Szła dzieweczka przez zielony las… – recenzja gry The Walking Dead: All That Remains

Kontynuacje wielkich hitów mają to do siebie, że często smakują jak odgrzewany kotlet. Pierwszy epizod drugiego sezonu wielokrotnie nagradzanej gry przygodowej jest na szczęście przepyszną, pikantną przystawką do nowej historii, która pozwoli nam spojrzeć na świat opanowany przez zombie z nieco innej perspektywy. Z perspektywy dziecka muszącego dorosnąć zdecydowanie zbyt szybko...

Gdy ostatnim razem widzieliśmy Clementine była jeszcze dziewczynką przymykającą oczy podczas wystrzałów z broni; małym, ciekawskim szkrabem, którego naiwność często stawała się katalizatorem nieszczęść. Mocny finał pierwszego epizodu pozostawił nam ją przerażoną i pozbawioną opieki dorosłych. W drugim sezonie staje się naszą główną bohaterką, co już powinno nam dać wyraźnie do zrozumienia, na czym będzie polegała rozgrywka. W poprzedniej części Lee dbał o bezpieczeństwo małej i całej grupy. Decyzje, które mieliśmy podejmować często wpływały na nasze układy w stosunku do pozostałych członków ekipy. Teraz Clem jest sama i przede wszystkim będzie musiała zadbać o siebie.

Ponieważ The Walking Dead, tak jak wszystkie gry Telltale Games opiera się scenariuszu, którego przeżywanie stanowi największy walor całej rozgrywki nie będę się zagłębiać w fabułę. Postaram się jednak nakreślić emocje, które będą Wam tutaj towarzyszyć. A będzie ich sporo.

Początek rozpoczyna się bardzo mocno, jakby twórcy dobitnie chcieli nam powiedzieć „Ha, tego się nie spodziewaliście co? Wracamy z przytupem!”. Ta krótka scena ma nam uzmysłowić, że przez ostatnie 16 miesięcy Clem nie było lekko. Mała dojrzała, zniknęła w niej niewinność dziecka ciekawego świata, ale na szczęście nie zrobiono z niej nastolatki, która jednym ciosem powali każdego przeciwnika To dalej dziewczynka, która ze strachem w oczach przysłuchuje się odgłosom nadciągających szwędaczy, ale widać w niej większą pewność siebie, determinację. I chociaż w rozmowach przemawia przez nią pewna gorycz to dalej jest sympatyczną, dającą się lubić osóbką.

Przez połowę odcinka z ekranu wieje samotnością. Scena, w której Clementine kroczy przez las zziębnięta, przerażona i opuszczona doskonale pozwala nam wczuć się w rolę dziecka pozostawionego nagle w nieprzyjaznym środowisku. Zombiaki nie zrobią już na Was takiego wrażenia, jak to uczucie swoistej melancholii za utraconym dzieciństwem. Za światem, który prawdopodobnie już nigdy nie powróci. Podczas rozgrywki zaczynamy dostrzegać pomału bezcelowość całej wędrówki – szwędacze są wszędzie, nawet w środku lasu. Dokąd więc pójść? Gdzie szukać schronienia? Ile jeszcze wystarczy nam woli walki, by przetrwać kolejny dzień? Do tego ten straszny głód pozbawiający ciało resztek sił. Clementine w tym odcinku m.in dobitnie nauczy się, że instynkt przetrwania góruje nad pozostałymi uczuciami. Przekona się bardzo boleśnie, że dobre uczynki w tym świecie nie zawsze popłacają.

Przede wszystkim jednak – i o tym traktuje druga połowa gry – Clementine zmierzy się z nowo poznaną grupą ludzi. Czym byłby bowiem The Walking Dead bez podkreślenia napiętych relacji międzyludzkich. Ekipa składa się z ciekawych charakterów, które choć w pierwszym momencie wydają się stereotypowo przerysowane, dalej pokazują swoją złożoność. Mamy tu wyraźny wydźwięk między tym jak zachowywali się ludzie w pierwszym sezonie, gdy dopiero poznawali zagrożenie, a tym jak zachowują się po 16 miesiącach. Tu nie ma już litości dla małej, bezbronnej dziewczynki. Obcy nie są mile widziani i muszą zasłużyć na zaufanie. Z ludzi zaczynają wychodzić potwory…

Bardzo podoba mi się, że ten epizod stawia na realistyczne doznania – momenty melancholii przeplatają się z szybką, brutalną akcją. Adrenalina podskakuje nam w chwilach, gdy kompletnie się tego nie spodziewamy. Ale nawet tutaj – w chwilach walki – widać, że Clem to tylko dziecko, pozbawione siły i muszące wykazać się większym sprytem. Podczas jednej ze scen przypomniało mi się, jak w drugim odcinku poprzedniego sezonu twórcy zmusili nas do odcinania nogi jednemu z bohaterów. Tu możecie spodziewać się równie wielkich, jeżeli nie większych emocji. Nie zabraknie także słynnych wyborów moralnych, w których twórcy będą kazali nam wybierać „mniejsze zło”. Na ile one wpłyną na dalszą część historii, przekonamy się później. Rozczarował mnie jedynie brak powiązania z DLC „400 Days „- być może jednak twórcy przewidzieli, że bohaterowie dodatku pojawią się w kolejnych odcinkach.

Pod względem mechaniki i strony wizualnej nie ma większych zmian. Interfejs odpowiedzi leciutko zmieniono, a grafika miejscami wydaje się bardziej szczegółowa. Szukanie i wykorzystywanie obiektów dalej jest słabo rozwinięte, ale to już taki typ gry – więcej tu interactive movie niż standardowej przygodówki. Nie wiem czy dotyczy to wszystkich wersji gry, czy tylko PS3, ale pod względem technicznym gra dalej ma problemy z niektórymi animacjami ruchu postaci. Mimo to nie jest to jednak mocno odczuwalne w trakcie dwugodzinnej rozgrywki.

Choć nie mogę oceniać całości sezonu po zaledwie jednym odcinku pod skórą czuję, że twórcy przygotowują dla nas prawdziwą bombę emocjonalną. Ja to kupuję w 100%! Dzięki The Walking Dead przestałam się krzywić na dźwięk słowa „zombie”. W porównaniu do innych gier wideo czy filmów tutejsze żywe trupy stanowią jedynie tło do rozgrywających się na pierwszym planie dramatycznych, intrygujących scenariuszy.

Ocena: 90/100

Plusy:

+ Wciągający, zaskakujący scenariusz

+ Dopracowane pod względem wizualnym lokacje

+ Ciekawi bohaterowie

+ Klimat zagrożenia, niepokoju, wyobcowania

Minusy:

– Skokowe animacje

– Na razie nie widać, by wybory z 400 Days miały jakiekolwiek znaczenie

Tytuł:

The Walking Dead: All That Remains (sezon drugi)

Producent:

Telltale Games

Wydawca:

Telltale Games

Platforma:

PC, Xbox 360, PS3

Data premiery:

18 grudzień 2013

Cena:

19 zł (jeden odcinek), 79 zł (komplet 5 odcinków)

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.