Enigmatis: The Mists of Ravenwood – recenzja gry (PC)

W tym roku na łamach CHIP-a opisywaliśmy już 4 gry Artifexu. Były wśród nich świetne tytuły jak Nightmares from the Deep: The Siren’s Call, ale były też i gry, które nie do końca spełniły pokładane w nich oczekiwania (np. steampunkowe „W Trybach Tajemnic„). O drugą część Enigmatis w ogóle się nie bałam, ponieważ pamiętając wciągającą fabułę części pierwszej i widząc concept arty wrzucane na facebookowy profil studia wiedziałam, że czeka nas dopracowany do granic możliwości produkt, któremu żaden fan gier przygodowych nie będzie mógł się oprzeć.

Pierwsza część Enigmatis wydana w 2011r. choć w mediach zyskała bardzo dobre recenzje to przeszła praktycznie bez większego echa. Artifex Mundi dopiero się rozwijał, a raczej – nabierał rozpędu i próbował dotrzeć swoimi produktami do graczy, których do tej pory nie interesowały gry typu HOPA. Gier, w których przeszukujemy kolorowe plansze w celu odnalezienia wszystkich obiektów z listy jest w sieci mnóstwo. Dlatego trzeba było zaoferować coś znacznie lepszego. Enigmatis miał świetny klimat – opuszczone miasteczko, aura mistycyzmu unosząca się w powietrzu, jesienne liście smagane wiatrem, czy nawet tablica detektywistyczna, na której staraliśmy się ułożyć dowody zbrodni w spójną całość. W tą grę chciało się grać mimo, że nie miała mapki szybkiej podróży i posiadała mnóstwo wtórnych scenek z szukaniem obiektów. Każda kolejna gra Artifexu mimo, że wyraźnie zyskiwała na mechanice nie posiadała już tak fajnej atmosfery. Aż do tej pory…

Po dwóch latach mamy okazję kontynuować przygody pani detektyw, której nie udało się zatrzymać demonicznego pastora. Ślady prowadzą ją na zachodnie wybrzeże USA. Nasza przygoda rozpoczyna się w momencie, gdy kobieta na środku leśnej drogi zastaje porzucony k amper z dziwnymi śladami szpon na dachu. W środku pojazdu ukryta jest mała dziewczynka, której rodzice zniknęli chwilę wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach. Detektyw postanawia zająć się tą sprawą i przekracza bramy parku Ravenwood, do którego prowadzi trop. Park oczarowuje swoim naturalnym pięknem. Olbrzymie korony sekwoi ledwie przepuszczają światło słoneczne, drewniane rzeźby zwierząt porośnięte są mchem, w powietrzu latają motyle, a gdzieś obok skacze wiewiórka. Wszystko wygląda sielsko, niewinnie i spokojnie. Oczywiście, chyba nie muszę dodawać, że to tylko pozory? 😉

Fabuła dość szybko się zagęszcza wywołując u gracza stosowny niepokój. Podobnie jak w pierwszej części zaczynamy prowadzić śledztwo – odnajdując kolejne dowody czy zapiski rozmieszczamy je na tablicy usiłując przypisać im określone znaczenie i powiązać w logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Próbując odszukać rodziców dziewczyny równocześnie odkrywamy także pewną legendę sięgającą zamierzchłych czasów. I tu należą się ukłony dla scenarzysty, który sprawnie powiązał wątki z pierwszej części. Naprawdę przyjemnie słucha się i ogląda tą historię, która mimo, że opiera się na oklepanym motywie walki dobra ze złem, to jednak ma w sobie coś oryginalnego.

Już na samym wstępie mój kolega, z którym miałam przyjemność pogrywać zauważył istotną rzecz – Artifex w swojej istocie cofa się do klasycznych gier przygodowych. Robią to bardzo dyskretnie, metodą małych kroczków. Dodawane są przedmioty nie jednorazowego użytku np. nóż, którym często posługujemy się w rozgrywce. Gdzie nie gdzie mamy możliwość przeprowadzenia dodatkowego dialogu. Zagadki robią się coraz trudniejsze. Cut-scenki potrafią wywołać emocje. Lokacje są pięknie animowane. Mamy też więcej interakcji (np. nie klikamy już tylko na węgiel i papier, ale musimy nim przesuwać po kartce, by odbić wypukły napis). Niby drobnostki, ale różnice w mechanice odczuliśmy od razu. I bardzo nas one ucieszyły.

Gracze casualowi wcale się jednak nie muszą obawiać, że sobie nie poradzą z rozgrywką. W grze znajdziemy bowiem dalej stosowne uproszczenia takie jak mapkę szybkiej podróży, która wskazuje nam lokacje z dostępną interakcją, mini-grę w odkrywanie par, która zastępuje nam miejscami uciążliwe sekwencje z ukrytymi obiektami, system podpowiedzi, który pokaże nam następny krok w razie gdybyśmy utknęli na dobre lub przycisk umożliwiający pominięcie zagadek logicznych. Ja sama z tego ostatniego skorzystałam w tej części dwukrotnie i otwarcie przyznaję, że bez pomocy przyjaciela – zaprawionego fana oldschoolowych przygodówek – pewnie korzystałabym z tej ostatniej opcji dużo częściej. Dzięki takiemu systemowi zadowoleni będą zwolennicy wytężania szarych komórek jak i Ci gracze, których cechuje wielka niecierpliwość i którzy pragną skupić się wyłącznie na fabule.

Oprawa graficzna również nie zawodzi. Każda z 55 lokacji jest w stanie zachwycić swoim poziomem artystycznym. Szczegóły, animowane fragmenty, kolorystyka – to wszystko cieszy oczy i dodatkowo uatrakcyjnia rozgrywkę. Postacie miejscami może i poruszają się sztywno, ale trudno wymagać od studia tworzącego gry przygodowe, by angażowała się w proces motion capture. Fajnie, że w grze odwiedzamy lokacje z różnych perspektyw – widać to najlepiej w godzinnym rozszerzeniu, które odblokowuje się po ukończeniu podstawowej wersji gry w wersji kolekcjonerskiej. Niby poruszamy się po tym samym terenie, a jednak zmiana kadru i punku obserwacyjnego pozwala nam zauważyć zupełnie inne rzeczy. Podobały też mi się bardzo projekty zwierząt w parku – zarówno tych ożywionych jak i drewnianych figurek. Oszałamia też ogrom przedmiotów i ich poziom wykonania. Graficy nie zawiedli kolejny raz i mam nadzieję, że nigdy studio nie zrezygnuje z ręcznie rysowanej stylistyki.

Jedyne co w grze może razić to oprawa dźwiękowa. Studio angażuje kolejny raz do pracy tych samych aktorów (anglojęzycznych) i podkłada motywy muzyczne, które można usłyszeć w ich poprzednich produkcjach. Nie jest to może istotna wada, ale moje ucho, po zaliczeniu tylu gier Artifexu jest już na to przeczulone. Szkoda też, że premierowe wydanie polskiej gry pozbawione jest rodzimego języka.

Podsumowanie

Enigmatis: The Mists of Ravenwood to najlepsza gra jaką do tej pory wydało Artifex Mundi. Przekraczając raz bramę parku wcale nie będziecie chcieli z niego wychodzić. Czas gry w wydaniu kolekcjonerskim oscyluje w granicach 6 godzin co jest bardzo dobrym wynikiem jeśli chodzi o ten typ gier. Cena może wydać się trochę odstraszająca, ale studio zaproponowało też fajną promocję. Jeśli do 7 października br. Zapiszecie się do Programu Beta-testów, w którym to uczestnicy otrzymują zawsze możliwość przetestowania gier Artifexu na długi czas przed ich wydaniem – dostaniecie 40% zniżki na tą część gry oraz bezpłatnie otrzymacie dostęp do Enigmatis: The Ghost of Maple Creek w edycji kolekcjonerskiej.

Ocena: 90/100

Plusy:

+ Wciągający scenariusz

+ Szczegółowe, piękne, ręcznie rysowane lokacje

+ Zróżnicowany poziom trudności

+ Mechanika coraz bardziej przypominająca klasyczne gry przygodowe

Minusy:

– powtarzalne motywy muzyczne

Tytuł:

Enigmatis: The Mists of Ravenwood

Producent:

Artifex Mundi

Wydawca: Artifex Mundi

Platforma:

PC ( w przyszłości tablety i smartfony z iOS, Android, Windows Phone)

Data premiery:

26 wrzesień 2013r.

Język

: angielski (planowana polska wersja językowa)

Cena

: 58 zł (grę można zakupić na stronie producenta)