Trzy klasyki grozy, w sam raz na Halloween

Dziady, Haloween, jak zwał tak zwał, ale "święto" całkiem fajne. Mnie co prawda ciężko przestraszyć. Ale zdarzyły się wyjątki, w grach wideo, po których zimny pot potrafił spłynąć mi po plecach.

Horrory w grach wideo najczęściej sprowadzają się do robienia nagłego „BUUU!” na ekranie. Ciężko nie podskoczyć, ale nie taki nastrój grozy lubię. Nie o to chodzi. Bardziej cenię sobie umiejętność wykreowania odpowiedniej atmosfery. Nie chodzi o to, bym szedł gdzieś sobie cicho, by nagle jakiś stwór czy inny zombiak wyskoczył głośno i niespodziewanie. Niestety, najwyraźniej jestem w mniejszości, gdyż większość gier na tym polega. Na szczęście zdarzają się wyjątki. Dziś przypomnę wam dwa szczególne, które wyjątkowo dobrze wspominam. Niestety, dość stare. Niewykluczone więc, że nie wszystkim wam zadziałają (nawet jak dorwiecie w sklepie) z uwagi na to, że jak były projektowane, to nikomu nawet nie śnił się 64-bitowy Windows 7, że nie wspomnę o Xboksie 360 czy PlayStation 3. Pierwszą z nich będzie…

Doom 3

Dooma chyba nie trzeba przedstawiać nikomu. Pierwsza część tej gry zrewolucjonizowała rynek shooterów, właściwie tak na serio, to go kreując. Gra nie miała zbyt ciekawej fabuły: jesteś marine, stacjonującym na bazie na Marsie, którą nagle zaatakowały siły prosto z biblijnego piekła. Druga część opowiada o inwazji tychże sił piekielnych na Ziemię. Ale to był tylko pretekst do radosnej rozwałki. Owszem, trzeba przyznać, bywały klimatyczne momenty. Ale ówczesne komputery na wiele nie pozwalały, więc bardziej chodziło o samą walkę. Bardzo zresztą miodną.

Doom 3

Doom 3

Doom 3 podszedł po wielu latach do tematu zupełnie inaczej. Dużo poważniej. Twórcy gry zignorowali poprzednie dwie części i zaczęli opowiadać historię od zera. Tak, historię, bowiem w Doomie 3 mamy intrygę. I to całkiem niezłą. Grę ubrano w niesamowitą (jak na ówczesne czasy, ale i do dziś wygląda świeżo) oprawę graficzną. Była skazana na sukces. Branża przyjęła ją jednak z umiarkowanym entuzjazmem, spodziewając się kontynuacji radosnej rozwałki z poprzednich dwóch części. Doom 3 to zupełnie inna bajka. Jasne, to shooter, dalej więc polega na wpakowaniu dużej ilości ołowiu czy plazmy w przeciwnika. Ale to nie ty tu jesteś łowcą. To na ciebie polują.

Id Software, twórcy gry, podeszli do tematu bardzo ambitnie. Czym jest bowiem Piekło, do którego portal otwarli urzędujący na Marsie naukowcami? Zakrwawionymi demonami robiącymi „BUU!”? To dobre dla dzieci. Piekło, według ich wyobrażeń, to miejsce, w którym nie jesteś straszony od czasu do czasu. To miejsce, w którym jesteś przerażony non-stop. Baza naukowa na marsie, po inwazji sił piekielnych, jest więc nie tyko wypełniona sługami Pana Ciemności. Ale zjawami. Duchami. Do dziś pamiętam scenę z gry, w której słyszę płacz kobiety. Rozpaczliwe wołanie o pomoc. Idę za głosem. Widzę jak na ziemi pojawiają się zakrwawione ślady małych stóp. Znikają. Idę dalej, za nimi, cały czas gdzieś z innego piętra. Skąd indziej łomot, krzyk przerażonego człowieka, chrzęst rozrywanych kości i upiorna cisza. Idę dalej, po drodze mierząc się z dwoma opętanymi marines. Morduję w samoobronie. Docieram do pokoju w którym słychać płacz. Widzę tę kobietę, patrzy na mnie błagalnym wzrokiem. Podchodzę. Nagle jej ciało jest rozrywane przez jakąś wściekłą zjawę od środka, z szaleńczym chichotem, która po chwili gdzieś odlatuje. A ja boję się ruszyć. To jest groza! W Doomie 3 takie rzeczy dzieją się co chwila. Gra jest genialna, wręcz błyskotliwa. Niestety, nie odniosła sukcesu, jaki powinna. Kilka razy prawie zszedłem na zawał, nieraz musiałem robić sobie przerwy od grania. A nic nie robiło tam „BU!”, nie stwierdzono też flaków latających w powietrzu.

Sanitarium

Z tą grą możecie mieć szczególny problem. Pisana była z myślą o Windows 95, dlatego też Windows XP, a tym bardziej Windows 7 miewa z nią duże problemy (niestety, sprawdzałem na własnej skórze). Ale warto postawić dla niej maszynę wirtualną z jakimś stareńkim Windowsem. Słyszałem też, że do sprzedaży trafiła wersja zgodna z Windows XP. Ale to już wyszukiwarka Google mi dziś podpowiedziała, bo nie widziałem tego na oczy.

Sanitarium

Sanitarium

Sanitarium to zupełnie inna bajka, niż Doom 3. To przygodówka, więc zamiast refleksu przyda ci się cierpliwość, wyobraźnia i chęć główkowania. Twoje wysiłki wynagrodzone zostaną genialnym klimatem, niepowtarzalną fabułą (książka! książka! ja chcę książkę!), poziomem do dziś nieosiągalnym w żadnym innym tytule. A grałem sporo.

Sanitarium opowiada historię Maksa Laughtona, który budzi się w szpitalu dla umysłowo chorych, nie wiedząc kim jest, jak tam trafił i dlaczego. Jedyne, co pamięta, to wypadek samochodowy, w wyniku którego odniósł poważne obrażenia twarzy. Jednak ów szpital to nic w rodzaju miłej placówki dla upośledzonych. To prawdziwe miejsce tortur, przypominające bardziej średniowieczne lochy niż miejsce opieki. Laughton za wszelką cenę próbuje dociec kim jest i dlaczego tam się znalazł. Co więcej, Laughton faktycznie jest szalony. Prawdziwy świat miesza mu się z jego chorymi fantazjami. Czuje jednak, że jego „choroba” nie wynika z jego stanu zdrowia, a jest wynikiem czyjegoś działania.

Laughton nie jest więc nigdy pewien, czy jego ucieczka ze szpitala dla obłąkanych to prawda, czy fikcja. Najpierw udaje mu się wydostać, by po chwili zamiast wydostać się na wolność… przenoszony jest do koszmarów swojego dzieciństwa. Fabuła i intryga trzymają w napięciu do samego końca i nie przesadzam, twierdząc, że po drodze czeka nas dużo strachu, ale też i dużo wzruszeń i bardzo emocjonalnych momentów.

Grafika dziś, niestety, trąci mocno starocią. Nie wiem więc, czy jest w stanie wciągnąć nowego gracza, jak mnie kiedyś. Tym niemniej spróbujcie. Jeśli macie możliwość.

A jeśli nie lubicie grać? Mam „Coś” dla was

Chcę też wspomnieć o filmie, który mnie autentycznie przeraził. Chodzi o „Coś” Johna Carpentera. Jest to horror sience-fiction, więc jeśli jesteście uczuleni na ten gatunek, nie czytajcie dalej. Jeśli jednak nie, to warto pochylić się nad tą produkcją.

„Coś” bazuje na genialnym pomyśle fabularnym. Grupa naukowców na Antarktydzie odkrywa zamrożony w lodzie statek kosmiczny. W środku znajdują zamrożoną istotę, która w niczym nie przypomina jakiegokolwiek znanego organizmu. Będąc przekonanymi, że jest martwa, przenoszą ją do swojej bazy. Niestety, zawierucha śnieżna uniemożliwia złożenie meldunku o swoim znalezisku. Naukowcy czekają na jej koniec.

Coś

Coś

A istota, jak się okazuje, martwa nie jest. Znika z laboratorium. Po jakimś czasie zaczynają ginąć ludzie. Szybko wychodzi na jaw, że owa istota nie ma własnej formy. Jednak może przybierać postać innego organizmu, który wchłonie. Psa, a nawet człowieka. Oznacza to, że stojący obok ciebie kolega może już nim nie być. Może być imitacją, czekającą, by w ustronnym miejscu rzucić się na ciebie i cię pożreć. Pomysł genialny w swojej prostocie. Grupa ludzi, odcięta od świata, zamknięta w niewielkiej bazie, w której nie mogą ufać niczemu ani nikomu. Przerażające? Owszem.

Film jest dość stary i to, niestety, widać. Niektóre sceny, które były wyjątkowo sugestywne, jak to oglądałem za młodu, dziś mogą wzbudzać uśmiech politowania. Aczkolwiek, muszę przyznać, że wersja odrestaurowana na potrzeby Blu-ray’a bardzo mocno daje radę. No i ta niepowtarzalna, ambientowa muzyka Ennio Morricone…

No dobra, to są trzy przykłady. Wasza kolej. Słyszałem że Amnesia jest całkiem przerażająca. Niestety, nie mam okazji sprawdzić, bo z grami przeniosłem się całkowicie na Xboksa. Polecajcie w komentarzach filmy i gry, po których mogą być problemy z zaśnięciem. Tylko błagam, nie takie „dzieła”, jak „Piła”…

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.