W Trybach Tajemnic: Panna Glass i Doktor Ink – recenzja gry (PC)

Dziś premiera pierwszej, polskiej, steampunkowej gry przygodowej. Studio Artifex Mundi po bardzo dobrze przyjętej drugiej części Nightmares from the Deep zabiera graczy w świat technicznej rewolucji. Czy ta pozycja usatysfakcjonuje fanów gatunku?

Steampunk wrócił do łask za sprawą dwóch rewelacyjnych gier – Dishonored i BioShock: Infinite. Ale jeśli spojrzymy w przeszłość zauważymy, że tytuły o tej tematyce zawsze odnosiły sukces. Myst był przecież najlepiej sprzedającą się grą wszechczasów do roku 2000r. Syberię do dzisiaj przytacza się w rozmowach o najlepszych grach przygodowych. W końcu Machinarium – niezwykle ciepła opowieść o robotach w niekonwencjonalnej oprawie graficznej. Steampunk w grach wideo, podobnie zresztą jak cyberpunk charakteryzuje się zawsze mocnym scenariuszem, nutką dekadencji, alternatywnym rozwojem ery technologicznej i wizualną melancholią. Wszystkie te gry to produkcje ambitne, inne od pozostałych i najczęściej wymagające od gracza mocnego wysiłku umysłowego. W Trybach Tajemnic natomiast jest oględnie mówiąc średnie pod względem esencji nurtu. Ale nie znaczy, że jest to kiepska gra – raczej po prostu zbyt szumnie nazwana steampunkiem.

Początkowo historia zapowiada się ciekawie. Dr Ambroży Ink – jeden z największych umysłów parowej rewolucji – pracuje nad wyjaśnieniem tajemniczej serii wstrząsów nękających górskie miasteczka. Trop prowadzi go do Hochwaldu – wioski położonej u stóp zamku rodu Barberów. Tam niestety znika w tajemniczych okolicznościach. Gracz wciela się w jego przyjaciółkę i zarazem tajną agentkę Ewangelinę Glass, która w szybkim tempie rzuca się w wir śledztwa. Na horyzoncie groźnie majaczy zamek generała, który ewidentnie próbuje rządzić nad okolicą twardą ręką, a nasze poczynania śledzi robot przypominający wija. Niestety, gdy tylko orientujemy się kto stoi za porwaniem doktora czar intrygi jakby pryska i wszystko wydaje się zbyt oczywiste, wtórne i mało interesujące. Oczywiście trudno oczekiwać od gry HOPA wielowątkowego scenariusza, ale w Nightmares from the Deep: The Siren’s Call udało im się utrzymać zainteresowanie gracza, mimo, że tematyka piratów jest dużo bardziej powszechna niż rzadki na rynku steampunk. Uważam zatem, że pod względem fabularnym mogło być dużo, dużo lepiej.

Rozdarta jestem także pod względem oprawy wizualnej. Z jednej strony mamy tu piękne, szczegółowe lokacje, którymi można się zachwycić (np. uliczkę przed gospodą z widokiem na zamek i sterowiec czy pokój z maszyną różniczkową) – z resztą nawet interfejs pełen jest zdobień charakterystycznych dla steampunka – ale z drugiej strony liczba lokacji i ich różnorodność nie powala. To samo tyczy się animacji. Jest ich o wiele więcej niż w poprzednich tytułach, a filmowe przerywniki zawsze cieszą w przygodówkach, ale z kolei ich jakość nie jest już tak dobra jak w opisywanych wcześniej piratach. Nie mniej trzeba pamiętać, że w przypadku tej gry studio zrezygnowało z elementów 3D tak więc wszystko co widzimy zostało ręcznie narysowane i za to należą się zespołowi wyrazy uznania (pomyślcie sobie, że do jednej z lokacji użyto aż 125 warstw w Photoshopie:D). Zauważyłam też, że w grze jest znacznie mniej notatek, zdjęć, książek i innych tego typu rzeczy, których w poprzednich tytułach było całe mrowie. To detal może nie istotny w obliczu całej gry, ale zawsze miło rozwijał fabułę. Do oprawy dźwiękowej natomiast nie mogę się przyczepić – muzyka jest stonowana i budująca atmosferę (ach, to wycie wiatru podczas burzy śniegowej – jak znalazł na upalny wieczór).

Mechanika gry jest jej najbardziej pozytywnym aspektem. Wszystkie przedmioty używane są zgodnie z ich przeznaczeniem i gra nie pozostawia nas ani na chwilę bez postawienia następnego wyzwania. Jeśli szukamy klucza do bramy, ten najpewniej schowany będzie w metalowym pudełku, do którego otwarcia wymagane są cztery figurki. Te są już prawie na wyciągnięcie ręki, ale ich zdobycie nie będzie aż takie proste. Wtedy należy wykorzystać inne obiekty, które z kolei znajdują się gdzieś dalej…i tak, po nitce do kłębka poruszamy się cały czas. Twórcy zrezygnowali z dużej ilości sekwencji z szukaniem obiektów z listy i część z nich zastąpili wyszukiwaniem obiektów po obrazku, co mi osobiście nie przypadło do gustu i wydawało się bardziej żmudne. Natomiast bardzo spodobały mi się zagadki, które chyba po raz pierwszy w tego typu produkcjach sprawiły mi momentami trudność. Kilka razy naprawdę ucieszyłam się z przycisku umożliwiającego pominięcie mini-gry bo inaczej z pewnością moje szare komórki by się ugotowały w sosie własnym. Fajnie, że w grze pojawił się także wątek mechanicznego ptaka Mateusza, którego możemy użyć, by dosięgnąć obiektów niedostępnych dla naszej postaci – podobny zabieg studio zastosowało już w Dark Arcana: The Carnival.

Podsumowanie

Jeśli zależy Wam na przyjemnej rozgrywce w kolorowej stylistyce steampunka to W Trybach Tajemnic: Panna Glass i Doktor Ink z pewnością przypadnie Wam do gustu. Jeśli natomiast zależy Wam głównie na ambitnym scenariuszu czy wciągającej fabule to zdecydowanie lepiej będzie poszukać czegoś w starszych grach przygodowych.

Ocena: 70/100

Plusy:

+ Ciekawe zagadki logiczne

+ Dopracowany interfejs i szczegółowość lokacji

+ Przyjemna i sprawnie przebiegająca rozgrywka

+ Niska cena w stosunku do czasu gry (około 4,5 h)

Minusy:

– Mało wciągająca fabuła

– Wbrew pozorom mało cech charakterystycznych dla steampunka

Tytuł:

Clockwork Tales: Of Glass and Ink / W Trybach Tajemnic: Panna Glass i Doktor Ink

Producent:

Artifex Mundi

Platforma:

PC; niedługo: Android, iOS, Mac, Windows Phone 8

Data premiery:

8.08.2013r.

Cena:

26 zł (sklep producenta)

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.