Microsoft odrzuca nakładkę na Twittera „za niedozwolone treści”

Zdaniem Microsoftu, przeglądarka do fotek z Twittera to to samo, co porno

System restrykcji w sklepach z aplikacjami i surowej kontroli jakości ma z pewnością dużo zalet. Niektóre decyzje bywają jednak niezrozumiałe. Znany z tego był tylko Apple, bo jak dotąd tylko on miał surowe zasady. Podobne ma nowy gracz na tym rynku, czyli Microsoft. No i mamy pierwszą, w ocenie niektórych, absurdalną decyzję. Dotyczy ona aplikacji Imagewind.

Została ona zatwierdzona i przez dwa tygodnie była obecna na Marketplace. Programista podesłał aktualizację do niej i… wtedy zaczęły się kłopoty. Microsoft poprosił o usunięcie aplikacji ze sklepiku. Imagewind to program, który pokazuje „to, co się dzieje na całym świecie poprzez fotografie umieszczane na Twitterze”, odświeżając je na żywo. „Znakomite do zabicia czasu” – czytamy w opisie. W rzeczy samej.

Twórca aplikacji obawiał się, że nie zostanie przyjęta, ale ku jego zdziwieniu, 3 marca Microsoft ją zaakceptował. Zainwestował więc czas i pieniądze w nią samą i w witrynę ją promującą. Posłał dwie aktualizacje. Pierwsza została zaakceptowana. Kolejna umożliwiała obsługę poprzez gesty multi-touch i wyszukiwanie. Tym razem Microsoft dość długo milczał aż w końcu zażądał usunięcia programu do czasu, aż „zostanie zaimplementowany filtr, który pozwoli na filtrowanie treści obraźliwych lub erotycznych”.

Jak nietrudno się domyślić, przy ilości treści jakie w każdej sekundzie lądują na Twitterze, przeglądanie i usuwanie ze strumienia zdjęć „nieodpowiednich” jest niewykonalne. Niestety, Windows Phone 7 nie dysponuje mechanizmem ostrzegania że „ta aplikacja może wyświetlać nieodpowiednie treści”. Microsoft nie dał się przekonać nową wersją programu, która miała w swoim głównym menu ostrzeżenie o niedozwolonych treściach.

Microsoft na razie nie komentuje sprawy. I pytania co z innymi klientami Twittera lub po prostu zwykłymi przeglądarkami internetowymi, które z natury mogą wyświetlać takie same treści.