Gdzie jesteś nowa generacjo? Czyli bardzo subiektywny test PS4

Od premiery najnowszej konsoli Sony minęły już 3 miesiące. Rekordowe sprzedaże, porównania z konkurencją i wysublimowane pochwały twórców gier na temat potencjału tej konsoli zostawmy z boku. Choć lubię snuć wizje przyszłości dziś wyjątkowo postanowiłam skupić się na tym co jest teraz. Jestem graczem - siadam w fotelu, odpalam PS4 i ... no właśnie. I co?

W mojej szafie i pod telewizorem zalegają konsole kilku generacji. Wszystkie jak jeden mąż posiadają logo PlayStation. Nigdy nie patrzyłam w kierunku konkurencji. Nintendo nie miało interesującego mnie contentu, xboxowy pad uważałam zawsze za szalenie nieporęczny, a granie na PC zaczęło być dla mnie męczące odkąd w pracy spędzałam bite 8 godzin przed komputerem. Dopiero wtedy moja miłość do marki Sony rozkwitła w pełni. Ekskluzywne tytuły na PS3 zawsze wydawały mi się lepsze od xboxowych, a 3DS nie mógł się równać z moją PlayStation Vitą. Od momentu zapowiedzi nowej generacji wiedziałam zatem doskonale jaki będzie mój następny wybór. W ciągu roku nasłuchaliśmy się o PS4 sporo. Wiedziałam czego mogę się spodziewać. A jednak gdzieś w głębi serca liczyłam na taki efekt, jaki przeżywałam z każdą kolejną generacją. Wiecie, okrzyki: „Wow! Ale bajer!”; momenty zatrzymywania się w grach, gdzie rozglądałam się po wirtualnym świecie z zapartym w piersi tchem; chwile radości z użytkowania funkcji niedostępnych wcześniej…

Być może jestem szalenie naiwna, ale patrzę w przeszłość i widzę sceny, gdzie podekscytowana patrzę jak kamerka EyeToy z PS2 odczytuje moje ruchy bez żadnego dodatkowego kontrolera; gdzie żałuję, że nie mam stałego łącza, by wykorzystać sieciowe możliwości konsoli szóstej generacji; gdzie zdzieramy gardło z kuzynostwem grając w SingStara; gdzie cieszę się odtwarzaczem Blue-Ray, którego mój komputer nie posiada; gdzie kupuję gry z PS Store bez wychodzenia z domu, gdzie zaczynam podniecać się wpadającymi osiągnięciami; gdzie kontrolery Move pomagają mi wymasterować moje umiejętności taneczne; gdzie PS Vita okazuje się szalenie wygodnym handheldem i gdy rzecz najbardziej oczywista ze wszystkich – widzę potężne skoki w grafice. Filmik powyżej powinien Wam doskonale przypomnieć, jak każda nowa generacja wprawiała nas w osłupienie w stosunku do poprzedniej. Naprawdę liczyłam na to, że tym razem też tak będzie.

Po emocjach związanych z rozpakowywaniem sprzętu, podłączaniem do telewizora itp. przyszedł czas na brutalną konfrontację. Codziennie od ponad miesiąca, gdy zakupiłam PS4 zadaję sobie wciąż to samo pytanie – „Gdzie jesteś nowa generacjo?”. Nie zrozumcie mnie źle – nie żałuję ani złotówki wydanej na konsolę i kocham ją równie mocno co poprzednie wersje, ale… jestem nieco rozczarowana faktem, że sprzęt promowany z taką pompą, sprzęt nad którym pracowano tyle lat, tak niewiele różni się od poprzednika. Obiecuje sporo, ale w długoletniej perspektywie. Nie teraz. Nie dzisiaj. A garstka nowych funkcji tak naprawdę pozostawia sporo do życzenia.

Weźmy pierwszą z brzegu szeroko rozreklamowaną funkcję – przycisk Share. To jedna z tych rzeczy, których bardzo mocno brakowało mi w PS3. Gdy grałam jeszcze na PC niemal z każdej rozgrywki zapisywałam najlepsze ujęcia – screenshoty były pamiątką, którą fajnie było podzielić się ze znajomymi. A tu jeszcze dodano opcję nagrywania 15-minutowego materiału z gry. „Ekstra – myślałam – rozruszam trochę mój kanał na YouTubie”. Niestety, to nie jest takie proste… Share można używać na trzy sposoby – krótkie naciśnięcie powoduje otworzenie ekranu udostępniania i jest równoznaczne ze zrobieniem screena oraz zapisania klipu wideo (ostatnie 15 minut); długie naciśnięcie służy do zrobienia zrzutu ekranu bez przerywania gry; podwójne naciśnięcie natomiast powinno służyć do rozpoczęcia nagrywania wideo od tego konkretnego momentu. Jeśli ta kombinacja nam nie odpowiada można wybrać opcję, gdzie dana komenda wywołuje inny efekt. W teorii wszystko jest jasne, natomiast w praktyce niestety tak dobrze to już nie działa.

Musicie pamiętać, że za każdym razem gdy robicie zrzut ekranu zapisujecie na dysku także materiał filmowy. Kilkanaście zrzutów i dysk macie praktycznie zapełniony… Trzeba usuwać ręcznie niepotrzebne filmy. Tak jakby nie można było rozdzielić funkcji screenshota i zapisywania filmu. Z tym ostatnim to też niezła zabawa. Nie wiem czy zależy to od gier czy to wina samego sprzętu, ale zdarzało mi się parokrotnie, że np. po godzinie rozrywki, gdy nacisnęłam dwukrotnie przycisk Share konsola nagrała mi pierwsze 15 minut z samego początku gry, a nie od wybranego momentu. Do dzisiaj mam wrażenie, że konsola nagrywa to co sama chce, a ja mogę jedynie liczyć na łut szczęścia, że nagra mi to, co chciałabym zatrzymać na pamiątkę. Przeglądać zapisane materiały możemy albo z pozycji przycisku Share, albo z okienka naszego profilu. Tu znalazłam kolejny dziwny błąd. Oglądając materiały z naszego profilu konsola za każdym razem mi się zawiesza…tak jakby nie była w stanie powiększyć miniaturki obrazka. Sporadycznie zdarza się to także, gdy oglądam zrzuty korzystając z ekranu udostępniania. Przeglądając różne fora dowiedziałam się, że błąd ten występuje na szerszą skalę i Sony pracuje nad tym, by go poprawić. No ale wiecie, to już trzeci miesiąc…Smutno mi także, że zapisanych materiałów nie możemy przerzucić w nieskompresowanej formie na dysk zewnętrzny, by wrzucić je później np. na Youtube. PS4 pozwala aktualnie tylko na przesłanie zdjęć i filmów na Twittera lub Facebooka, a to wpływa niestety na jakość materiałów (zamieszczone tu screeny z gier o gameplay z CoD: Ghost zrobiłam przy użyciu PS4). To wszystko jednak da się naprawić i wierzę, że Sony nad tym popracuje.

Drugą sprawą jest streamowanie gier. Pecetowcy używają Twitcha od niecałych trzech lat. To jedna z usług, na które równie mocno czekałam, by pojawiły się na konsoli. Jest coś fajnego w tym, że nawet przechodząc kampanię dla pojedynczego gracza można na bieżąco dzielić się wrażeniami z innymi ludźmi, nawiązywać kontakty, otrzymywać cenne sugestie czy cieszyć się po prostu namiastką interakcji, nawet jeśli ograniczona jest ona wyłącznie do komentarzy tekstowych. Ja sama naprawdę polubiłam Twitcha i często streamuję obraz z gier. Niestety ta usługa jest tak naprawdę w fazie beta dla PS4, a to oznacza, że nasze nagrania nie mogą być archiwizowane. Wkurzające jest także to, że nie wszystkie komentarze pisane przez widzów są wyświetlane. Nie wiem jak jest z opóźnieniem na PC, ale transmisje nagrywane przez PS4 mają około 30-40 sekundowe opóźnienie. Jakość obrazu uzależniona jest mocno od prędkości waszego łącza internetowego. Ja choć posiadam wysył 2 Mb/s, a mój router stoi tuż przy konsoli na bezprzewodowym połączeniu zasiadanie do Twitcha z uwagi na koszmarny obraz nie miało większego sensu. Konieczne okazało się podpięcie konsoli kablem, by zapewnić sobie (a w zasadzie widzom) płynną jakość obrazu. Z pozycji konsoli możemy także oglądać streamy innych osób, ale tylko tych grających na PS4. Meczu LoL’a zatem już nie obejrzymy.

Skoro już jesteśmy przy streamach dorzucę jeszcze swoje trzy grosze na temat nowej kamery. Jeśli chcecie być dobrze słyszalni na Twitchu czy uStreamie zainwestujcie w headset. Siedząc choćby te 1,5 – 2 metry od telewizora, gdzie najpewniej postawicie także kamerę nie będziecie musieli do niej krzyczeć;). To samo tyczy się sterowania głosem po menu konsoli. Funkcja ta działa w miarę dobrze, pod warunkiem, że znajdujecie się naprawdę blisko kamery. Jakość obrazu nagrywanego kamerą jest dużo lepsza niż w poprzednim modelu, ale brakuje mi swobody w manipulowaniu obrazem. Nie rozumiem dlaczego zrezygnowano z opcji przechodzenia między szerokim kątem, a zoomem. Byłoby to wielce przydatne podczas streamowania gier, gdzie przed rozpoczęciem transmisji nie ma nawet jak sprawdzić czy kamera nas obejmuje swoim zasięgiem. I na zakończenie absurd. W PS4 nie ma możliwości odbycia wideokonferencji. Pomijam już Skype’a, ale jeśli w PS3 mogliśmy bez problemu prowadzić wideorozmowy, dlaczego teraz Sony z tego zrezygnowało? Teraz, gdy kamera jest porządnej jakości? Jeśli nie będziecie zatem streamować gier kupno kamery okaże się na tą chwile jednym wielkim bezsensem.

Kolejną wadą, która mi przeszkadza jest pozbawienie konsoli możliwości podpięcia dysków zewnętrznych i pendrive’ów. PS3 miała fajną aplikację, w której można było szybko zrobić ładną prezentację zdjęć z podkładem muzycznym. Na PS4 musimy zapomnieć o takich rozwiązaniach. Przynajmniej tymczasowo. To oczywiście oznacza także, że z pamięci USB nie odtworzymy żadnych filmów czy plików muzycznych. Mam nadzieję, że oprócz usługi Music Unlimited, która jest w Polsce niedostępna doczekamy się klientów chociażby Spotify czy Deezera. I nie zaszkodziłoby dodać aplikacji YouTube, która w PS3 pojawiła się u schyłku generacji. Na razie by oglądać zabawne filmiki z kotami w roli głównej i najnowsze teledyski muszę uruchamiać Youtube przez przeglądarkę, a w niej nie wszystkie materiały są dostępne…

Jedną z dziwniejszych rzeczy, której nie umiem pojąć jest fakt, że użytkownicy konsol PS3 nie widzą swoich znajomych jako zalogowanych, gdy Ci korzystają z systemu PS4. Można by pomyśleć, że chodzi o to, by nie wysyłać zaproszeń do gier osobom nie korzystającym z tego samego urządzenia, ale ten problem nie występuje w przypadku użytkowników zalogowanych na PS Vita. Oprócz tego system powiadomień działa nieintuicyjnie. Gdy gra mi się dopiero ściąga z PS Store otrzymuję informację, że jest ona „gotowa do zainstalowania”. Nie jestem w stanie jednak tego zrobić, póki faktycznie nie pobierze się ona do końca. Jeśli chodzi o instalację gier z płyt to rzeczywiście jest tak jak reklamowano wcześniej – nie trzeba czekać do końca, by móc rozpocząć rozgrywkę. Niestety trzeba liczyć się z tym, że mogą wtedy wystąpić liczne skoki w animacjach, czarne ekrany na cut-scenkach i inne bugi. Innymi słowy – lepiej jednak wykazać się cierpliwością. Być może dla wielu z Was te rzeczy będą kompletnie nieistotne i tak naprawdę nie zmniejszają one radości z samej rozgrywki. Być może Sony wkrótce wszystko naprawi jedną łatką. Ale ja na dzień dzisiejszy na dźwięk słowa „nowa generacja” potrafię się tylko krzywo uśmiechnąć.

A teraz czas na znacznie przyjemniejszą część, czyli to, co sprawia, że zarywam wciąż noce przy tym urządzeniu. Abstrahując od powyższych wad czy tez braków muszę przyznać jedno – na PS4 gra mi się znacznie wygodniej niż na PS3 i gdy muszę się przesiadać na staruszka odczuwam już lekkie rozdrażnienie. Czuję w kościach, że PS4 jeszcze niejednym nas zaskoczy, ale skupmy się na tym, co mamy teraz.

A mamy przede wszystkim rewelacyjny kontroler. Poprzednia wersja DualShocka wygląda przy nim jak plastikowa zabaweczka. Czwarta wersja pada jest nieco cięższa i idealnie leży w dłoni. Gałki są bardzo czułe i wbrew temu co piszą na „internetach” ich gumki wcale się nie ścierają. Mój pad po miesiącu intensywnego grania dalej wygląda jak świeżo wyjęty z pudełka. Panel dotykowy wbrew pozorom bardzo przydaje się podczas grania, ale nie liczcie na to, że zastąpi on myszkę. Tu chodzi bardziej o ruchy w czterech kierunkach i dodatkowy przycisk. W Killzonie używamy go np. do zarządzania dronem. W Assassin’s Creed IV używamy go do nawigacji po mapie. Lightbar, na którego światło narzekają niektórzy gracze to moim zdaniem również fajny pomysł, ale docenią go osoby, które grają głównie po ciemku. Przykładowo podczas grania w Outlast, gdy włączamy kamerę w trybie nocnym lightbar przybiera kolor jasno zielony, oświetlając nam pokój tak jak scenerię w grze. Gdy zaś jesteśmy atakowani pulsuje kolorem czerwonym. Kolejną zaletą pada jest wbudowany głośniczek. Grając w Warframe wszystkie komendy słyszymy blisko nas i efekt jest ciekawy. Nawet zbierając kryształki w Knacku i słysząc w padzie charakterystyczne kliknięcia robiło się jakoś przyjemniej. Podsumowując – dla mnie to pad idealny i mam nadzieję, że będę się nim cieszyła jeszcze przez lata.

PS4 muszę też pochwalić za jej szybkość i płynność. Poruszanie się po interfejsie to czysta przyjemność – jest on bardzo minimalistyczny i łatwo się w nim odnaleźć. Ładowanie trofeów trwa kilka sekund – podobnie jak logowanie do sklepu PS Store. Sama konsola chodzi też bardzo cicho nie licząc momentów, gdy instaluje dane z płyty. Teraz nie ma też problemów z tym, by w trakcie gry odpalić sobie przeglądarkę internetową. To co budzi moje przerażenie to mały dysk. Sam soft zajmuje prawie 100 GB, a aplikacji nie uświadczycie w tym żadnych za wyjątkiem przeglądarki internetowej i dostępu do sklepu. Gry natomiast, nawet te odpalane z płyt zabierają 20-30 GB. Dodajcie do tego cyfrówki z PS Store i dysk zapełni się w mgnieniu oka.

Zanim przejdę do gier, czyli de facto do tego, do czego stworzona została ta konsola wspomnę jeszcze o funkcji, którą absolutnie uwielbiam i która z miejsca miażdży konkurencję. Mianowicie chodzi o funkcję Remote Play. PS Vitę jak wspomniałam wcześniej doceniam, ale nie zmienia to faktu, że ostatnimi miesiącami nie używałam jej w ogóle i zdążyła pokryć się kurzem. Teraz odkrywam ją na nowo! Przenośna konsolka błyskawicznie łączy się z systemem PS4. Jeśli pozostawimy konsolę w domu włączoną i podpiętą pod sieć internetową, będziemy mogli na Vicie zagrać we WSZYSTKIE gry z PS4, nawet będąc 100 km od naszego miejsca zamieszkania. Szczerze nie wierzyłam, że będzie to działać tak wyśmienicie. Przy dobrym połączeniu internetowym opóźnienia są prawie niedostrzegalne, a Vita radzi sobie pięknie z wyświetlaniem zaawansowanej grafiki. Oczywiście samą Vitę możemy wykorzystać jako dodatkowy pad do konsoli. To każe nam optymistycznie patrzeć w stronę PlayStation Now, będącego swoistą odmianą Gaikai.

Gry

Startowe propozycje PlayStation 4 okazały się najoględniej mówiąc mocno przeciętne i myślę, że minie jeszcze trochę czasu, zanim twórcy gier wykorzystają maksymalnie możliwości konsoli. Musimy być świadomi tego, że najlepsze tytuły powstają zawsze u schyłku generacji. Mimo to szczerze liczę, że jeszcze w tym roku pojawi się parę gier, które nas naprawdę oczarują. Mam tu na myśli naszego Wiedźmina, The Order: 1886, Watch Dogs, Tom Clancys’ The Division czy Drive Club. Pomijam już rząd mniejszych tytułów, które zawitają do cyfrowej dystrybucji np. Witness czy Child of Light. W sumie w tym roku ma pojawić się na PS4 ponad 100 gier. Chciałabym, żeby chociaż 10% z nich pokazało nam prawdziwe oblicze next-genów.

A co mamy na dzień dzisiejszy? W cyfrowej ofercie dla abonentów PlayStation Plus znalazły się już cztery gry, spośród których tylko jedna jest dostępna wyłącznie na tą platformę – reszta to odgrzewane kotlety z wersji komputerowych.

Resogun

to typowa zręcznościówka, w której latamy po okrągłych arenach, strzelamy do wszystkiego co się rusza i ratujemy ostatnich z ludzi. Oglądając gameplaye zachodziłam w głowę jak taka gra mogła zebrać najwyższe oceny spośród wszystkich tytułów startowych. Powiem krótko – by ją docenić trzeba w nią zagrać samemu. Jest piekielnie trudna na wyższych poziomach trudności i daje mnóstwo satysfakcji, a przy tym świetnie wygląda.

Contrast

byłby całkiem udaną grą, gdyby nie fakt, że sterowanie momentami było niezwykle frustrujące, a zagadek logicznych mogłoby być znacznie więcej. Nie da się też ukryć, że z powodzeniem ten tytuł dałoby odpalić się na PS3. To samo tyczy się Don’t Starve. Symulator przetrwania w leśnej głuszy o minimalistycznej oprawie graficznej jest interesujący i grywalny, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że mógłby równie dobrze działać na tabletach czy smartfonach.

Outlast

to konwersja z PC z zeszłego roku. Survival horror rozgrywający się w szpitalu psychiatrycznym chociaż nie cechuje się oprawą graficzną najwyższych lotów to jednak jest ona na tyle sugestywna i realistyczna, że można naprawdę się przestraszyć i tym samym rewelacyjnie się bawić. Skrypt na skrypcie skryptem pogania i choć wprowadzono tu pewne nowości w stosunku do wersji pecetowej np. wspomniane już kolory na lightbarze to także nie odczujecie tu nawet powiewu nowej generacji. Co nie zmienia faktu, że gra jest naprawdę dobra.

Z pudełkowymi wersjami gier jest lepiej (choć nie zawsze). Pod względem grafiki największe wrażenie robi Killzone: Shadow Fall. Tekstury są ostre jak brzytwa, animacje pierwszorzędne, a widok na futurystyczne miasto z lotu ptaka wywołał we mnie dreszcz emocji. Szkoda jednak, że sama fabuła nie jest już tak wciągająca ( mówię to ja – fanka sci-fi), a rozgrywka niczym nie zaskakuje. Ot strzelanka z ładnymi widokami. Ale dzięki niej od razu wyobraziłam sobie jak przepięknie może wyglądać nowy Mass Effect;).

Call of Duty: Ghost

nawet z podwyższoną rozdzielczością w stosunku do wersji na poprzednie generacje wygląda po prostu przeciętnie. Jasne, jest parę niezłych i widowiskowych akcji, ale znów – historia mnie śmiertelnie znudziła i nawet nie chciało mi się tej gry kończyć. W zasadzie nie ma co się rozpisywać – to tylko konwersja z PS3 więc szału nie można oczekiwać.

Pozytywnie zaskoczył mnie Knack, którego wiele recenzentów zjechało za prostotę sterowania i infantylną fabułę. Mam wrażenie, że te osoby nigdy nie zagrywały się na kanapie w kolorowe zręcznościówki w stylu Crasha Bandicoota czy Ratcheta & Clanka. Przyznam bez bicia, że w co-opie bawiłam się przy tym świetnie. Gra tylko wydaje się banalnie prosta, ale trzeba wykazać się w niej dobrym refleksem i odpowiednim wyczuciem czasu. Jest długa, obfituje w sekrety i nawet posiada polski dubbing. To jednak wciąż nie pozycja idealna – jest pozbawiona błyskotliwego humoru, rozgrywa się w lokacjach o ograniczonej przestrzeni i niestety znów nie odpowiada moim wyobrażeniom o next-genach. A szkoda, bo projektował ją przecież sam Mark Cerny, główny architekt PS4.

W

LEGO: Marvel Super Heroes

także nie znajdziecie powiewu świeżości. Ba, śmiem nawet twierdzić, że to jedna z najbardziej nudnych części serii o klockowych bohaterach. W głównej kampanii spotkałam się z trzema bugami, które zmusiły mnie do powtarzania poziomu. Gdyby nie tryb kooperacji to dałabym sobie spokój z tym tytułem już po kilku planszach. Jeśli macie PS3 nie widzę sensu kupowania wersji na PS4 (chyba, że podobnie jak ja – przyzwyczailiście się już do DualShocka 4).

NFS: Rivals

to na razie jedyny tytuł wyścigowy w jaki możemy zagrać na PS4. Graficznie jest całkiem nieźle choć to tylko 30 klatek na sekundę. Spodobały mi się efekty świetlne (ach te promienie zachodzącego słońca odbijające się na wypolerowanej karoserii) i fakt, że nie natrafiałam na doczytujący się teren podczas szybkiego wyścigu. Resztę pominę bo nie jestem fanem Burnouta;). W każdym razie mam nadzieję, że Drive Club tworzony wyłącznie z myślą o PS4 wciśnie nas bardziej w fotel i zaoferuje coś co nie pozwoli nam tak łatwo oderwać się od rozgrywki.

Najwięcej czasu spędziłam nad Assassin’s Creed IV: Black Flag. Tylko, że wcale nie z uwagi na to, że widać tu cechy nowej generacji. Po prostu jest to jedna z najlepszych gier ubiegłego roku, w którą równie przyjemnie gra się na PS3 czy PC. Tak jak nie cierpiałam tej serii, tak od tej części szczerze się zakochałam. Świat jest przepiękny, żeglowanie po Karaibach i bitwy morskie to przyjemność sama w sobie, a do tego ostre tekstury, płynne animacje i możliwość wsparcia się dedykowaną aplikacją na smartfony. Jeśli jednak posiadaliście wersję na PS3 odczujecie niewielką różnicę w stosunku do wersji na PS4. Grafika jest podciągnięta – mamy większą rozdzielczość, bardziej szczegółowe tekstury, lepiej dopracowane oświetlenie i efekty atmosferyczne. To oczywiście przemawia na korzyść PS4, ale wcale nie sprawia, że na nowej konsoli gra się lepiej. Jest po prostu równie dobrze.

Jednym z tytułów, w które możemy grać bezpłatnie na PS4 jest

Warframe

– futurystyczna strzelanka TPP nastawiona na kooperację, która na pecetowym rynku gości od prawie roku. Swego czasu trochę grałam w nią na komputerze i bez wątpienia mogę przyznać, że na PS4 gra wygląda o niebo lepiej. Animacje, tekstury i dźwięki wydobywane z głośniczka w padzie, a do tego mikrotransakcje, bez których naprawdę można się obyć i mimo to świetnie się bawić sprawiają, że gdy raz wejdzie się do gry to przypuszczalnie zostanie się w niej na dłużej. Jedyne nad czym ubolewam to fakt, że twórcy obiecywali iż gra umożliwi cross-play z pecetowymi graczami, natomiast w praktyce okazało się, że póki wersje nie zrównają się aktualizacjami o wspólnej grze nie może być mowy. A na PS4 aktualizacje pojawiają się dużo rzadziej w stosunku do PC więc sami rozumiecie…

Podsumowując wszystkie za i przeciw wyłania nam się obraz konsoli, którą na tę chwilę trudno nazwać rewolucyjną. Dla mnie to jeszcze nie jest nowa generacja. Na razie PS4 traktuję trochę jak PS3 z nakładką interfejsu, Twitchem, usprawnionym padem, Remote-Playem na Vite i podkręconą grafiką. Wiem jednak, że to dopiero początki, a te – jak w każdej dziedzinie życia – bywają trudne. Sony musi naprawdę niewiele poprawić w PS4 by ta znalazła się w centrum domowej rozrywki. Pal licho już tę grafikę, z której high-endowe pecety będą zawsze szyderczo się śmiały. Kluczem do sukcesu tej konsoli będą przede wszystkim gry niedostępne na żadnej innej platfomie. Na tym polu Sony nigdy mnie nie zawiodło i mam nadzieję, że tym razem będzie tak samo.

Jeśli chcecie porozmawiać ze mną na żywo, obejrzeć stream z wszystkich opisywanych tu gier, pośmiać się z tego jak krzyczę na Outlaście itp;) zapraszam na mój kanał Twitch, gdzie zazwyczaj można mnie dopaść w godzinach późno wieczornych. Chętnie odpowiem na Wasze pytania i pokażę to, czego nie udało mi się zawrzeć w artykule.

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.