Wirtualny poemat o wietrze i kolorach tęczy

Wielu z Was, zwłaszcza posiadacze konsoli PS3 zetknęło się już z tym małym arcydziełem. Poniższy tekst dedykuję osobom, które jeszcze o nim nie słyszały lub nie miały okazji, jak ja wcześniej, by zanurzyć się w świat tej niezwykłej gry, jak i również wszystkim tym, którzy bardzo mocno ją pokochali.

Zastanawiałam się cały czas, czy w ogóle pisać o „Flower” w kategorii gry, bo jednak mam nieodparte wrażenie, że to coś zdecydowanie innego. Sam jego twórca mówi, że to portal do innego świata i trudno mi się z nim nie zgodzić. „Flower” to sztuka, wirtualny poemat, który poraża swoim pięknem od pierwszej chwili. Jest kompilacją pobudzającą nasze zmysły wzroku, słuchu, dotyku i czegoś nieokreślonego – jakiejś świetlistej struny w środku nas samych, która wydobywa z podświadomości wspomnienia z dzieciństwa, ze snów i marzeń… Marzeń o wolności.

„Flower” jest pozbawiony słów i jakiejkolwiek narracji. Nie posiada nawet menu startowego. Widzimy zniszczony, brzydki i szary pokój, a w zasadzie część stołu ustawionego pod oknem. Nawet nie rozwinięty jeszcze kwiatek, który na nim stoi wydaje się smutny i przygnieciony atmosferą beznadziejności… Przytrzymując jakikolwiek klawisz, kamera zbliży nas na kwiatka i po ściemnieniu ekranu, trwającym tyle co przymknięcie oczu, ujrzymy miasto pogrążone w zwyczajnej szarości i jakiejś klaustrofobicznej nucie pesymizmu nocnego, w którym jedynym ruchem jest „rzeka świateł” generowana przez pędzące samochody. Nie widać tu żadnych ludzi. Jest dziwnie pusto i martwo.

I nagle… Znajdujemy się na łące. Perspektywa kieruje nas na ziemię, gdzie nasz kwiatek rozkwita w pełni rozkosznie falując na wietrze. Raz jeszcze przytrzymujemy klawisz. Pojedynczy płatek odrywa się od główki kwiatu i… Jesteśmy wolni. Jesteśmy wiatrem.

Nikt i nic nie narzuca nam żadnych zadań. Nie ma startu i mety. Nie ma żadnej punktacji czy mapy, która wskazywałaby cel. Początkowo wprowadza to nawet w konsternacje, bo przecież przyzwyczajenia growe pchają nas do zdobywania, do zaliczania misji, czy choćby do popychania fabuły naprzód. I gdy dostajemy w ręce swobodę i brak jakiejkolwiek podpowiedzi czujemy się dziwnie…

Ale tylko przez chwilę. No bo kurczę – Jestem wiatrem! Przyciskam nieśmiało „X” na próbę i mój płatek zaczyna płynąć w powietrzu…Wychylam pada w prawą stronę i zaczynam coraz szerzej się uśmiechać…Wlatuję w soczyście zieloną trawę i gdy dotykam innego kwiatu, jego płatki dołączają do mojego w akompaniamencie delikatnego dźwięku pianina. Nie zastanawiam się. Płynę przez łąkę zbierając wszystkie kwiaty, by po chwili wzlecieć w niebo i obracając się spiralnie zauważyć, jak długi ogon płatków ciągnę za sobą…Do tego muzyka, która harmonizuje się z wszystkim co robię i oddaje nastrój czystej radości, dziecięcego entuzjazmu, który drzemie w każdym z nas.

Przeżywając „Flower” ( słowo „granie” wciąż mi nie pasuje) dostrzegam z uśmiechem, który nadal nie schodzi mi z twarzy, że porusza się tu jakże pozytywną tematykę bohatera niepozornego, wręcz niedostrzegalnego, którego siła marzeń jest w stanie zmienić świat. Nasze płatki wspomagane energią wiatru mogą bowiem kształtować w pewien sposób otoczenie… Uwierzcie mi, że bardzo ciężko wytłumaczyć optymizm i szczęście jakiego doznaje się w momencie pokrywania kolorami tęczy szarej łąki, czy wprawienia w ruch olbrzymich wiatraków… Osoba siedząca obok, która nie uczestniczy w tym zjawisku może nawet spojrzeć na Was dziwnie, gdy zobaczy w jakim skupieniu staracie się zebrać płatki spomiędzy trzaskających prądem słupów wysokiego napięcia…

Ja we „Flower” znalazłam bardzo dużo, choć chyba przyznacie mi rację, że ostatnimi czasy gry spod znaku independent wywołują o wiele większe emocje niż produkcje AAA. Znalazłam tu sporo zachwytu nad zjawiskami natury, radość z nieskrępowanego pędu w powietrzu, relaks w kojącej muzyce, pierwiastek twórczy, trochę skojarzeń z „Matrixem” i „Władcą Pierścieni”, oniryczność i otwierające się w zdumieniu usta w ostatniej sekwencji filmowej…

Nie chcę Wam niczego zdradzać, bo pomimo braku narracji i określonego celu, zaczniecie pomału sami dochodzić do wniosku do czego zmierzacie. Dodam jeszcze, że to pozycja absolutnie regrywalna i warta każdych pieniędzy. Można się nią cieszyć nawet po przejściu każdej planszy. Ot, tak, by po prostu znów poczuć wolność i wzruszyć się tym najlepszym i wyjątkowym wirtualnym poematem.

Ciekawostki:

„Flower” to jedna z najbardziej oryginalnych gier ostatnich lat i zdobywca 15 nagród, w tym zwycięskie miejsce w konkursie BAFTA za najlepsze artystyczne osiągnięcie, gdzie rozłożyło na łopatki Assassin’s Creed II, Uncharted 2 czy Batman: Arkham Asylum.

Studio „That Game Company” w marcu 2012 wypuści swoją najnowszą produkcję „Journey”, która tym razem będzie nastawiona na tryb multiplayer. I coś czuję, że ona również wgniecie mnie w fotel.

Prekursorem „Flower” był „Flow” wydany przez to samo studio w 2006r. Była to niewielka gra flashowa, w której pływając w wodzie wchłaniało się i przyłączało do siebie mikroorganizmy.

Jeśli nie macie możliwości zagrania we „Flower” pocieszę Was darmową grą od tego samego developera, która nie ma w sobie tak dużego potencjału ani oszałamiającej grafiki, jednak warto spojrzeć, choćby ze względu na podobną aranżację muzyczną i sam pomysł latania w chmurach… Grę można pobrać legalnie stąd.

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.