Świat pod naszymi stopami – recenzja gry „Botanicula”

 

W lutym udało mi się skorzystać z możliwości przetestowania dema za pośrednictwem serwisu OnLive i nagrałam wtedy 15 minutowy gameplay z rozgrywki. Po premierze pełnej wersji miałam chęć pokazania Wam czegoś więcej, innych lokacji i zagadek, jednak stwierdziłam, że to tylko może popsuć wrażenia z rozgrywki. Element tajemnicy i radości z odkrywania kolejnych plansz jest tutaj na tyle satysfakcjonujący, że zwyczajnie nie chciałam Wam tego robić;) Jeśli nigdy nie graliście w produkcje studia Amanita to możecie obejrzeć poniższy filmik i potowarzyszyć mi przez pierwsze chwile z Botaniculą.

Fabuła gry jest obrazowa, nie znajdziemy w całej grze żadnych napisów czy dialogów – wszystko jest animowane i okraszone wyjątkowymi dźwiękami, a przez to łatwe do zrozumienia. W świecie roślin, żyją spokojnie setki różnych organizmów (w całej grze spotkać można ich aż 130!). Niektóre wiszą leniwo na listkach, inne opiekują się dziećmi, jeszcze inne zbierają orzeszki – słowem wszyscy koegzystują ze sobą w zgodzie i harmonii. Pewnego dnia jednak do tego przyjaznego świata wkrada się ciemna materia, która zaczyna pochłaniać cały ekosystem. Szczególnie upodobała sobie owoce z drzewa, które jest przecież życiowym filarem takiego układu.

W obliczu zagłady ostatnie nasionko wykazało wolną wolę i uciekło przed zjedzeniem wprost w ramiona pewnego nieświadomego zagrożenia malutkiego orzeszka. A jako, że zawsze przed wyruszeniem w drogę należy najpierw zebrać drużynę podczas całej przygody towarzyszyć nam będzie aż 5 dzielnych kompanionów. Misja jest oczywista – trzeba będzie udać się do samego jądra ciemności i zwalczyć złą materię, by móc zasadzić nasionko

Droga jednak nie będzie prosta. Często odcinki drzewa będą blokowane przez różne stworzenia zdecydowanie większe od nas i trzeba będzie trochę pokombinować, by przejść dalej. Mechanika gry opiera się na najprostszym systemie – point’n’click. Gdy kursor zamienia się w łapkę na danym przedmiocie dokonuje się interakcji. Mam nadzieję, że Was nie odstraszę jeśli powiem, że90% takiej współpracy z otoczeniem nie poruszy fabuły do przodu. Są to tylko śmieszne lub dziwaczne animacje. W praktyce wygląda to w ten sposób, że gra się eksploracyjnie – klikamy we wszystko w co możemy by zobaczyć jakiś efekt. Mapa po której będziemy się poruszać jest bardzo duża i trzeba się sporo nachodzić by rozwiązać dane zadanie.

Misje, które przyjdzie nam wykonać są w zasadzie identyczne. Znajdź 5 kluczy. Znajdź 7 nasionek. Znajdź 3 dzieci czy 14 kurczaków. Natomiast cała frajda polega na rozwiązywaniu mniej lub bardziej logicznych zagadek, za które owe przedmioty dostaniemy. Niektóre są spójne i wiadomo co trzeba zrobić już od pierwszego rzutu okiem. Niektóre zaś powodują frustrację i kilkunastominutowe rozmyślanie na temat „co autor miał na myśli”. Choć gra nie ma oficjalnego podziału na rozdziały, to jednak można w niej wyróżnić 3 części, które różnią się od siebie klimatem. Potężnie zacięłam się na każdej z nich nie mogąc ruszyć z miejsca – aż na dwóch z nich nie wynikało to z błędów w rozumowaniu lecz braku spostrzegawczości. Przypuszczam więc, że osoby, które są pod tym względem lepiej ode mnie rozwinięte poradzą sobie bez żadnego poradnika;)

Oprócz standardowego szukania przedmiotów i wymieniania ich na te bardziej pożądane w Botaniculi jest kilka mini- gier wymagających zręczności jak np. siatkówka czy wyścig robaczków. Nie stanowią one większych problemów, raczej miło urozmaicają rozgrywkę. Najbardziej pozytywnie wspominam środkowy etap gry, gdzie nasi bohaterowie lądują w kolorowym miasteczku i mają za zadanie zdobyć owych 12 nieszczęsnych kurczaków.

Poziom humoru sięga tu apogeum. Przykładowo w jednym domku obserwujemy jak pewna istota tworzy Frankensteina korzystając z układu elektrycznego, a w innym zobaczymy odniesienie do Samorosta. Etap dalej wszystko staje się mroczniejsze – w porównaniu do harmonijnego miasta, będziemy zwiedzać kręte i identycznie wyglądające korytarze, nadające bardzo klaustrofobicznego klimatu. Mimo to jednak, nadal widać wtedy specyficzne poczucie humoru twórców. Jest moment, w którym nasza drużyna obserwuje kukiełkowe przedstawienie. Za pierwszym kliknięciem jest to oklepany rycerz walczący ze smokiem. Za drugim jakiś pajacyk. Za trzecim pojawia się nasza 5-osobowa ekipa przy entuzjastycznym okrzyku „juhu!”. Za czwartym będzie ona walczyć z czarną materią, której w scenie finałowej… wyrwie nogę niczym pająkowi z Limbo, a następnie użyje na niej zakrwawionego noża…Brrr;)

Od strony wizualnej jest surrealistycznie, schludnie i pięknie. Początkowo obawiałam się małej różnorodności lokacji, jednak potem wyraźnie widać wysoki potencjał artystyczny grafików Amanity. Wszystko jest dopracowane. Każda z istot jakie spotkamy jest inna i bardzo zapada w pamięć. Podczas gry zbieramy też animowane karty z ich wizerunkami, za które w finale czeka nas niespodzianka;) Najbardziej mnie jednak zauroczyła oprawa dźwiękowa, za którą studio otrzymało już nagrodę na Festiwalu Gier Niezależnych. Muzykę skomponowała czeska formacja DVA, a cały soundtrack możecie przesłuchać tutaj: http://dva2.bandcamp.com/album/botanicula. Ja się nie mogłam opanować i już sygnał „Juhu!” rozbrzmiewa w moim telefonie;D Już chyba zawsze to słowo będzie mi się kojarzyło z Botaniculą, tak samo jak „Ahoj!” z Krecikiem.

Jedyne co mnie rozczarowało, to słabe wykorzystanie różnorodności bohaterów. W demie jeśli dobrze pamiętam były 2 sytuacje, w których trzeba było wybrać odpowiednią postać by rozwiązać zagadkę. To mi zrobiło nadzieję. Wszak jaki sens jest tak różnicować fizycznie drużynę jeśli nie ma się zamiaru tego potem wykorzystać? Niestety później doświadczymy zaledwie jedną tego typu zagwozdkę. Poza tym nie ma co się oszukiwać – jeśli dany bohater nie daje z czymś rady, wystarczy przeklikać pozostałych;)

Podsumowanie

W Botaniculę grałam z przerwami, dawkując ją sobie według uznania i wolnego czasu. Wiedziałam, że nie będzie to długa rozgrywka i faktycznie – jej przejście w zależności od waszej spostrzegawczości i umiejętności abstrakcyjnego myślenia oscyluje w granicach 3,5 – 5 godzin. W stosunku cena/jakość wypada nadzwyczaj okazale, zwłaszcza, że długo można ją było kupić za grosze w Humble Botanicula Debut. Polska wersja pudełkowa wydawana przez CD Projekt wynosi aktualnie 39 zł. Choć domyślnie jest skierowana dla graczy powyżej 7 lat sądzę, że najmłodsi gracze mogą sobie z nią nie poradzić. Chyba, że wspólnie z rodzicami, co jest o wiele lepszym pomysłem niż oglądanie razem dobranocki;) Z czystym sumieniem polecam wszystkim fanom nie tylko Amanity czy gier niezależnych, ale

ludziom, którzy noszą w sobie pierwiastek dziecięcej radości powstającej przy odkrywaniu nieznanych światów.

Plusy:

+ Surrealistyczny i piękny świat roślin

+ Sympatyczni bohaterowie i ilość postaci pobocznych

+ Miła dla ucha ściezka dźwiękowa

+ Satysfakcja z grania i odkrywanie Easter Eggów

+ Cena/jakość

Minusy:

– Słabe wykorzystanie właściwości bohaterów

– Mała ilość zagadek logicznych w stosunku do prostych zadań point’n’click

Ocena: 85/100

Więcej recenzji gier i newsów na:

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News