail i chciałbym, aby ta karta (zmniejszona do samej ikony) uruchamiała się wraz ze startem przeglądarki. Fajne? To kolejny pomysł wprost od chłopców z Google.

Jeżeli me słowa zdają się wam niejasne, wystarczy rzucić okiem na poniższą grafikę, która w skrócie pokazuje co zmieniło się w interfejsie.

Wystarczy rzucić okiem na poniższą grafikę, która w skrócie pokazuje co zmieniło się w interfejsie.

Grupowanie kart

Grupowanie to funkcja skierowana do osób, które lubią mieć jednocześnie uruchomione kilkanaście lub więcej kart. Można je posegregować w kategorie i zapanować nad całym chaosem. Jeżeli jednak jednocześnie masz uruchomione maksymalnie kilka kart, możesz śmiało przejść do kolejnego akapitu. Aby uruchomić grupowanie, wystarczy kliknąć odpowiednią ikonę w prawym górnym rogu przeglądarki. Od tego momentu możesz w dowolny sposób aranżować otwarte strony, aczkolwiek jeżeli mam być szczery – ta funkcja zupełnie do mnie nie przemawia i nigdy jej nie użyłem.

Synchronizacja danych

Z przeglądarki internetowej korzystamy na wielu różnych komputerach. Ja używam trzech. W pracy oraz w domu – stacjonarny oraz notebook. Wszędzie chciałbym mieć te same zakładki, hasła, ustawienia, historię oraz otwarte karty. I właśnie po to został stworzony Firefox Sync.

Poniższa infografika wyjaśni wam działanie synchronizacji. Co istotne, gdy mamy telefon z Androidem i używamy Firefoksa, nasze dane zostaną zsynchronizowane także z komórką. Jak dla mnie – prawdziwa rewelacja.

Oczywiście wcześniej ta funkcja pojawiła się w… Google Chrome oraz Operze. Ten pierwszy potrafi także synchronizować rozszerzenia, tego brakuje w Firefoksie.

Nie śledź

Prawdziwym problemem społeczności, czyli np. facebooka jest wszechobecne śledzenie internautów. Wynika to z faktu, że niemal wszędzie dostępny jest przycisk „lubię to”. Dzięki temu Mark Zuckerberg będzie wiedział kiedy macie ochotę odwiedzić stronę z gołymi paniami i pozna wasze choroby weneryczne. Mozilla stwierdziła, że to dosyć słaba koncepcja – i słusznie.

W jaki sposób Mozilla zareagowała na problem prywatności?

„Dostępna w Firefoksie funkcja informowania witryn, że użytkownik nie chce być śledzony, wysyła do witryn informację, że użytkownik chciałby zrezygnować ze śledzenia używanego do reklamy behawioralnej. Firefox jest na tym polu pionierem, dążącym do ustalenia takiej opcji jako uniwersalnego standardu w Internecie. Użytkownicy nie zauważą żadnej różnicy podczas korzystania z przeglądarki do momentu, gdy witryny i reklamodawcy nie zareagują na ten mechanizm.”

Oczywiście, jeżeli to wam nie wystarcza, do większości przeglądarek dostępne są dodatki, które zwiększają prywatność w Sieci. Wystarczy je zainstalować i problem z głowy.​

Mnóstwo niewidocznych nowości

Firefox 4.0 to także duże zmiany „pod maską”, niewidoczne dla użytkownika. Mozilla znów zwiększyła możliwości HTML5, dzięki czemu przeglądarka lepiej obsługuje wideo, audio oraz drag&drop dla plików. Mowa tutaj o natywnej obsłudze, a nie z użyciem technologii takich jak Flash.

Co ważne, dodano też wsparcie akceleracji GPU, podobnie jak w Internet Explorer 9. Na systemach Windows jest ona obsługiwana przez technologie Direct2D oraz Direct3D, zaś na komputerach Mac – OpenGL. W przeciwieństwie do aplikacji Microsoftu, Firefox obsługuje WebGL, co znacznie zwiększy możliwości programistów tworzących trójwymiarowe aplikacje internetowe.

Wydajność JavaScript w Firefoksa 3.6 była dużym problemem. Dlaczego? Bowiem pojawił się Chrome i wyznaczył zupełnie nowe standardy w tej kategorii. Mozilla musiała błyskawicznie zareagować i stworzyła zupełnie nowy silnik JS o nazwie JägerMonkey.

To nie wszystkie nowości. Mozilla wspiera także nowy format wideo – WebM. Poprawiono też obsługę CSS3, co znacznie wpłynie na możliwości tworzenia animacji bez wykorzystywania Flasha. Pojawiła się obsługa czcionek OpenType, co z kolei umożliwia większa kontrolę nad fontami (m.in. definiowanie kerningu i ligatury). Co ciekawe nowy Firefox wspiera także multitouch, ale tylko na systemach Windows.

Internet Explorer, historia prawdziwa

Przeglądarka Microsoftu ostatnio ma bardzo pod górę. Zła passa zaczęła się w 2001 roku, wraz z premierą systemu operacyjnego Windows XP. To właśnie z tym systemem zadebiutowała szósta edycja IE. W tym momencie wszystko wyglądało bardzo dobrze, bowiem aplikacja jak na owy czas radziła sobie przyzwoicie i nie miała żadnej konkretnej konkurencji. W pewnym momencie korzystało z niej ponad 95% internautów, a to jest wynik co najmniej imponujący. Wygląda na to, że ktoś w Microsofcie stwierdził „jesteśmy tacy zaje…fajni, mamy cały rynek więc olejmy rozwój przeglądarki internetowej. Zatrzymajmy rozwój Sieci, bądźmy źli!”

CHIP jako jedyna redakcja na świecie uzyskała dostęp do wideo zarejestrowanego na tajnym posiedzeniu Microsoftu. Zaraz po premierze Internet Explorera 6.

Mam wrażenie, że jedynym powodem dla którego Microsoft musiał stworzyć IE7 było pojawienie się Firefoksa w 2004 roku. Oczywiście firma z Redmond postanowiła zbytnio się nie spieszyć, dlatego finalna wersja siódmego IE pojawiła się dopiero w październiku 2006 roku. Co poprawiono? Oczywiście niewiele, bowiem po co się męczyć. Wprawdzie pojawiła się obsługa kart i zoom stron internetowych, ale działanie tych funkcji (zwłaszcza powiększania) pozostawiało wiele do życzenia. Jeżeli chodzi o silnik, podobno coś tam poprawiono, jednak IE wciąż był bardzo daleko za możliwościami Firefoksa.

Po premierze IE7 Microsoft wyraźnie przejął się poczynaniami konkurencji, gdyż Firefox zaczął zdobywać udziały w coraz szybszym tempie. Odpowiedzią na działania Mozilli był Internet Explorer 8, który zadebiutował w marcu 2009 roku. Trzeba było przyznać, że Microsoft przyłożył się do pracy bardziej, niż w przypadku poprzedniej edycji. Niewiele to jednak pomogło, gdyż pojawienie się Google Chrome i ciągłe usprawnienia Firefoksa spowodowały, że powolny IE8 i pozostawał gdzieś z tyłu. Do teraz.

Internet Explorer 9

Z racji, że taktyka olewania internautów nie przyniosła spodziewanych efektów, Microsoft postanowił ją zmienić i zaprojektować przeglądarkę niemal od początku. Już pierwsze uruchomienie nowego Internet Explorera wyraźnie sugeruje, że zmiany są olbrzymie. I tak jest naprawdę.

Szybkość to coś, czego brakowało poprzednim wersjom Internet Explorera. To zasługa zupełnie przeprojektowanego silnika oraz akceleracji sprzętowej, która wykorzystuje moc karty graficznej. Efekt? Jak zobaczycie w testach, zwrot Internet Explorer przestał być synonimem powolnego działania. Zmienił się także interfejs użytkownika, czyli element, którego w ósmej odsłonie IE zupełnie nie rozumiałem. Obecnie mamy do dyspozycji jedynie pasek adresu, który jednocześnie stał się paskiem wyszukiwania oraz pasek kart. Gdyby miejsca było za mało, można je ustawić jeden pod drugim.

Zupełnie przeprojektowana została nowa karta. Teraz po jej otwarciu zobaczymy listę najczęściej odwiedzanych witryn wraz z ikoną strony i jej podstawowym kolorem. Trzeba przyznać, że pomysł jest niezły i całość wygląda zgrabnie. Wyczuwam tu silną inspirację Operą, w której podobna funkcja pojawiła się już dawno temu.

Microsoft pozbył się także wyskakujących okienek z powiadomieniami, które nie były najwygodniejszym rozwiązaniem. Okna zastąpiono wygodnym paskiem, który wyświetla się na dole ekranu. W tym miejscu przeczytany wszystkie komunikaty, czy też informacje o pobieranych plikach. Świetne rozwiązanie.

Do tej pory adresy stron należało wprowadzać w jednym pasku, zaś zapytania do wyszukiwarki w drugim. Nie było to zbyt wygodne, więc Microsoft rozwiązał problem integrując obydwa paski w jeden. To znacznie poprawia wygodę obsługi, ale zdaje się, że ta funkcja wcześniej pojawiła się w Chrome.

Równie ciekawym rozwiązaniem jest możliwość „zakotwiczania” witryn bezpośrednio w pasku zadań. Oznacza to, że nie trzeba uruchamiać przeglądarki, a następnie wchodzić na ulubioną stronę. Wystarczy kliknąć jeden raz.

Wyniki testów

Oczywiście postanowiliśmy sprawdzić jak radzą sobie usprawnienia w nowych przeglądarkach. Na początek zobaczmy jak działa JavaScript. W tym celu wykorzystałem test Kraken Benchmark stworzony przez… Mozillę. Bazą testu jest popularny SunSpider, tylko nieco podrasowany.

Wynik Firefoksa nie powinien was dziwić. Chrome radzi sobie niewiele słabiej, a nowy Internet Explorer wyraźnie odstaje od czołówki. Dla porównania Firefox z serii 3.6.

W teście SunSpider przeglądarka Microsoftu prezentuje się niespodziewanie dobrze. Firefox i Chrome idą łeb w łeb. Jak dużo nadrobiła Mozilla widać po wynikach Firefoksa z serii 3.6. Zwróćcie uwagę na wynik Internet Explorera 8. Przewaga nowych wersji jest miażdżąca.

IE8 pojawia się tylko w tym teście oraz w poniższym – Peacekeeper. Powód? Internet Explorer 8 jest tak wolny, iż większość benchmarków „sądzi” że przeglądarka się zawiesiła. Ponadto nie obsługuje wielu nowych technologii.

Peacekeeper jest benchmarkiem wprost od Futuremark, czyli ekipy odpowiedzialnej za znaną serię 3DMark. Tutaj Chrome nie daje szansy Explorerowi oraz Firefoksowi. Opera 11 również trzyma poziom.

LucidChart to jeden z najbardziej wartościowych testów w zestawieniu. Jest to prawdziwe narzędzie (a nie specjalnie przygotowany test) do tworzenia wykresów i diagramów, które ma funkcję mierzenia wydajności. Wyniki mówią jasno, że Firefox 4.0 jest tu najlepszy. Co ciekawe poprzednia edycja przeglądarki Mozilli radzi sobie w nim niewiele słabiej.

FishIE tank to test stworzony przez Microsoft, ale jest zgodny ze standardami W3C. Oznacza to, że jest doskonałym narzędzien do pomiaru wydajności akceleracji GPU. Jak widać moc karty graficznej jest najlepiej wykorzystywana przez Firefoksa 4.0, ale IE oraz Chrome nie tracą wiele. Firefox 3.6 ma tak słaby wynik z powodu braku obsługi GPU, podobnie jak Opera 11.

Kolejny test dla akceleracji sprzętowej potwierdza dobrą pozycję Firefoksa 4.0, choć tym razem Internet Explorer 9 okazał się minimalnie lepszy. Google Chrome nieco z tyłu. Opera pomimo braku wsparcia dla GPU radzi sobie całkiem nieźle.

Na koniec sprawdźmy obsługę WebGL (której nie należy mylić z akceleracją sprzętową). Test został stworzony przez firmę Google, ale to przeglądarka Mozilli radzi sobie w nim najlepiej. Gdzie wyniki IE9, starego Firefoksa oraz Opery? Nie ma i nie będzie, bowiem obie przeglądarki nie wspierają WebGL.

Podsumowanie

Wygląda na to, że po niemal roku technologicznej dominacji Google, sytuacja zaczyna się stabilizować. Mozilla Firefox 4.0 pokazuje, że znów jest w ścisłej czołówce najlepszych aplikacji do przeczesywania zasobów Internetu. Jej interfejs stał się naprawdę wygodny, zaś do wydajności nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Podobne wrażenie mam po kilku dniach używania Internet Explorera 9.

Internet Explorer 9 był do tej pory przeglądarką, która wielu służyła jedynie do pobierania Opery, Firefoksa lub Chrome’a. Obecnie sytuacja ma szansę się zmienić, bowiem z IE9 korzysta się naprawdę przyjemnie. Moim zdaniem nie będzie to aplikacja dla zaawansowanych użytkowników. Ci pozostaną przy swoich typach, czyli aplikacjach Mozilli, Google oraz Opery.

A jaka jest wasza opinia? Czyli Firefox 4.0 przekonał was do porzucenia Google Chrome, lub Opery? A może Internet Explorer 9 okazał się strzałem w dziesiątkę?

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.