Testujemy Internet Explorer 10 z interfejsem Metro

Ostatnia istotna zmiana interfejsu, jaką wprowadził Microsoft to przejście z Windows 3.xx do Windows 95.

Kolejne edycje systemu były tylko poprawiane i usprawniane, ale koncepcja pozostawała ta sama. Trzymanie się pewnych standardów owszem, uważam za słuszne, ale nie przez ponad 16 lat. To, że Microsoft w pewnym momencie zaczął się uwsteczniać, pokazują prace nad przeglądarką. Microsoft nigdy nie pędził z rozwojem Sieci, tymczasem pierwsza wczesna wersja Internet Explorer 10 pojawiła się już w kwietniu – zaledwie kilka tygodni po premierze IE9. Jest to dziwne, bowiem producentowi zdarzały się nawet 5-letnie przerwy pomiędzy wydaniami kolejnych edycji przeglądarki (z IE6 do IE7).

Tymczasem wraz z prezentacją Windows 8 Developer Preview z interfejsem Metro, Microsoft pokazał pierwszą działającą wersję Internet Explorer 10. Wcześniej udostępnione edycje były tylko samym silnikiem z mocno prowizorycznym interfejsem. Na temat systemu więcej przeczytacie tutaj.

IE10 występuje w dwóch odmianach. Pierwszą z nich jest standardowy interfejs Aero znany z Windows 7. W tej wersji nowa przeglądarka wygląda praktycznie tak samo jak poprzednia edycja. Gdy jednak uruchomimy Metro ikona IE (widoczna poniżej, w lewym górnym rogu) uruchomi zupełnie inny program.

Jak wygląda Internet Explorer 10 po załadowaniu strony? To widzicie na poniższym obrazku. Nie ma absolutnie żadnego interfejsu – włącznie z paskiem adresu. Wygląda na to, że Microsoft uprzedził Google zapowiadającego od miesięcy usunięcie tego elementu z Chrome. Wyraźnie widać rodowód interfejsu przeglądarki jak i całego Metro – Windows Phone 7.

Porzucono też obsługę wtyczek. Tylko HTML5 i nic więcej, czyli MS idzie w ślady Apple. Brak Flash, Silverlight, Javy i czegokolwiek innego. Jednak bez nerwów, wersja z interfejsem Aero będzie działała w klasyczny sposób i obsługiwała wszystkie dodatki.

Aby dostać się do kontrolek, paska adresu oraz otwartych kart wystarczy prawy klik myszą w jakimkolwiek miejscu. Nawigowanie po otwartych kartach jest bardzo proste i wygodne, ale wciąż niedopracowane. Zdarzają się strony, które prawy klik mają wykorzystany np. do rozwijania własnego menu. Wtedy dostanie się do paska adresu jest niemożliwe.

Po otwarciu nowej, pustej karty zostaniemy przeniesieni do strony startowej. Można tam przypinać miniaturki wybranych stron oraz przejrzeć te najczęściej odwiedzane.

Jak już wspomniałem, IE10 pojawia się w starym, dobrym wydaniu i wygląda identycznie jak IE9. Być może są jakieś zmiany, ale Microsoft się tym nie chwali, a na pierwszy rzut oka ich nie widać.

Nowa edycja IE to przede wszystkim zmiany w silniku – wdrażanie HTML5 idzie całkiem nieźle. Tym razem dodano kilka efektów jak CSS Text Shadow, CSS 3D Transforms, CSS3 Transitions and Animations, CSS3 Gradient oraz SVG Filter Effects. Pojawiła się również obsługa Web Sockets, czy przeciągania Drag&Drop HTML5, którego bardzo brakowało. IE9 wciąż nie potrafi w ten sposób załączać plików w Gmailu.
Pod względem wydajności w teorii brak zmian. Oczywiście postanowiliśmy to sprawdzić.

Peacekeeper i Kraken to dwa testy badające wydajność JavaScript, z których wynika że Opera, Firefox i zwłaszcza Chrome wciąż są poza zasięgiem ekipy z Redmond.

W kwestii akceleracji sprzętowej niewiele się zmieniło. IE wykorzystuje GPU od wersji 9 i radzi sobie z tym nieźle. Podobnie jak Chrome oraz Firefox. Tylko Opera wciąż pozbawiona jest tej funkcji.

W redakcji wszyscy zachwycający się możliwościami Windows 8 zauważyli, że IE10 działa bardzo szybko. Nie chodzi tutaj o wydajność w benchmarkach, a o zupełnie subiektywne odczucie szybkości pojawienia się strony na ekranie. To dosyć ciężko zobrazować na wykresie.

Nowa wersja przeglądarki z interfejsem Metro została maksymalnie przycięta i dostosowana do wymagań Metro, z którego zapewne najczęściej będziemy korzystać na tabletach. Nam nie było dane sprawdzić, jak IE działa na takim sprzęcie, więc te wrażenia odnoszą się do komputera ze zwykłą myszką i klawiaturą.

Należy pamiętać, że IE10 z Metro nie ma absolutnie żadnych opcji, nie obsługuje wtyczek. Aplikacja została przystosowana tak, aby móc szybko przeglądać strony docierając do szukanych informacji. W takim zastosowaniu sprawdzi się całkiem dobrze, ale to wcale nie oznacza użytkownicy zaczną rzadziej sięgać po klasyczną wersję Aero, lub Operę, Chrome, czy Firefoksa. Cieszy natomiast fakt, iż Microsoft przestał wszędzie kopiować te same bezsensowne patenty, którego apogeum było stworzenie Windows Mobile – systemu całkowicie pozbawionego pomysłu. Teraz firma zaczyna bawić się interfejsem, co pokazuje w Windows Phone 7 jak i Windows 8. A te rozwiązania, póki co bardzo mi się podobają.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.