Gdyby móc wymazać niektóre wspomnienia – recenzja gry Remember Me

Śmierć bliskiej osoby, wypadek, złe dzieciństwo, zawodowa porażka, zdrada – każdy z nas zetknął się z sytuacjami, o których najchętniej by zapomniał. I odwrotnie – posiadamy też takie wspomnienia, którymi najchętniej podzielilibyśmy się z całym światem. Remember Me – debiutancka gra studia Dontnod Entertainment przenosi nas do Paryża roku 2084, gdzie trwa w najlepsze mentalna rewolucja.

Bliska mi osoba traci pamięć w zastraszający tempie. Wiem, że niedługo nastanie ten najgorszy dzień, w którym przestanie mnie rozpoznawać. I nie uwierzy w żadne zdjęcia, filmy, czy sugestie. Stanę się dla niej obca. Gdyby można było zdigitalizować własne wspomnienia i przekazać je chorej osobie zrobiłabym to bez wahania. Jeśli w naszej rzeczywistości pojawiłaby się taka korporacja jak Memorize, umożliwiająca zapisywanie wszystkich wspomnień, dzielenie się nimi i sprawowanie nad nimi kontroli to czy nie okazałaby się zbawieniem dla wszystkich walczących codziennie z chorobą Alzheimer’a, depresjami czy różnymi fobiami? Czy kosztem własnej prywatności (w końcu firma miałaby dostęp do całego naszego życia) nie chcielibyśmy żyć w spokoju i szczęściu? Większość Neo-Paryżan nie miała nic przeciwko technologii sensen, mimo, że poziom inwigilacji sięgnął przez nią zenitu. I większość udawała, że nie widzi co dzieje się za granicami czystych, luksusowych dzielnic miasta. A tam, w brudnych, zalanych wodą slumsach dogorywali Ci, którzy przegięli z implantami, których nie stać było na leczenie lub, którzy stali się mutantami w wyniku nie ludzkich (ale jakże potrzebnych by rozwinąć technologię) eksperymentów naukowych.

Na szczęście nie wszyscy dali się zmanipulować przez Memorize. Dążąca do wolności i unicestwienia technologii sensen tajna organizacja

errorystów

(prawie jak terroryści, ale zamiast podkładania bomb włamują się do umysłu i wywołują błędy pamięciowe) od wielu lat przygotowuje się do rewolucji. Ich szeregi zasilają doskonali agenci. Najlepszą z nich jest

Nilin

– jako jedyna osoba potrafi bowiem nie tylko kraść cudze wspomnienia ale także je modyfikować, co czasem okazuje się dużo skuteczniejsze. Sęk w tym, że Nilin zostaje w końcu uwięziona przez Memorize i poddana „resocjalizacji”. Dziewczynie wymazano już znaczną część pamięci jednak z pomocą przyjaciela udaje się jej uciec. Przejmując nad nią kontrolę będziemy starali się nie tylko pomóc errorystom, ale także odzyskać utracone wspomnienia.

Antyutopijny Neo-Paryż

Remember Me oczarowało mnie swoją ideą już bardzo dawno – od pierwszej wzmianki czułam, że nie będę mogła przejść obojętnie wobec cyberpunka rozgrywającego się w jednym z miast, do których bardzo chciałabym pojechać.

Pierwsze co rzuca się w oczy to szczegółowość lokacji. Projektanci zadbali o miłe dla oka detale architektoniczne w bogatszych dzielnicach, po których wspaniale się spaceruje. Slumsy są pełne ciasnych, brudnych uliczek wypełnionych hologramami i neonami. Wszędzie widać humanoidalne roboty – tu jeden myje szyby sklepowe, tu inny spaceruje z torbą na zakupy, jeszcze inny obsługuje recepcje. Duch cyberpunka unosi się w powietrzu co niewątpliwie jest jedną z większych zalet gry.

I teraz trzeba przejść do zasadniczej kwestii. Remember Me jest grą liniową do bólu, gdzie w dużej mierze jesteśmy prowadzeni jak po sznurku. Nie ma zadań pobocznych, a w elementach zręcznościowych zawsze jest tylko jedna słuszna droga. Fajnie byłoby bardziej swobodnie pospacerować sobie po ulicach Neo-Paryża, ale nie wszystkie gry muszą być sandboxami. Poza tym taka konstrukcja gry zwiększa znacznie dynamikę. Na ekranie ciągle coś się dzieje. Nilin uczy się nowych umiejętności, musimy radzić sobie z nowymi typami wrogów. Tu ktoś nas ściga, tu remiksujemy czyjąś pamięć – innymi słowy gra przez długi okres czasu pachnie świeżością i wciąga. Nawet grając na najtrudniejszym poziomie wcale nie odczuwałam znużenia obecnego przy innych produkcjach (np. w Uncharted 3). Moim zdaniem twórcom udało się bardzo dobrze wyważyć elementy rozgrywki.

Akrobacje na polu bitwy

Nilin często na swojej drodze napotka opór, który da się przełamać tylko prawem pięści. Mechanika walki jest zbliżona do tej z serii o Batmanie – wrogowie atakują grupowo, a my zwracamy uwagę, by uchylić się od ciosu w odpowiednim momencie – ale przynosi także coś nowego. Ciosy Nilin wyprowadzamy przy użyciu dwóch klawiszy (w wersji na PS3 był to kwadrat i trójkąt). Klepiąc nimi na oślep jednak nic specjalnego nie wskóramy. Podstawą walki jest tu bowiem skuteczne wyprowadzanie combosów, które budujemy sobie sami. Zdobywając doświadczenie po każdej walce odblokowujemy dostęp do tzw. pressenów, które dzielą się na cztery grupy: pierwsza powoduje, że wyprowadzany cios jest potężny, druga daje słaby atak, ale regeneruje odrobinę nasze zdrowie, trzecia napędza pasek umiejętności specjalnych, a czwarta powtarza i zwielokrotnia ostatni cios. Na początku możemy skonstruować combo złożone z trzech ataków (kwadrat, kwadrat, kwadrat), ale potem uzyskujemy dostęp do pięcio, a nawet siedmioczłonowych sekwencji. Pomysł jest świetny bo dzięki temu każdy może wypracować własną technikę walki. Tylko szczerze mówiąc jeśli już taką technikę znajdziecie przez resztę gry wcale nie będziecie musieli jej zmieniać.

By pokonać potężniejszych wrogów należy poznać ich słabe strony. Te pokonamy najczęściej stosując jedną z pięciu umiejętności specjalnych: furię (około 10 mocnych ciosów), atak DOS (ujawnia niewidocznych przeciwników), rdzewiej w kawałkach (rzucony na mechanicznych wrogów tworzy z nich magnes przyciągający resztę po czym ulega samozniszczeniu), kamuflaż (umożliwia zajście wroga od tyłu i jego przeciążenie) oraz bombę logiczną (kula energii przykleja się do konkretnego wroga i wybucha obezwładniając resztę). Oprócz tego od pewnego momentu Nilin dysponuje atakiem dystansowym – strzał może być oddany krótką serią lub jednym potężniejszym uderzeniem.

Bossów nie ma wiele, ale pojedynki z nimi są dużym wyzwaniem i są ciekawie zaprojektowane. Na najtrudniejszym poziomie doprowadzą Was na skraj wytrzymałości. Serio to już nie pamiętam kiedy przy innej grze tak mocno bolałyby mnie palce od utrzymywania ciągle odpowiedniego tempa.

Remix wspomnień

Kilka razy w ciągu gry (moim zdaniem zdecydowanie zbyt mało) Nilin będzie musiała dokonać zmiany czyjegoś wspomnienia. Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem – na przykładzie tej maksymy możecie wyobrazić sobie w jaki sposób nasza bohaterka nie tylko pozbędzie się silnego antagonisty, ale także przeciągnie go na swoją stronę. A to wszystko dzięki delikatnej manipulacji…

Na początku każdej sekwencji, przypominającej normalną cut-scenkę – oglądamy całe wydarzenie. W ten sposób poznajemy cel całej zabawy. Dajmy na to, musimy sprawić, że ktoś zginie. Oczywiście nie ginie wtedy naprawdę, ale osoba, której wspomnienie jest remiksowane właśnie tak będzie uważać. Wydarzenie możemy przewijać do woli do tyłu lub do przodu – naszym celem jest znalezienie obiektów, których użycie sprawi, że sytuacja potoczy się alternatywną drogą. Poprawne rozwiązanie wymaga zawsze uruchomienia przynajmniej kilku czynników i mimo to, że bardziej odkrywamy je metodą prób i błędów niż przy użyciu logicznego myślenia to jednak sprawia to frajdę. Jedyne co w tych zadaniach było irytujące to fakt, że przewijanie sekwencji trwa bardzo długo i jeśli ktoś nie ma cierpliwości zamiast rozrywki może poczuć lekką frustracje.

Co słychać pod wieżą Eiffla?

Przede wszystkim… brytyjski dubbing. No, ale to można wybaczyć, w końcu w 2084 roku cały świat może już biegle władać językiem angielskim;). Jego poziom jest poprawny chociaż głos głównej bohaterki nie zachwyca (ale o tym za chwilę). Uroku dodają dźwięki orkiestry symfonicznej połączonej z elektroniczną muzyką, które przygrywają w charakterystycznych momentach. Niestety nie są one na tyle wyraziste by je zapamiętać. Po dogłębnym wsłuchaniu się jeszcze raz w cały soundtrack stwierdzam, że najlepszym utworem jest ten, który daje o sobie znać w menu gry. A chyba tak być nie powinno. Gra została zlokalizowana kinowo i nie mam co do polskiego tłumaczenia żadnych zastrzeżeń. Jedyny detal, który mnie zawsze drażni to dziwnie dobrany rozmiar napisów (wybaczcie, jestem wzrokowcem i zawsze gram przy włączonych napisach, nawet angielskich) – w menu i na ekranach ładowania są one olbrzymie, z kolei w grze są tak maleńkie, że siedzenie dalej niż dwa metry od telewizora nie wchodziło w grę.

Francuska bez(namiętność)

Mamy niezłą akcje, fantastyczne widoki, dobrą mechanikę, parę innowacyjnych rozwiązań. A jednak mimo to Remember Me zawiodło mnie na jednym polu tak mocno, że nie jestem w stanie dać mu najwyżej oceny. Chodzi o główną bohaterkę. Przed premierą wielu graczy (płci męskiej rzecz jasna) narzekało, że Nilin jest po prostu brzydka. Każdy ma oczywiście prawo do własnego zdania, ale ja nie mam pretensji o jej wizerunek – ot zgrabna, krótkowłosa dziewczyna z mechanicznie usprawnionymi kończynami. Mam żal do twórców o to, jak bardzo bezpłciową i nijaką ją zrobili. Francuska bohaterka powinna przede wszystkim skupiać się na uczuciach, być wybuchowa, mieć cięty języczek, a w momencie, gdy nie pamięta kim jest – nie ufać nikomu. Tymczasem komentarze Nilin są wypowiadane tak monotonnym głosem, że ciężko załapać sympatię do głównej bohaterki. Polecenia errorystów wykonuje praktycznie bez zastanowienia, nie wchodzi w żadne głębokie relacje i dopiero w epilogu pokazuje jakąś namiastkę większych uczuć. Do tego gdy po skończonej grze ułożymy sobie w głowie całą historię Nilin wychodzi na jaw jak bardzo jest płytka i naiwna, a miejscami wręcz nietrzymająca się kupy. Jest to o tyle dziwne, że NeoParyż ukształtowany jest bardzo dobrze pod względem historycznym i cała koncepcja Memorize również zasługuje na uznanie.

Podsumowanie

Absolutnie każdy fan cyberpunka powinien koniecznie znaleźć czas na przyjrzenie się tej grze z bliska i to nie z uwagi na to, że na rynku brak gatunkowych alternatyw. Może swoim rozmachem nie dorównuje filmowemu Uncharted, może nie miażdży mrocznym klimatem jak Deus Ex: Human Revolution, może nie posiada charyzmatycznej bohaterki, ale doskonała wizja przyszłości, satysfakcjonujące potyczki i miłe dla oka widoki sprawią, że pochłoniecie grę jednym tchem i szybko o niej nie zapomnicie.

Ocena: 85/100

Plusy:

+ Dopracowana wizja przyszłości

+ Dynamika

+ Innowacyjne podejście do walki

+ Remiksowanie wspomnień

+ Widoki cieszące oczy

Minusy:

– Mdła i nieciekawa główna bohaterka

– Liniowość elementów zręcznościowych

– Zbyt mała ilość zagadek logicznych i remiksowania wspomnień

Tytuł

: Remember Me

Producent:

Dontnod Entertainment

Platforma:

PC, PS3, Xbox 360

Data premiery

: 7.06.2013

Cena:

119 zł (PC), od 199 zł (PS3, Xbox 360)

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.