Dead Island to najlepsza gra o zombie

Nie lubię gier o zombie. Jakoś nigdy klimat nieumarłych do mnie nie przemawiał. Dlatego jak dostałem do zrecenzowania polską grę Dead Island, to westchnąłem, przeczuwając, że będę grał, bo muszę. Okazało się jednak, że Techland stworzył bardzo przyjemną grę.

Wyobraźcie sobie Fallouta 3, tyle, że z dużo lepszą oprawą graficzną, a zamiast mieszkańców pustkowi i mutantów mamy tu do czynienia z nieumarłymi. Tak pokrótce można opisać grę Dead Island. Gra jest zdecydowanie daleka od doskonałości, na dodatek recenzuje ją gość, który za zombie nie przepada. A mimo to udało jej się zdobyć moje uznanie.

Pierwsze wrażenie, niestety, nie jest dobre. Wprowadzenie do fabuły i filmiki otwierające są, delikatnie mówiąc, mizerne. Ale im dalej w las, tym lepiej. Questy okazują się bardzo ciekawe, tak samo, jak „mapa” gry i system rozwoju postaci. Dead Island jest grą akcji, ale ma mnóstwo elementów RPG i dzięki temu gra się w nią bardzo przyjemnie.

Akcja gry toczy się na niewielkiej wyspie w pobliżu Nowej Gwinei, więc „scenografia” powinna wyglądać bardzo dobrze. Na szczęście, Techland stanął na wysokości zadania. Świat gry możemy przemierzać jednym z czterech bohaterów, a by ukończyć grę, potrzeba będzie co najmniej 25 godzin (zakładam, że tak jak ja, lubisz angażować się we wszystkie poboczne misje).

Klimat gry jest bardzo dobry. Autorzy nie koncentrowali się, jak konkurencja, na jak największej ilości krwi i fruwających wnętrzności. Techland postawił na klimat. I tu się to udało. Gra potrafi nieźle przestraszyć, co najmniej równie dobrze, jak stare Resident Evil. Udało się to, moim zdaniem, dzięki świetnie zaprojektowanym lokacjom. Uwielbiam gry, w których zapominam, że to tylko zabawa, i wczuwam się w rolę głównego bohatera. Dzięki wspaniałemu światu wyspy, czuje się, że tam jest. Niestety (dla niektórych, dla mnie to dobra rzecz) mordując setki przeciwników gry nie wygrasz. Jest ich za dużo. Dlatego też warto zastosować podejście taktyczne, a zamiast na zabijaniu nieumarłych (sic!), skupić się na wykonywaniu zadań.

Gra, na szczęście, nie jest żmudna. W razie niepowodzenia nie trzeba zaczynać wszystkiego od początku. Gracz „respawnuje” się nieopodal, a główną karą jest utrata części posiadanej gotówki. Zamordowani wrogowie dalej leżą martwi. Nie przeszkadza to jednak bać się zombich jak diabli. Nie przypominam sobie momentu, w którym wzruszyłem ramionami i stwierdziłem „niech mnie ten wielki stwór zabije, i tak to zacznę z innego miejsca”. Bardziej to wyglądało jak „Rety, rety, rety, ratunku! Tu się schowam! A może tu!”. Mało gier to potrafi.

Nie obyło się jednak bez wad. Zupełnie mi się nie podoba walka wręcz, która wygląda sztucznie, drewniano i nienaturalnie. Mnóstwo drobniutkich błędów graficznych, jak trup przenikający przez ścianę niestety obecne są i tu. A wersja dla Xboksa 360, którą mam przyjemność testować, potrafiła czasem powoli doczytywać tekstury.

To są jednak drobne i wybaczalne błędy. Gra oprawą audiowizualną i samą sobą nie zwala z nóg. Ale to kawał porządnej, solidnej roboty. Fani zombie powinni być wniebowzięci. Reszcie, czyli osobom takim jak ja, warto również polecić ten tytuł. I nie tylko dlatego, że jest z Polski.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.