Samsung Series 5 Chromebook – pierwszy test!

Wreszcie jest. Lepszy niż myślałem!

Wreszcie jest. Lepszy niż myślałem!

Chromebook dziś był na ustach wszystkich. Siećpospolita Polska nadaje prosto z Oxo Tower w Londynie, gdzie odbyła się premiera tego niezwykłego urządzenia. Piszę recenzję raptem po paru godzinach zabawy, więc należy to traktować bardziej jak pierwsze wrażenia. Na dodatek zabrany aparat padł, więc robię zdjęcia… komórką. Wybaczcie.

Czekaliśmy na niego dwa lata, z uwagi na ciągłe opóźnienia w opracowywaniu Chrome OS, systemu, który go napędza. Co jest w nim takiego specjalnego? Otóż ma przenieść wszystko to, co robimy, do chmury. To ma być komputer, który ma być zawsze połączony z Internetem i korzystać ze wszystkich jego dobrodziejstw. Pierwszym gotowym Chromebookiem jest 12,1-calowy Samsung Series 5. Urządzenie funkcjonalne, seksowne i… cholernie drogie jak na swoje możliwości. Bowiem ma kosztować aż 430 dolarów. Czy warto? Sprawdźmy.

Sprzęt

Zacznijmy od tego, co daje nam Samsung, a nie Google. I daje nam coś z najwyższej półki. Netbook kojarzy się z czymś tanim, prostym, tandetnym. Nie Series 5. Biało-czarny, minimalistyczny design, znakomite spasowanie elementów i matowy (nie licząc pokrywy) plastik są oryginalne, eleganckie i dają wrażenie, że trzymamy w rękach coś starannie i dobrze zrobionego. Wszystko to plastik, ale ten z wysokiej półki. Może to i lepiej, bo aluminium czy inne materiały podniosłyby cenę…

Rozmiar i waga wydają się w sam raz, biorąc pod uwagę ultramobilność. Series 5 jest świetnym kompromisem pomiędzy wygodą, lekkością i wymiarami. Waży 1,5 kg i trzyma się go komfortowo nawet w jednej ręce, dzięki odpowiedniemu wyważeniu i zaokrąglonym brzegom.

Wyposażenie dodatkowe? Po lewej mamy jeden port USB i gniazdo do monitora zewnętrznego (gniazdo własnego formatu, przejściówka VGA w pudełku) a także gniazdko do słuchawek i mikrofonu 3,5 mm. Z przodu znajdziemy czytnik kart pamięci 4-in-1 zaś po prawej stronie umieszczony jest drugi port USB oraz port na kartę SIM. Brakuje HDMI i Ethernetu. Zwłaszcza tego drugiego, mimo popularności Wi-Fi.

Klawiatura jest świetna. Każdy klawisz z osobna, przyjemny w dotyku, z dobrym skokiem. Warto zaznaczyć, że nie jest to typowa klawiatura, jaką znamy. Chrome OS lansuje nieco inny standard, zamieniając przyciski funkcyjne na dedykowane przeglądarce internetowej (wstecz, naprzód, odśwież, itd.), zamiast Caps Lock mamy przycisk do wyszukiwarki, a przyciski Windows i Command zostały wyeliminowane na rzesz szerszych Ctrl i Alt. Do ideału klawiaturze brakuje tylko podświetlenia. Matowy touchpad jest wielki i wygodny, obsługuje gesty multi-touch, które świetnie współpracują z Chrome OS. Posiadacze myszek Bluetooth muszą obejść się smakiem, bowiem Series 5 Bluetootha po prostu nie ma.

Jeśli chodzi o wyświetlacz, to jest to pełna jakość Samsunga. Ostry, jasny i kolorowy w rozdzielczości 1 280 x 800 pikseli. Jest matowy, dzięki czemu słońce przestanie być waszym wrogiem. Brawo! Nad ekranem znajdziemy kamerkę do wideorozmów HD. Jakość głośników za to dobrotliwie przemilczę. Jest fatalna, nawet jak na netbookowy standard. Jest bardzo źle.

Fanfary, fanfary… Chrome OS!

Na to czekaliście, prawda? Spodziewacie się pewnie mega wypracowania na temat systemu Google’a, na który wszyscy czekaliśmy. Tymczasem… to serio jest po prostu przeglądarka Chrome. Nie wiecie jak wygląda Chrome OS? Pobierzcie Chrome’a, zmaksymalizujcie go, schowajcie pasek zadań i już go macie. Oczywiście, w dużym uproszczeniu, ale obsługa jest praktycznie identyczna co przeglądarki. Oczywiście, są pewne niuanse.

Na przykład interfejs dzieli się na karty i na okna (aczkolwiek ja wolę to nazywać pulpitami, bo przełączanie się między oknami wygląda tak samo, jak zmiana pulpitu na większości linuksowych dystrybucji). Dzięki temu można fajnie i wygodnie organizować sobie pracę.

Aplikacje pobieramy z Chrome App Store. Jest ich multum. Każda z nich, jeżeli ją „zainstalujemy”, otwiera się w nowej karcie Chrome’a. Jestem zdziwiony jak wiele już ich jest (na co dzień używam Opery, nie Chrome’a). Tweet Deck, Angry Birds, Edytory zdjęć, tekstu, komunikatory, organizery… ciężko wszystkie je wymienić. I udowadniają, że aplikacje webowe faktycznie mogą wystarczyć. Jeżeli masz stały dostęp do Sieci, Chromebook umie dużo więcej, niż z początku się wydaje.

To, czego nie ma Chrome, a ma Chrome OS, to odtwarzacz multimediów i menadżer plików. Nie mogę nic dobrego powiedzieć o obu. Operacje na plikach są bardzo ograniczone. Dla przykładu, po podłączeniu pendrive’a ze zdjęciami nie byłem w stanie zgrać ich na dysk. Mogłem jedynie zsynchronizować je z webową Picasą. Odtwarzacz multimedialny jest również ascetyczny aż do przesady. Cud, że obsługuje listy odtwarzania… Jest jeszcze nieco bardziej rozbudowany menadżer zadań, który pokazuje co robią w danej chwili poszczególne aplikacje.

Niestety, tu jest jeszcze sporo do zrobienia. Nie chodzi o samego Chrome OS-a, a o aplikacje. Miałem niecny plan napisać tę notkę w całości na Series 5. Ale przy próbie zabawy zdjęciami w pewnym momencie lawirowanie między kontami różnych aplikacji do tekstu i grafiki odpadłem. Wierzę jednak, że z czasem to się zmieni. Zwłaszcza, że Chrome OS, tak jak Chrome, aktualizuje się szybciutko, w tle, bez naszej ingerencji. Tak jak i aplikacje. Obowiązek update’ów zupełnie nas nie dotyczy.

Sprzęt + oprogramowanie = ?

1,66 gigaherców dwurdzeniowego Atoma i dwa gigabajty RAM-u to sporo, ale jak na netbooka. I to niestety widać. Przy otwartych wielu kartach lub przy witrynach z dużą ilością Flasha komputer Samsunga zaczyna się pocić i zacinać. Co zabawne, bardzo kiepsko radzi sobie z… stroną produktową Chromebooka;-) Niestety, bywa wręcz niekomfortowo. Miało być dużo szybciej, jak na Windows, a tymczasem jest czasem i gorzej. Fakt, że zimny start trwa kilka sekund, a wybudzenie dosłownie i bez przesady ułamek sekundy. Ale to tyle, a Windows może i startuje godzinami, ale po co go wyłączać, skoro można hibernować lub usypiać, a wtedy komputer również jest gotowy do pracy w kilka sekund. Porównując z moim Aspire’em z Windows 7 z jednordzeniowym procesorem nie wygląda to za dobrze, a wygląda to wręcz… kompromitująco. Windows i Ubuntu oferują dużo, dużo, dużo więcej funkcji, więc tak odchudzony system powinien śmigać jak rakieta. Jednak tego nie robi. Oczywiście o wideo powyżej rozdzielczości 720p można zapomnieć, aczkolwiek na 12,1-calowy ekran takowa w zupełności wystarcza.

Jeśli chodzi o baterię, no to pozostaje wierzyć Samsungowi. Teoretycznie ma starczyć na ponad osiem godzin pracy, w tym na ponad pięć intensywnej. Piszę naszą wstępną recenzję w krótszym czasie i wygląda na to, że Chromebook spełnia swoją obietnicę: bateria nie zeszła nawet do połowy.

Cena i dostępność

Series 5 dostępny będzie w dwóch wersjach. Bez 3G za 429 dolarów i z modułem 3G za 499 dolarów. To bardzo dużo. A czemu nie podaję cen w złotówkach? No cóż, Samsung na razie nie planuje wprowadzić tego cudeńka na polski rynek. Pozostaje sprowadzić komputer z innego kraju. Na szczęście polski interfejs i polska klawiatura są. A w Europie Zachodniej komputer można kupić od zaraz.

Podsumowanie

Samsung Series 5 Chromebook to genialny komputerek, którego zabija jego cena. To kawał świetnego sprzętu, wykonanego starannie i z dbałością o szczegóły. Samsung nie powinien mieć sobie nic do zarzucenia.

Chrome OS sprawuje się lepiej niż myślałem. Aplikacje są wciąż niewygodne, ale to się zmieni, tak jak zmieniało się to w Androidzie. Niestety, co zdumiewa, system jest zaskakująco wolny (czytaj: pracuje się na nim w miarę komfortowo, nie pracuje jak błyskawica, jak obiecywano). Brakuje też możliwości pracy offline. Ja rozumiem, że Chromebook to chmura. Ale nie wszędzie jest Internet, a cóż za problem by było skopiować plik z pendrive’a i pracować nad nim lokalnie. Nawet Android to potrafi.

Tym niemniej Google obiecuje częste aktualizacje i bezbolesne dla nas. Daje to dużo wiary w możliwości Chrome OS-a. Na razie to taka późna beta-wersja, która już się nadaje do przyjemnej pracy.

Ale 500 dolarów? Serio? Za 500 dolarów kupuję „wypasionego” netbooka z Windowsem i zainstaluję sobie Chrome’a i jeszcze kupię do niego kilka gadżetów. Będę miał dużo więcej, niż to, co oferuje mi ów komputer (nawet jeśli nie będę z tego korzystał, to i tak to mam, i taniej). Samsung Series 5 z Chrome OS to cudna zabawka, jeżeli przebywasz w miejscach z dostępem do sieci Wi-Fi i 3G. Powinien kosztować około 700 złotych. Wtedy rekomendowałbym bez wahania. Natomiast w cenie 500 dolarów… oceńcie sami.

Raz jeszcze przypominam, że to wstępna recenzja, pisana tuż po konferencji po paru godzinach zabawy. Przepraszam też za jakość zdjęć: zabrany aparat padł, więc używam Galaxy S. Jak pobawimy się dłużej, napiszemy drugą recenzję i zrobimy mu profesjonalną sesję zdjęciową. W międzyczasie zadawajcie pytania w komentarzach. Mam ów komputerek, na wszystkie odpowiem. Dajcie mi tylko wrócić do Polski i chwilkę się wyspać;-)