LEGO: Hobbit – recenzja gry (PS4)

"Piękne tytuły! – szyderczo mruknął smok. – Ale nawet szczęśliwe numery nie zawsze wygrywają."

Mamy sprawdzoną od lat formułę. Mamy jedno z największych i najbardziej cenionych uniwersów fantasy. Mamy epicką, filmową muzykę i krajobrazy, które cieszą oczy wspaniałymi widokami. A jednak jest tak jak mówi Smaug w naszym nagłówku – to co z pozoru powinno zapewnić sukces growej adaptacji filmowego Hobbita może okazać się niewystarczające. Niby jest poprawnie, a jednak czegoś tu brakuje…

Tam i… prawie z powrotem

O ile rozbicie książkowej wersji Hobbita na trzy filmy rozumiem bardzo dobrze i naprawdę cieszę się, że Peter Jackson zabierze nas w jeszcze jedną podróż do Śródziemia, tak wydawania gry niekompletnej, bo urywającej się w 2/3 historii kompletnie nie jestem w stanie pojąć. Dlaczego nie zdecydowano się poczekać na ostatnią część trylogii, tak jak w przypadku wydanego wcześniej LEGO: Władca Pierścieni? Nie wiadomo jakie są plany producenta – czy przyjdzie nam dokupić DLC, czy odrębny tytuł? W każdym razie jeśli nie znacie książkowej tudzież filmowej fabuły grając w grę poczujecie się w pewnym sensie rozczarowani.

Nie tylko jeśli chodzi o samo zakończenie, które po prostu urywa się tak jak w drugiej części filmu. Cała narracja i fabuła w grze jest poprowadzona na tyle słabo i pobieżnie, że dzieci z pewnością mogą poczuć się zdezorientowane. Ci gracze, którzy z kolei doskonale orientują się w całej historii poczują się zawiedzeni faktem, że gra zaledwie odtwarza główne wątki, nie oferując niczego nowego w zamian. Oczywiście po adaptacjach ciężko oczekiwać oryginalności, ale brakowało mi w grze scen, których nie znałabym z filmu.

„Słuchajcie, słuchajcie! – pomyślał Bilbo i przypadkiem pomyślał na głos”

Gry z serii LEGO kojarzą mi się zawsze z dwiema rzeczami: slapstickowym humorem i kooperacją. O ile do tej drugiej nie mogę się przyczepić tak ta pierwsza sprawiła, że moje emocje podczas grania były blade niczym Azog Plugawy. Książkowy „Hobbit” to dużo lżejsza historia niż „Władca Pierścieni”, obfitująca w słowny humor. Wydawało mi się, że skoro z klockowym Władcą Pierścieni producent świetnie poradził sobie w kontekście gagów tak przy Hobbicie pójdzie mu jak z płatka i będziemy zaśmiewać się do łez. Niestety zabrakło chyba fantazji i środków finansowych…

Dialogi jakie usłyszymy w grze pochodzą z oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Teoretycznie jest to olbrzymi plus, gdyż od razu można lepiej wczuć się w klimat słuchając głosów ulubionych bohaterów. W praktyce jednak nie zdaje to egzaminu, gdyż patetyczne dialogi z filmu nijak nie pasują do gagów prezentowanych na ekranie. Tych jest zresztą tak znikoma ilość, że czuć, iż wprowadzono je na siłę. Albo należało pokusić się o dogranie dodatkowych kwestii, albo należało całkowicie zrezygnować z dubbingu i wzorem starszych produkcji postawić wyłącznie na mimikę klockowych ludków. Skłamałabym jednak, gdybym stwierdziła, że nie uśmiechnęłam się ani razu. Thorin odgarniający włosy teatralnym gestem, czy Legolas zderzający się trzykrotnie z orkami w drzwiach są zabawni, jednak takich scenek jest tu zdecydowanie za mało.

„Buch czerepy w garnek śmiało, Szkło na drobny tłuczmy piach – A co jeszcze pozostało, O podłogę bęc i trach!”

Mechanika gry sprowadza się do eksplorowania lokacji i rozbijania w drobny mak (a raczej klocek!) wszystkich napotkanych obiektów, by następnie ze zgromadzonych klocków wybudować rzeczy, które pomogą nam popchnąć akcję do przodu. Oczywiście by nie była to bezsensowna młócka należy wykorzystywać unikalne właściwości konkretnych bohaterów. Przykładowo tylko Bilbo potrafi wybudować coś w upiornej rzeczywistości zakładając na palec Pierścień, a Gandalf rozproszy mrok w ciemnych obszarach. Duże, spękane skały rozkruszy jedynie krasnolud z odpowiednim toporem, a mniejsze kamienie rozłupie jegomość z kilofem. Mnogość postaci – a podczas większej części gry mamy do wyboru pełną kompanię Thorina – na początku przeraża i ciężko zapamiętać, który krasnolud korzysta z danego typu oręża. Ale później orientujemy się w tym coraz lepiej i rozgrywka przebiega sprawniej – tym bardziej, jeśli gramy z drugą osobą w kooperacji.

Tu należy wspomnieć o fajnej opcji craftingu. Otóż z obiektów oprócz klocków wypadają także różnorodne surowce – drewno, miedź, złoto, ryby, liny itp.-, które z kolei przydadzą nam się do wytwarzania w odpowiednich miejscach konkretnych przedmiotów lub obiektów. O ile w trybie fabularnym znalezienie wystarczającej liczby surowców nie będzie stanowiło problemu, tak by zrealizować zadania poboczne dostępne w grze swobodnej będziemy nie raz musieli się sporo nachodzić. Po zebraniu odpowiedniej ilości surowców odpala się krótka mini-gra, w której z kołowego menu należy wybrać elementy wskazane na platformie konstrukcyjnej. Im szybciej to zrobimy tym otrzymamy większą ilość klocków.

Kooperacja z drugą osobą przydaje się nie tylko podczas rozwiązywania prostych zagadek, ale także podczas walki, gdzie można zastosować tzw. ataki grupowe. Krasnoludy wchodzą sobie na ramiona i wykonują silne uderzenie w pięknym, zwolnionym tempie. Niestety potyczki same w sobie są okropnie chaotyczne i żmudne, a ataki na dystans często nie trafiają tam gdzie byśmy sobie tego życzyli. Na szczęście potyczek nie ma zbyt wiele.

LEGO: Hobbit jest sandboxem. Możemy odwiedzać wcześniej odkryte lokacje i po skończeniu głównej fabuły wędrować swobodnie po całym Śródziemiu. To już raj głównie dla zbieraczy – zadań pobocznych jest masa, ale sprowadzają się one głównie do dostarczania odpowiedniej ilości surowców tudzież do paru mini-gier w rodzaju zbierania chorągiewek na czas. Za zebrane klocki odblokowujemy kolejne postacie, które pomogą nam dotrzeć we wcześniej niedostępne miejsca. Po Śródziemiu poukrywane są także cenne mithrilowe klocki i schematy, potrzebne do wytworzenia broni.

„Przygody…Przez takie rzeczy można spóźnić się na obiad”

To czego tej grze nie można odmówić to strona wizualna i dźwiękowa. Od samego początku słyszymy znajome motywy muzyczne, a oglądanie Shire, Rivendell czy Mrocznej Puszczy zbudowanej z klocków ucieszy każdego fana Śródziemia. Lokacjom trudno odmówić epickości. To właśnie najbardziej popychało mnie naprzód – chęć ujrzenia znanego miejsca w nowej konwencji. Nie wiem czy osoby nie zaznajomione z tym uniwersum także odbiorą wizualną stronę gry podobnie. Ja byłam w każdym razie usatysfakcjonowana zarówno kolorowym Shire, jak i mrocznymi korytarzami Dol Guldur czy wypełnionym złotymi przedmiotami Ereborem.

Pod względem technicznym widać o wiele większe dopracowanie niż w przypadku LEGO: Marvel Super Heroes, które swoimi bugami doprowadzało mnie do apogeum irytacji. Tutaj wszystko chodzi sprawnie, ludziki nie zacinają się w ciasnych miejscach, konsola się nie wiesza (testoawna była wersja na PS4).

Jako fance Śródziemia trudno mi jednoznacznie ustosunkować się do tej gry. Historię mam przecież w małym palcu, toteż czułam się nieco jak podczas oglądania po raz setny tego samego filmu. Klimat patosu przeszkadzał mi jednak w produkcji, która z definicji powinna być wyłącznie jajcarską, dobrą zabawą o prostej mechanice. Może to także kwestia przesytu serią LEGO, która od bardzo dawna nie zaoferowała graczom niczego innowacyjnego. Hobbit stara się teoretycznie dodać parę nowości, jak wspomniany wyżej crafting, ale to za mało, by usatysfakcjonować graczy. Jak mówił Gandalf – „Mogło być gorzej, ale mogło być też i dużo lepiej”. Jeśli świrujecie na punkcie Śródziemia i macie kompana, który na widok Ereboru zbudowanego z klocków zaczyna odśpiewywać „Song of the Lonely Mountain” – nie wahajcie się przed zakupem. Ale jeśli szukacie dobrej i zabawnej historii do ogrania z dziećmi lepiej sięgnąć po cykle LEGO z innego uniwersum, tudzież zaopatrzyć się w LEGO: Władcę Pierścieni.

Ocena: 75/100

Plusy:

+ Powrót do Śródziemia (otwarty świat)

+ Oprawa audio-wizualna

+ Crafting i duża ilość zadań dla zbieraczy

+ Filmowy klimat

Minusy:

– Pocięta i wtórna historia bez zakończenia

– Kontrast między poważnym dubbingiem, a odgrywanymi gagami

– Chaotyczne i nudne walki

Tytuł:

LEGO: Hobbit

Producent:

Traveller’s Tales

Wydawca:

Warner Bros. Interactive / Cenega

Platforma:

PC, PS4, Xbox One, PS3, Xbox 360, PS Vita

Data premiery:

11 kwietnia 2014r.

Język:

angielski z polskimi napisami

Cena:

99 zł (PC), 199 zł (PS3, Xbox 360), 225 (PS4, Xbox One), PS Vita (119 zł)

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.