Szukając gwiazd we własnym umyśle – recenzja „To the Moon”

Gra, która wzruszy Was tak, że nigdy o niej nie zapomnicie.

Gdy tylko skończyłam ocierać łzy po To The Moon i starałam się zebrać myśli, poczułam się dokładnie jak rok temu, gdy próbowałam powiedzieć Wam czym jest Journey od thatgamecompany. Wbrew pozorom są one bardzo do siebie podobne. Podróż była idealną formą pozbawioną treści, czystym obcowaniem ze sztuką, która wywoływała wzruszenie.

To the Moon

zaś w bardzo ubogiej formie przynosi emocje samą treścią. Pierwsze jest jakby interaktywnym obrazem, drugie interaktywną książką. Bez względu na to, czy jesteście zwolennikami stylistyki retro czy nie, powinniście sięgnąć po The The Moon, które jest jedną z najpiękniejszych pereł, jakie uda Wam się wyłowić z oceanu gier indie.

Gra nie jest nowa. Została wydana już w 2011r. na PC, jednak dopiero dwa miesiące temu pojawiła się w Polsce w naszym rodzimym języku. Za jej stworzenie odpowiada niezależne studio Freebird Games, któremu przewodniczy

Kan R. Gao

– projektant i kompozytor w jednej osobie. Choć gra powstała w RPG Makerze najbliżej jej do gatunku visual novel, który święci triumfy popularności w Japonii. Nie będzie tu trudnych wyborów moralnych, drzewka umiejętności postaci, questów pobocznych – ba! W zasadzie cała mechanika gry opiera się na „przeklikiwaniu” dialogów, przeszukiwaniu malutkich lokacji w celu odnalezienia kilku przedmiotów i prostym rodzaju mini-gry. Sterowanie jak na dzisiejsze czasy jest doprawdy ascetyczne, momentami irytujące, ale to tylko gorzka kropelka, którą da się strawić biorąc pod uwagę bukiet smaku jaki oferuje cała gra.

W niezbyt odległej przyszłości, w którym MP3 są już archaizmami technologii, pewien staruszek John, znajduje się na łożu śmierci. Przed zapadnięciem w śpiączkę podpisuje kontrakt z popularną korporacją Sigmund Corp., która zajmuje się spełnianiem ostatniego życzenia klienta. Mózg umierającej osoby podłączany jest do specjalnej maszyny oraz umysłów lekarzy, którzy podróżując przez wspomnienia pacjenta próbują w taki sposób zmodyfikować przeszłość, by dokonać symulacji alternatywnego życia. Dobrze rozumiecie. Rzeczywistość wcale nie ulega wtedy zmianie. Ta manipulacja nie ma realnego wpływu na pacjenta – ale dzięki niej może on umrzeć z uśmiechem na ustach, przeżywając raz jeszcze swoje życie i odczuwając pełne spełnienie. Piękna wizja science-fiction, której nie spotkałam do tej pory w literaturze czy filmie (choć pachnie trochę „Incepcją”).

John pragnie tylko jednego. Chciałby polecieć na Księżyc. Przed naszymi bohaterami, lekarką Evą Rosaline i doktorem Neilem Wattsem stoi z pozoru proste zadanie. Muszą dotrzeć do jak najwcześniejszego wspomnienia Johna z dzieciństwa i zaszczepić mu pragnienie zostania astronautą. Niestety ludzka pamięć jest zawodna i aby dotrzeć do wcześniejszych wspomnień na każdym etapie życia pacjenta należy znaleźć tzw. ogniwa pamięci, czyli przedmioty, które pozwolą nam przejść dalej. W przypadku Johna pojawiają się dodatkowe komplikacje, które sprawią, że nasi bohaterowie będą mieli nie lada orzech do zgryzienia.

Gra wciąga niesamowicie od samego początku. Ma się wrażenie, że ogląda się film od tyłu. Wiemy dobrze jak zakończy się życie Johna, ale bardzo chce się poznać jego wcześniejsze losy.

Każdy etap gry generuje coraz więcej pytań

. Dlaczego w ogóle John chce lecieć na Księżyc? Co w jego domu robią papierowe królik? Dlaczego latarnia morska jest taka ważna? Odpowiedzi na te pytania pokażą nam jak bardzo dzieciństwo jest w stanie ukształtować osobowość i przyszłość człowieka.

Jak jedno wydarzenie potrafi przesądzić o całym naszym dalszym losie.

Doświadczenia Johna są na tyle uniwersalne, że być może wielu z Was dostrzeże w nim odbicie samych siebie. Lub w postaciach pobocznych, które zostały genialnie nakreślone.

Tutaj nic nie jest czarne lub białe. Nie ma złych lub dobrych bohaterów. Dzięki temu postacie wydają się bardziej rzeczywiste. Para lekarzy została dobrana genialnie. Oboje zmęczeni pracą, traktujący ją rutynowo i bezemocjonalnie, dogryzają sobie wzajemnie przez całą grę starając się przekonać drugą stronę do zastosowania własnych metod. Czasem słysząc ich cyniczne uwagi aż chce się ich palnąć w łeb, ale z drugiej strony wprowadzają sporo humoru do rozgrywki, który często nawiązuje do zjawisk popkultury. Dzięki temu nie jest tak poważnie jakby się mogło zdawać.

John i jego żona River, są natomiast jedną z najbardziej intrygujących par,

z jakimi spotkacie się w grach wideo. Ale nic więcej na ich temat Wam nie powiem – bo największą przyjemnością jest odkrywanie historii ich miłości…

Młodszych graczy może odstraszać pikseloza, natomiast starsi będą nią zachwyceni, przywołując w pamięci stare, dwuwymiarowe RPGi w rzucie izometrycznym. Kolorystyka jest idealna – w momentach melancholijnych dominuje granat i szarości, w retrospekcjach mamy sepię, a niekiedy i piękny zachód słońca. Po paru minutach i tak strona wizualna przestanie mieć dla Was znaczenie. Natomiast dużo bardziej będziecie zwracać uwagę na oprawę audio … Jestem niezdrowym romantykiem i kocham połączenie fortepianu i skrzypiec, a dźwięki tych dwóch instrumentów składają się praktycznie na całą ścieżkę dźwiękową. Dlatego bardzo trudno nie zachwycać mi się soundtrackiem. Wpasowuje on się przepięknie w nastrój całej gry – tam gdzie sam tekst wywołałby tylko lekkie drżenie brody, gdy wchodzi melodia nie sposób powstrzymać łez. Poniżej zamieszczam Wam zresztą piosenkę, którą absolutnie pokochałam i która stanowi wizytówkę tej gry…

Gdybym miała podsumować To The Moon jednym zdaniem, przytoczyłabym Wam słowa Patricka SüSkinda – „Celuj w Księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami”.

To jedna z najpiękniejszych opowieści science-fiction z jakimi się zetknęłam, jedna z najbardziej wzruszających gier w historii i najlepsze cztery godziny jakie na tą chwilę możecie spędzić przy komputerze

.

Ocena: 95/100

Plusy:

+ Wciągająca, emocjonująca podróż

+ Interesujący bohaterowie

+ Piękna ścieżka dźwiękowa

+ Bardzo dobre polskie tłumaczenie

Minusy:

– Mało „gry” w grze (ale w tym przypadku ma to bardzo małe znaczenie)

W połowie tego roku zostanie wydany prequel następnej części historii, która opowie o losach innego pacjenta – „A Bird Story”.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.