Urządzenie jest tak proste w budowie, że dziwi mnie brak zainteresowania tym projektem wielkich korporacji. Wygięta obudowa, na samej górze kilka paneli słonecznych, po drugiej stronie diody LED, na samym dole ładowarka z wejściem USB i stoliczek lub ławeczka. Przypuśćmy, że kolektor 9V/ 109 mA wystarczyłby bezproblemowego ładowania telefonu czy innego urządzenia przez USB, do tego koszty ładowarki, diód LED, ławeczki/stoliczka i jakiegoś niedużego akumulatorka. Po pobieżnych przeliczeniach wyszło mi wraz z robocizną coś koło 200-300 złotych. Oczywiście, jeżeli robiłaby to firma to możemy spodziewać się jeszcze niższej ceny, bo brałem pod uwagę ceny detaliczne, a nie hurtowe czy od producenta. Do tego nie trzeba prowadzić zbytnich napraw lub płacić za utrzymanie, diody LED w teorii mają żywotność około 10 lat. W dni pochmurne zawsze możemy włączyć światła uliczne, albo podłączyć takiego Street Chargera do sieci. Nic jednak z moich gdybań niestety nie wyniknie dopóki ktoś tam na górze nie zacznie myśleć bardziej perspektywicznie.
Zielona energio gdzie jesteś?
22.06.2012|Przeczytasz w 2 minuty
