Urban Trial Freestyle – recenzja gry (PS3)

Do tej pory gracze PlayStation nie mieli alternatywy jeśli chodzi o zręcznościowe wyścigi motocyklowe po dwuwymiarowych torach. Polska propozycja – Urban Trial Freestyle – może nie jest tak rozbudowana jak xboxowo-pecetowa seria Trials, ale z pewnością warto po nią sięgnąć.

Urban Trial Freestyle

przyciągnął mnie do siebie klimatem, podobnym do Motorstorm Apocalypse, którego osobiście bardzo lubię. Jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju wyścigi jestem strasznym wzrokowcem i grafika jest pierwszym elementem, na jaki zwracam w tych grach uwagę. Zrujnowane budynki, żyjące własnym życiem otoczenie, efektowne wybuchy i dynamicznie zmieniające się tła –po prostu uwielbiam takie widoki. Preferuję też zdecydowanie zręcznościowe sterowanie od czystej symulacji. Przyznam także, że przedkładam jakość trasy nad jej długość – zdecydowanie nie lubię kilkuminutowych wyzwań.

Urban Trial Freestyle

spełnił te moje wszystkie kryteria – najzwyczajniej w świecie polskie studio Tate Multimedia idealnie trafiło w mój gust. Nie znaczy to jednak, że gra pozbawiona jest wad, ale w ostatecznym rozrachunku nie są one tak istotne, by przysłonić najważniejszą zaletę – czyli radość z rozgrywki.

W UTF zasiadamy za sterami motocykli. Naszym zadaniem jest przejechanie 5 dzielnic miasta, które przekształciło się w jeden wielki tor przeszkód.

Torów w sumie jest 20

, ale ich liczbę na upartego można podwoić, ponieważ występują w różnych porach dnia i dwóch trybach rozgrywki. Ponieważ trasy są dwuwymiarowe, a my możemy poruszać się tylko do przodu lub do tyłu najważniejszym aspektem w grze jest prawidłowe balansowanie ciałem motocyklisty i umiejętne dodawanie gazu w odpowiednich momentach.

Każdą planszę musimy przejechać w dwóch trybach. Pierwszym z nich jest time attack, czyli standardowy wyścig, w którym liczy się najkrótszy czas przejazdu. Im będziemy szybsi tym więcej punktów uzyskamy, a to przekłada się na liczbę gwiazzek, które odblokowują następne trasy. W tym trybie możemy też zmierzyć się z „duchem”, by podpatrzeć jak efektowniej poradzić sobie z niektórymi przeszkodami.

Drugim trybem zaś jest Stunt Mode, w którym ważniejszą od czasu okazuje się nasza znajomość akrobacji. Na trasie poustawiane są różne zadania, których zaliczenie gwarantuje znaczną ilość punktów. Czasem będziemy musieli zatem dobrze się rozpędzić by oddać jak najdalszy skok, czasem obrócić się parę razy, a niekiedy wylądować idealnie w danym punkcie.

Oprócz tych trybów, za ukończenie każdej z 5 dzielnic otrzymujemy możliwość podjęcia się dodatkowego wyzwania w rodzaju dojechania jak najdalej na jednym baku paliwa, balansowania przy pomocy żyroskopu lub oddaniu jak najdalszego skoku po wjechaniu w wybuchające beczki. Ich zaliczenie nic nie daje, oprócz czystej satysfakcji z ustanowienia nowego rekordu.

Jak się jeździ?

Na początku to bułka z masłem. Pierwsze dwie dzielnice przejeżdża się błyskawicznie i nawet specjalnie nie trzeba się natrudzić, by zdobyć maksymalną ocenę 5 gwiazdek. Dopiero mniej więcej od połowy gry zaczyna być ciężko, wręcz momentami arcytrudno. Trzeba idealnie wyczuć trasę – zapamiętać, w którym momencie zawala się podłoga, gdzie ludzie zaczynają rzucać przeszkodami pod motor, gdzie się zatrzymać, by nie dostać po głowie spadającym elementem otoczenia itd.

Checkpointy

ustawione są nie tyle może daleko od siebie, co w zdecydowanie nietrafionych miejscach. O śmierć w grze bardzo łatwo, wystarczy leciutko zahaczyć głową o sufit przy skoku, by znów po 20 razy mierzyć się z wcześniejszą przeszkodą. Tak, przyznaję, było to strasznie frustrujące. Wystarczy, że między jednym, a drugim odcinkiem umieszczone są trzy wymagające przeszkody. Przejedziesz jedną w skupieniu, drugą zaliczysz fuksem,a na trzeciej wywalisz się i musisz znów zaczynać od początku. Dla mnie najgorsze okazały się rampy ustawione pionowo po skosie, które wyrzucały motocykl w przeciwnym kierunku jak tylko się na nie wjechało. Przy trzydziestym razie już odechciewało mi się gry;). Ale muszę przyznać, że tak wysoki poziom trudności to zaleta, zwłaszcza dla graczy, którzy szukają wyzwań.

Po przejechaniu trasy z dobrym wynikiem warto przejechać ją jeszcze raz. W różnych miejscach pochowane są bowiem

worki z pieniędzmi

(na trasie rozmieszczone są alternatywne ścieżki), za które to można następnie poprawić osiągi techniczne swojego motocykla lub kupić inne ciuchy. Szkoda jedynie, że sklep i warsztat jest dość ubogi, ale być może twórcy uznali, że przy grze o takiej długości więcej elementów nie ma sensu dodawać.

Oprawa audio-wizualna

I tu rodzi się pewien dysonans. Tak jak oprawa graficzna jest moim zdaniem rewelacyjna, tak oprawa audio jest beznadziejna. Z jednej strony mamy zatem bogactwo detali na planszach, ruchome tła, na które nie da się nie zagapić (moim ulubionym jest tonący okręt), ludzi, którzy żywo reagują na naszą obecność (najczęściej frustracją, że jakiś szaleniec przeszkadza im w pracy),

różnorodne lokacje

(są fabryki, lasy, tereny budowy, biurowce) a z drugiej strony muzyka jest monotematyczna, po czasie już drażniąca uszy. Do tego nie słychać dobrze ryku silnika, nawet jeśli całkowicie ściszymy muzykę. Szkoda, że audio nie zostało tu tak dopieszczone jak wizja.

Nie przeszkadza mi tu, że autorzy nie pokusili się o edytor tras chociaż wiem, że to znacznie przedłużyłoby żywotność gry i zadowoliło graczy z aspiracjami twórczymi. Najgorsze jednak jest co innego –

brak trybu multiplayer

.

Dlaczego, och dlaczego Tate Multimedia nie pokusiło się chociażby o kanapowego multiplayera? Brakuje mi bardzo elementu rywalizacji. Oglądanie tablic wyników znajomych i ludzi z całego świata nigdy nie kręci mnie tak bardzo jak zabawa na żywo z drugim człowiekiem. Gry wyścigowe bez multiplayera dla mnie umierają tuż po skończeniu trybu kariery.

Podsumowanie

Urban Trial Freestyle co ciekawe jest także dostępne na PS Vita. Niestety gra nie wykorzystuje opcji Cross Buy i Cross Save przez co wersje te są niezależne od siebie i co gorsza dla naszego portfela – musimy je kupić osobno. Na szczęście ceny są całkiem przystępne. Wersję PS3 kupimy za 59, natomiast odpowiednik na PS Vita kosztuje 39zł. Nie miałam okazji przetestować tej drugiej, ale myślę, że z uwagi na krótkie trasy sprawdziłaby się idealnie w podróży.

Tate Multimedia do tej pory kojarzyło mi się wyłącznie z produkcjami kierowanymi głównie do młodszych graczy (np. seria o Kangurku Kao) i byłam bardzo zaintrygowana jak poradzą sobie z czymś poważniejszym.

I według mnie poradzili sobie dobrze, zaoferowali graczom krótką, ale intensywną rozrywkę pozbawioną co prawda trybu multiplayera i edytora tras, ale za to w przystępnej cenie.

Jeśli wciąż nie jesteście przekonani – na PS Store znajdziecie też demo gry.

Ocena: 70/100

Plusy:

+ Dynamiczne otoczenie

+ Dobrze zbalansowany poziom trudności

+ Zróżnicowane trasy

+ Cena/jakość

Minusy:

– Słaba oprawa audio

– Źle rozlokowane checkpointy

– Brak trybu multiplayer

– Brak wsparcia cross-buy/cross-play/cross-save

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.