Nigdy nie schodźcie do tej piwnicy, czyli recenzja Basement Crawl (PS4)

Pierwsza polska gra na PS4 powinna być jeśli nie hitem, to przynajmniej przyzwoitą produkcją, która pokazałaby, że Polska nie tylko Wiedźminem stoi. Tymczasem wyszła z tego gra tak okropnie nudna i bezwartościowa, że zachodzę w głowę jak Bloober Team w ogóle mogło ją wydać.

Bloober Team zapisało się w mej pamięci jako niewielkie studio, które jako pierwsze w Polsce postanowiło stworzyć grę na PlayStation Vita. Ich A-Men był nawet tytułem startowym konsoli i choć osobiście ta logiczna platformówka kompletnie nie przypadła mi do gustu to jednak cieszyłam się, że rodacy mają siłę i zapał, by robić grę na nowe platformy. Zupełnie nie zdziwiłam się zatem, gdy okazało się, że Bloober Team pracuje także nad tytułem na PS4. Basement Crawl w zamierzeniach prezentował się nieźle. Imprezowa gra zręcznościowo-taktyczna obracająca się w klimacie horroru. Pamiętacie jak powyższy trailer zrobił na Was pozytywne wrażenie? Wreszcie coś innego, coś ciekawego, wywołujące dreszczyk emocji…

Nawet jeśli zasady gry byłyby tak naprawdę tylko kopią legendarnego Dyna Blastera nie widziałabym w tym nic złego. W końcu fajnie grało się przed laty w różne warianty Bombermanów. W praktyce jednak okazuje się, że Basement Crawl do pięt nie dorasta oryginałowi z 1983r. Jak to możliwe? Nie chcę tu pisać, że Bloober Team nie przyłożyło się należycie do swojej pracy, bo wątpię, by celowo studio pragnęło olać temat, który mógłby przynieść im pieniądze i sławę – tym bardziej, że według źródeł Gamezilli gra kosztowała aż 2 miliony złotych. Coś jednak w etapie projektowania gry poszło nie tak i obawiam się, że wydając tak niedopracowany produkt studio nieźle strzeliło sobie w kolano.

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że Basement Crawl to produkcja nastawiona wyłącznie na wieloosobowe tryby zabawy. Grać możemy lokalnie (do czterech graczy) lub po sieci (maksymalnie 8 osób) wybierając jedną z dwóch opcji rozgrywki – deathmatch lub team deathmatch. Szkoda, że twórcy nie pokusili się o grę dla pojedynczego gracza ze sztuczną inteligencją, gdyż bez drugiej osoby nie będziemy w stanie nawet zrozumieć zasad rozgrywki, a zanim chwycimy bakcyla na multiplayerze minie trochę czasu.

Uczciwie przyznam, że ja sama miałam spory problem by wyłapać początkowo czym różnią się postacie zawodników, których wybieramy przed startem. Ikonki umieszczone nad ich głowami nic mi nie mówiły, a w trakcie gry różnymi bohaterami nie zauważyłam żadnych różnic. Na szczęście w opcjach umieszczono krótki poradnik, dzięki któremu przynajmniej w teorii zrozumiałam intencje autorów. Każdy z bohaterów posiada dwa wskaźniki – życia i wytrzymałości – oraz jedną unikalną właściwość np. większy zasięg pułapek czy szybszą regenerację wytrzymałości. Ta ostatnia wykorzystywana jest w dwóch przypadkach – gdy biegniemy i gdy zasłaniamy się tarczą.

Sama rozgrywka polega na podkładaniu bomb celem wyeliminowania przeciwników. Poruszamy się po planszach o polu podobnym do szachownicy, gdzie w równych odstępach rozmieszczone są przeszkody, za którymi możemy się chować. Cała reszta wypełniona jest skrzynkami, z których po zniszczeniu wypadają co jakiś czas power-upy. Tu znów miałam olbrzymi problem, gdyż ikonki bonusów nie mówią kompletnie nic, a ich funkcjonalność ogranicza się w sumie do tego samego co tradycyjnie podstawianych pułapek – wybuchają po kilku sekundach siejąc mniejsze lub większe zniszczenia. Ja wiem, że w teorii to wcale nie wygląda źle, ale uwierzcie mi. W praktyce ta gra to koszmar. Nuda, chaos i jeszcze raz nuda.

Za główną przyczynę koszmarnej rozgrywki uważam przede wszystkim design. Wystarczy spojrzeć na screeny by zauważyć, że graficy nieźle przekombinowali. Plansza w rzucie izometrycznym jest niewielka i ciemna, a projekty postaci tak maleńkie i zlewające się z tłem, że podczas gry z czterema osobami trzeba mocno wysilać wzrok, by nie stracić własnego zawodnika z oczu. Dodam, że każdy z graczy może wybrać tego samego bohatera. Wyobraźcie sobie zatem jak wygląda deatchmatch, w którym 8 osób gra identycznymi postaciami. Zabawa po sieci od razu mi zbrzydła. Na planszy panuje chaos, widać przeskoki w animacjach i często dołącza się do drużynowej wersji zabawy, gdzie przeciwko jednemu graczowi startuje czterech. Dla mnie ta gra była katorgą i stratą czasu. Próbowałam wykrzesać z siebie entuzjazm zapraszając do lokalnej zabawy znajomych, ale po trzech meczach wszyscy z nieskrywanym uczuciem żenady odkładali pada. Czy Bloober Team poskąpiło nawet na testerów by zebrać wcześniejsze opinie na temat rozgrywki? Dlaczego nikt ze studia nie zauważył, że rozgrywka nie dostarcza graczowi żadnych pozytywnych emocji? Patrzę na zagraniczne i polskie media growe i wszyscy jak jeden mąż mówią wprost – ta gra nie powinna w ogóle zostać wydana. Za wyjątkiem intra nie widzę w tej produkcji nic, co mogłabym pochwalić.

Doceniam pomysł na połączenie klasycznej rozgrywki z groteskowym klimatem. Wierzę, że graficy chcieli się popisać kreatywnością w tworzeniu postaci i plansz. Ale Bloober Team zapomniało o najważniejszym – gra wieloosobowa musi być na tyle dobrze złożona, by chciało się do niej zaglądać nie dla zdobywania miejsca w bezwartościowych rankingach, ale dla czystej satysfakcji. Na tej grze stawiam już krzyżyk, ale studia jeszcze nie przekreślam. Każdemu może powinąć się noga. Mam nadzieję, że następna produkcja będzie czymś co zwali graczy z nóg – tym razem w tym pozytywnym znaczeniu.

Ocena: 10/100
Plusy:

+ ładne intro…

Minusy:

– design

– nuda i chaos w rozgrywce

– tylko cztery postacie i dwa tryby zabawy

– mała różnorodność pułapek

– cena/ jakość

Tytuł:

Basement Crawl

Producent

: Bloober Team

Wydawca:

Bloober Team

Platforma:

PS4

Data premiery:

26.02.2014

Język:

polski

Cena:

42 zł

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.