PC 350 SE i PC 363D: Sennheiser wie jak robić słuchawki dla graczy

Chociaż niektóre zastosowane rozwiązania jawią się na początku dość kontrowersyjnie.

Jakiś czas temu, dostałem do testów dwa modele słuchawek Sennheisera, stworzone specjalnie dla graczy. PC 350 SE i PC 365D. Przyznam się szczerze, że nie kojarzyłem Sennheisera z tym segmentem rynku, dzięki czemu używanie obu modeli słuchawek było ciekawym doświadczeniem. No ale po kolei.

Wygląd

Zapomnijcie o wodotryskach, bajerach, świecących się kablach, czy wibrujących końcówkach mikrofonu. Oba modele to klasyczne konstrukcje, w których najważniejszą rzeczą jest wygoda gracza.

Nauszniki w rozmiarze XXL doskonale tłumią dźwięki otoczenia (model 350SE jest w tym zdecydowanie lepszy z powodu obicia nauszników sztuczną skórą, która lepiej tłumi dźwięk niż welur), konstrukcja obu słuchawek jest na tyle lekka, że wielogodzinne sesje przed monitorem nie stanowią w nich żadnego problemu. Bardzo podoba mi się też umiejscowienie potencjometru na prawym nauszniku słuchawek. Takie rozwiązanie oferuje świetny dostęp do regulacji głośności, którą gracz, w razie potrzeby, może zmienić błyskawicznie. Dodatkowo, nauszniki w obu modelach mają konstrukcję otwartą na tyle, że zapobiega ona poceniu się uszu. Sennheiser reklamuje to sloganem: „zachowasz zimną krew”, bo nie wypada im napisać „twoje uszy nie spłyną potem po dwóch godzinach grania”, jednak wierzcie mi, ten drugi slogan o wiele lepiej oddaje rzeczywistość i jest o wiele bardziej przekonujący dla graczy. Lepszą wentylacją może pochwalić się model 363D. W 350SE zastosowano aluminiowe kapsuły nauszne, które zapewniają o wiele lepszą izolację od dźwięków otoczenia, niż ma to miejsce w 363D. Dzięki temu słuchawki sprawdzają się o wiele lepiej w hałaśliwych pomieszczeniach – w skrócie: są lepsze na turnieje. I z taką myślą były projektowane – po złożeniu (które nie wymaga od użytkownika zbyt wiele gimnastyki) idealnie mieszczą się w skromnym i wygodnym futerale.

Największą wadą, w dodatku bardzo bolesną z mojego punktu widzenia jest brak możliwości odczepienia pałąku z mikrofonem. Zastanówcie się – kupujecie jeden z dwóch opisywanych tutal modeli Sennheisera, wydając na to niemałą kwotę. Dostajecie za to słuchawki ze świetną jakością dźwięku, lekką konstrukcją, które na domiar dobrego doskonale izolują dźwięki otoczenia i są po prostu cholernie wygodne. Szkoda nie wyjść w nich z domu, prawda? Zdaję sobie sprawę, że to moja subiektywna preferencja, ale zupełnie nie przeszkadzałby mi ich rozmiar, jeśli chodzi o używanie ich poza domem, gdyby… dało odczepić się mikrofon. Do dzisiaj bardzo często zakładam Sennheisery HD 201, kiedy wychodzę pojeździć sobie na rowerze. Mikrofon zamontowany na stałe w 350SE i 365D powoduje, że bardzo wygodne, bardzo drogie i świetne jakościowo słuchawki mogą służyć mi tylko w domu, ewentualnie na turniejach. Szkoda.

Jakość, jakość i jeszcze raz jakość.

Jeśli chodzi o jakość dźwięku, co dla niektórych graczy jest najważniejszym kryterium wyboru słuchawek, oba modele zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Zastosowana technologia E.A.R, czyli Eargonomic Acoustic Refinment powinna ucieszyć każdego audiofila. W połączeniu z kontrolą głośności basów, oba modele nadają się wręcz idealnie do tzw. „gry na słuch”, co zdefiniować można jako detekcję przestrzennego źródła dźwięku. W tej kwestii dużo zależy od silnika samej gry – z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że grając w Counter Strike: Global Offensive, o wiele lepiej orientowałem się skąd do mnie strzelają testując oba modele słuchawek.

Kolejną ważną kwestią w słuchawkach dla graczy jest oczywiście mikrofon. W obu modelach zastosowano ten sam model mikrofonu, który jak na model montowany na stałe w słuchawkach ma dość dużą (w porównaniu do konkurencji) membranę, co w połączeniu z wbudowaną technologią wyciszania szumów daje nam świetną jakość dźwięku wychodzącego. W praktyce wygląda sprowadza się to do tego, że wasz głos będzie miał najlepszą jakość, niezależnie od tego, czy korzystacie ze Skype’a, Raidcalla, Ventrillo, Teamspeaka, czy Mumble’a. No chyba, że ktoś z waszych znajomych korzysta z dobrze skonfigurowanego mikrofonu pojemnościowego.

Skoro omawiamy już mikrofon, warto też wspomnieć o tym, w jaki sposób Sennheiser wymyślił jego wyciszanie. Najpopularniejszym standardem jest pilot umieszczony na kablu słuchawek, z przełącznikiem do wyciszania mikrofonu. W Sennheiserach tego nie ma. Mikrofon wycisza się poprzez ustawienie pałąka w pozycji pionowej. Rozwiązanie to na początku wydawało mi się dosyć niewygodne, jednak po kilku dniach testowania obu modeli doszedłem do wniosku, że tak jest po prostu szybciej i tym samym wygodniej. Szukanie pilota umieszczonego na kablu, bez odrywania wzroku od monitora (bo dzieją się tam ważne rzeczy) zajmuje o wiele dłużej niż podniesienie ręki i zmianę pozycji pałąka z mikrofonem. Rozpisałem się o tym, ponieważ bardzo lubię, gdy jakieś rozwiązanie, które na początku wydaje mi się słabym pomysłem, po kilku dniach udowadnia mi, że nie miałem racji. Kolejny punkt dla Sennheisera.

Do modelu 363D, oprócz opisywanej wyżej technologii E.A.R, dodano również kartę dźwiękową USB z kontrolerem Dolby Headphone. Dzięki tej karcie, Sennheisery działają w trybie 7.1, co moim zdaniem nie jest niezbędną technologią, jeśli chodzi o słuchawki i wymaga od gracza słuchu absolutnego, żeby mógł w pełni docenić wszystkie kanały. Największą zaletą tego rozwiązania wg mnie jest możliwość podłączenia słuchawek do komputera, przy pomocy jednego portu USB.

Podsumowanie, czyli które słuchawki kupiłbym dla siebie.

Sennheiser PC350SE ważą 312g mają nauszniki obite sztuczną skórą, co w połączeniu z ich konstrukcją zapewnia lepszą izolację dźwięku niż w modelu 363D. Do tego oferują szerszy zakres pasma przenoszenia dźwięków, w porównaniu do 363D. Nie posiadają dołączonej do zestawu karty dźwiękowej USB i zaprojektowane zostały z myślą o bardziej mobilnych (biorących udział w turniejach) graczach.

363D są lżejsze (280g), obite welurem, co mi osobiście odpowiada o wiele bardziej, oferują odrobinę lepszą wentylację uszu, dołączona do nich karta dźwiękowa USB pozwala na większą elastyczność jeśli chodzi o podłączenie słuchawek do komputera no i, last but not least, są tańsze.

Dla graczy, którzy nie uczęszczają na turnieje i inne imprezy LAN-owe, do szczęścia zdecydowanie wystarczy model PC 363D. Uczestnikom turniejów, którzy często podróżują ze swoim sprzętem i grają w nieco głośniejszych pomieszczeniach polecałbym 350SE.

Śmiem twierdzić, że oba modele słuchawek to najlepsze (w swoich kategoriach) słuchawki dla graczy, które miałem okazję testować. Nie polecałbym ich tylko w jednym przypadku: jeśli uwielbiacie świecące nauszniki, pulsujące kable, i ogólnie rzecz biorąc „krzykliwy design”, to Sennheiser (całe szczęście) nie spełni waszych oczekiwań. Gdyby jeszcze oba modele były odrobinę tańsze…

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.