Lubię poczochrać futerko i się tego nie wstydzę… – recenzja „EyePet i Przyjaciele”

Zbliża się okres świąteczny i wielu rodziców zastanawia się nad prezentami dla swoich pociech. Czy "EyePet i Przyjaciele" może być strzałem w dziesiątkę po raz drugi?

Tym, którzy jeszcze nie poznali uroczego stworzonka przypominającego skrzyżowanie małpki i psa lub łagodniejszej formy gremlina wyjaśnię szybko na czym polegała pierwsza część gry. Przede wszystkim należy od razu zaznaczyć, że jest to pozycja tylko i wyłącznie dla posiadaczy konsoli PS3, wykorzystująca kamerę Playstation Eye do zabawy w rozszerzonej rzeczywistości oraz kontrolery Move. Tak, kontrolery. By wykorzystać w pełni nową odsłonę EyePeta, która kierowana jest docelowo do dwóch graczy, potrzebujemy 2 kontrolerów, co warto wziąć pod uwagę przy ewentualnym zakupie gry.

EyePet to seria, którą śmiało można nazwać uwspółcześnioną wersją Tamagotchi z lat 90. Dostajemy pod opiekę wspomnianego wyżej zwierzaka, którego możemy dowolnie malować i ubierać. Naszym zadaniem jest dbanie o niego, czyli karmienie, mycie i zapewnianie mu dużej ilości rozrywki za pomocą prostych mini gier. Wszystko odbywa się oczywiście na tle naszego pokoju i co tu dużo mówić – sprawia dużo frajdy, zwłaszcza osobom ( celowo nie piszę „dzieciom”, gdyż gra potrafi wciągnąć również i starsze pokolenia), które z różnych powodów nie mogą mieć w domu prawdziwego zwierzątka.

„EyePet i Przyjaciele” wprowadza kilka nowości do rozgrywki, jednak z bólem przyznaję, że mnie one nie zachwyciły. Mało tego, uważam, że niepotrzebnie zrezygnowano z paru dobrych rozwiązań wykorzystanych w poprzedniej części.

Główną zmianą jest dodanie drugiego EyePet’a, z którym równocześnie może bawić się druga osoba, co eliminuje problem wyrywania sobie kontrolera przez rodzeństwo;) Dużo ciekawiej wypadają dzięki temu wszystkie zabawy, w których rywalizujemy z przeciwnikiem. Żałuję, że zabrakło tu opcji kooperacji, która wręcz powinna być propagowana bardziej przy grze dla dzieci od lat 3. Co gorsza w trybie bawialni, a więc tym miejscu, w którym możemy głaskać i próbować innych interakcji ze zwierzakami również przeżyłam zawód, gdyż EyePety momentami sprawiają wrażenie, jakby zupełnie się nie widziały. Spodziewałam się jakiegoś ciągnięcia za ogony, gonienia po pokoju czy wyprawianiu innych harcy do jakich przyzwyczajeni jesteśmy obserwując żywe zwierzęta. Niestety. Wielka skucha dla Sony.

Zniknął także sympatyczny doktorek znany z części pierwszej, który w bardzo przystępny sposób wyjaśniał początkującym wszystkie możliwości gry, łącznie z pierwszym ustawieniem kamery i kontrolerów. Zastąpiono go irytującym głosem lektora, który w samouczku prowadzi przez wszystkie opcje i zwyczajnie w świecie nudzi. Za dużo zbędnego objaśniania – dzieciaki będą szybko znużone zanim na dobre rozpoczną zabawę…

Najbardziej nie mogę jednak przeboleć zmiany całego trybu rozgrywki…W części pierwszej codziennie dostawaliśmy inne zadania do wykonania, za które odblokowywało się nowe ubrania czy gry. Miało to swój sens, bo stawiane cele i ciekawość pchały zabawę do przodu i mobilizowały do ponownego włączenia konsoli. Tutaj po przejściu samouczka zostajemy nagle sami w pokoju z marną ilością PetŻetonów, czyli nowej waluty, którą otrzymuje się za różne działania. Odblokowana jest tylko jedna gra, którą musimy wałkować w kółko by zdobyć ilość potrzebną do odblokowania kolejnych zabaw. O ile początkowo PetŻetony zdobywa się w miarę szybko: np. za stworzenie ubrania, naklejki czy modelu zabawki, to po jakiejś godzinie odkrywamy, że wszystko już zrobiliśmy i tak naprawdę gra zaczyna się nudzić. Jest rzecz jasna system trofeów, ale sprowadza się on głównie do tego by odblokować kolejną grę.

Świat EyePetów krok po kroku

„Centrum Tworzenia”

to miejsce, w którym popuszczamy wodze naszej kreatywności. EyePeta możemy malować (farbą zwykłą, sprayem, a nawet brokatem! ), przycinać mu futerko, ubierać w różnorakie ciuszki (rzecz jasna za odpowiednią ilość PetŻetonów – tak, uczmy dzieci od małego, że nie ma nic za darmo -_-). Do tego możemy używać stworzonych przez nas wcześniej naklejek lub szablonów ułatwiających kolorowanie. Custom postaci jest tu bardzo bogaty i przy edytowaniu zwierzaka łatwo stracić poczucie czasu. W trybie „Malowanki” dostajemy czystą kartkę i możemy zabawić się w małego Van Gogha. Rysowanie za pomocą kontrolera jest dość trudne – uwaga, to mówi grafik – ale można cofnąć się trochę w czasy dzieciństwa, gdzie nawet słoneczka były koślawe, a serduszka zawsze przekrzywione w jedną stronę J. Nasze dzieła możemy zapisać i użyć później do wspomnianych wcześniej nalepek na ubrania czy inne obiekty. W tym miejscu mamy też dostęp do „Fabryki Zabawek”, gdzie możemy sami stworzyć modele pojazdów, którymi później będziemy się bawić. Wygląda to w ten sposób, że mamy lekki obrys obiektu na kartce i możemy go wykorzystać do obrysowywania konturów, które potem są automatycznie wycinane w drewnie i konwertowane do trybu 3D, gdzie możemy pojazd pomalować i ozdobić według własnego uznania.

„Opieka nad zwierzątkiem”

oferuje następujące tryby: Skaner, Karmienie, Mycie i Trening. Pierwszy z nich pokazuje potrzeby naszego pupila, dwóch kolejnych raczej nie trzeba wyjaśniać.

Trening

natomiast ćwiczy nasze zdolności manualne oraz pamięć. Naszego EyePeta możemy nauczyć 9 sztuczek, takich jak turlanie się, zdechł pies czy stanie na rękach. Aby to wykonać musimy odzwierciedlić idealnie ruch kontrolerem, według wzoru pokazanego na ekranie.

O

„Bawialni”

wspominałam wcześniej. To ekran startowy, w którym Move’y zamieniają się w trampolinę, pistolet na wodę czy laserowy wskaźnik umożliwiając interakcję ze zwierzątkami. Tutaj też możemy wydawać polecenia wyćwiczone w „Treningu”.

„Pudełko z zabawkami”

oferuje 12 różnych zabaw na 6 pojazdach takich jak: helikopter, UFO, koparka czy łódź podwodna. Są to proste mini gry typu rzucanie piłek do kosza czy łowienie żab ze stawu, które w trybie single mogłyby się znudzić po paru razach, jednak zyskują podczas gry z drugą osobą. Nie w każdej grze kontroler działa idealnie. Już podczas pierwszej gry na koparce EyePet zablokował mi się w narożniku na dłuższy czas…A możnaby po prostu wprowadzić funkcję cofania pojazdu…Jednak patrząc na ogół zabaw ja jestem zachwycona pracą z Move’m i więcej mogę o tej technologii powiedzieć dobrego niż złego.

„Miękkie zabawki”

to nic innego jak zabawa w układanie klocków, po których wspina się i baraszkuje EyePet. Do dyspozycji jest cała masa różnych styli, dzięki którym nasze budowle będą za każdym razem inaczej wyglądać. Mamy tu np. cukierkową krainę, dziki zachód czy styl orientalny. Mali budowniczowie będą zachwyceni. Ja po ułożeniu paru klocków i obejrzeniu tych samych animacji wyszłam po paru minutach…

I to tak naprawdę koniec interakcji. Jest jeszcze menu „Moje rzeczy”, w którym znajdziemy wszystkie malowanki i stworzone obiekty, zdjęcia oraz filmy. A także dla graczy podpiętych pod sieć znajdziemy „Świat zwierzątek”, w którym da się porównać EyePety znajomych, obejrzeć ich zdjęcia czy wymienić się zabawkami.

Podsumowanie

Drodzy rodzice, jeśli posiadacie część pierwszą warto zastanowić się czy kupowanie tej wersji ma większy sens… Jeśli nie grało się we wcześniejszą wersję opisane przeze mnie wady będą raczej niedostrzegalne.Dla pojedynczej osoby polecałabym jednak starsze wydanie. Tym bardziej, że „EyePet i Przyjaciele” nie dodaje nic ciekawego dla trybu single player. Jeśli grających domowników jest więcej wtedy cóż…Chyba nie macie innego wyboru J

„EyePet i Przyjaciele” będzie doskonałym prezentem dla małych artystów czy entuzjastów zwierzątek. Gra jest pozbawiona przemocy, bardzo kolorowa i sympatyczna. Tak jak wspominałam wcześniej z powodzeniem może bawić się nią cała rodzina, gdyż mało kto jest w stanie oprzeć się urokowi tych wirtualnych stworzeń.

Plusy:

+ Ciekawe wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości

+ Bardzo dobre spolszczenie gry

+ Dla graczy w każdym wieku (PEGI 3)

+ Duże możliwości edytowania zwierzątka

+ Opcja multiplayer

Minusy:

– Długie i mozolne wczytywanie każdego trybu rozgrywki

– Brak codziennych zadań znanych z części 1

– Brak widocznej interakcji między dwoma stworzeniami

– Zastąpienie doktorka prowadzącego rozgrywkę nudnym lektorem

OCENA:

65/100

Więcej recenzji na Gambler.pl

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.