Twórca Wing Commandera powraca po 10 latach. W wielkim stylu.

Jeśli uwielbiałeś takie tytuły jak Wing Commander, Privateer czy Freelancer to... zacznij zbierać na nowego peceta.

Trailer Star Citizen zaczyna się od tej wiadomości. Będzie to gra z gatunku kosmicznych symulatorów, dostępna ekskluzywnie na platformę PC. Nie podano jeszcze jej wymagań sprzętowych, ale jestem przekonany, że będę musiał zmienić komputer.

Nie wiadomo kiedy konkretnie Chris Roberts, twórca takich legend jak seria Wing Commander, Privateer, czy Freelancer, zaczął pracować nad swoim najnowszym dzieckiem. Wiemy tylko tyle, że w kwietniu 2011 założył Cloud Imperium Games Corporation, gdzie wraz z niewielkim zespołem pracował nad prototypem Star Citizen.

Zastanawiacie się, czy gra będzie dobra? Zacznijmy od konkretów. Dynamiczny, w pełni zależny od graczy model ekonomiczny. Otwarty świat. Tryb multiplayer. A do tego kampania dla pojedynczego gracza dostępna w trybie offline, którą można przechodzić w trybie kooperacji, podobnym do tego z Demon’s Souls.

Historia będzie luźną adaptacją wydarzeń, które towarzyszyły upadkowi Imperium Rzymskiego. Jednak od polityki, dla gracza ważniejszy będzie jego Szwadron 42 – eskadra wzorowana na wzór francuskiej legii cudzoziemskiej, czarnej kompanii Glena Cooka, czy Wolnej Kompanii Sapkowskiego. Celem gracza będzie oczywiście dostanie się do tej najbardziej elitarnej jednostki w galaktyce.

10 lat, które Roberts potrzebował na odpoczynek od dwóch dekad spędzonych na tworzeniu gier wydają się procentować w nieskończoność. Twórca nie chce adaptować klasycznego modelu MMO nawet jeśli chodzi o nową zawartość dodawaną do gry. Chce dodawać nową zawartość do swojej gry przy pomocy mikro-uaktualnień, które pokazywałyby się ze znacznie większą częstotliwością, niż ma to obecnie miejsce w jakimkolwiek MMO. Nie tylko to – przypuśćmy, że uaktualnienie zawierać będzie nowy system gwiezdny. Jeśli odkryjesz go pierwszy, możesz nazwać go swoim imieniem, a sporządzoną mapę systemu sprzedać jednej z kosmicznych korporacji.

Gra tworzona jest przy użyciu silnika CryEngine, co w praktyce oznacza dwie rzeczy: Po pierwsze – będzie przepiękna. Po drugie – stopi większość kart graficznych. Jeśli nie wierzycie – obejrzyjcie (jeszcze raz) trailer.

Dlaczego Roberts zdecydował się na platformę PC?

„Aktualnie na Steamie zarejestrowanych jest 40 milionów ludzi. Mam wrażenie, że pecetowi gracze są ignorowanie. Do tego pecet to otwarta platforma, która nieustannie ewoluuje. Do tego nikt nie ma kontroli nad tym co tworzymy, co w przypadku tworzenia gry na konsole byłoby dla mnie największym problemem.”

Jeśli spodobał Wam się trailer i chcielibyście, żeby Space Citizen ukazał się w 2014 roku, pozostaje jeszcze jedna kwestia. Pieniędzy. Roberts zdecydował się na bezpośrednią współpracę z graczami, rezygnując z pośrednictwa zarówno dystrybutora jak i stron crowdfundingowych. Pieniądze na produkcję zbiera sam, na stronie

Reklama

Robertspaceindustries.com.

Minimalna kwota, potrzebna do tego, aby gra się ukazała wynosi 2 miliony dolarów. To dużo, jednak patrząc na takie gry, ufundowane przez społeczność jak Project Eternity, Planetary Annihilation, czy Solforge, Star Citizen wydaje się być w zasięgu ręki. No ale o tym zdecydują już sami gracze.